Zamknij
REKLAMA

Następcy Żewłakowów i Ronaldo w spódnicy

08:44, 03.12.2018 | fp
REKLAMA
Skomentuj

Dziewczyna w drużynie chłopaków, nadzieja polskiej myśli szkoleniowej, syn podążający śladami utytułowanego ojca, bliźniacy kibicujący dwóm największym rywalom. Choć nie każde z nich zwiąże przyszłość z futbolem, to dzięki olbrzymiej pasji wszyscy już dziś piszą własne piłkarskie historie.

Cztery inspirujące opowieści i jeden wspólny mianownik: miłość do piłki nożnej. Sportowe przygody Natalii, Dawida, Ariela, Filipa i Huberta zaczęły się od udziału w turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, największych rozgrywkach piłki dziecięcej w Europie. Czy nasi bohaterowie podążą drogą Arkadiusza Milika i Piotra Zielińskiego, którzy są wychowankami turnieju - nie wiadomo. Pewne jest za to, że ich losy są najlepszym świadectwem na to, że udział w takim turnieju może być nie tylko wspaniałą przygodą, ale również okazją do poprawy umiejętności i kolejnego kroku w drodze do przyszłej sportowej kariery. Jednak na starcie wszystko zaczyna się na podwórku od pasji i marzeń - zgodnie z hasłem Polskiego Związku Piłki Nożnej, że piłka nożna jest sportem dla wszystkich.

Cristiano Ronaldo w spódnicy

Choć Sobolów w województwie małopolskim zamieszkuje zaledwie 2000 mieszkańców, to wśród nich nie brakuje piłkarskich perełek. W 2013 r. tamtejszy LUKS „Sobolik” Sobolów z Natalią Wróbel, dziś 15-letnią zawodniczką AZS UJ Kraków i młodzieżowej reprezentacji Polski, był najlepszy w eliminacjach wojewódzkich turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” i awansował do Finału Ogólnopolskiego. W Warszawie dziewczęta na czele z Natalią - kapitan i najlepszą strzelczynią drużyny - też nie miały sobie równych. W nagrodę cały zespół pojechał do Londynu, by kibicować Polakom w meczu eliminacji do Mistrzostw Świata 2014 z Anglią. „Biało-Czerwoni” przegrali 0:2, ale atmosfera słynnego stadionu Wembley i możliwość oglądania podpisów Stevena Gerrarda czy Wayne’a Rooney’a zostaną w pamięci młodych zawodniczek na całe życie.

- Turniej był wielką przygodą, dzięki której mogłam obejrzeć mecz Polaków na Wembley i spełnić jedno z piłkarskich marzeń. Dzisiaj wiem, że otworzyło mi to drogę do następnych osiągnięć. Po tym sukcesie złapałam jeszcze większą chęć do treningów i uwierzyłam, że mogę więcej - wspomina Natalia.

Obecne na turnieju media okrzyknęły 10-letnią Natalię „żeńskim Cristiano Ronaldo” nie tylko ze względu na numer 7 na koszulce, ale przede wszystkim dzięki wyjątkowym umiejętnościom. Od tego czasu jej kariera cały czas się rozwija. Natalia najpierw trafiła do Cracovii, gdzie przez brak zespołu dziewczyn rywalizowała w lidze trampkarzy z chłopcami, a potem do AZS UJ Kraków i młodzieżowych kadr Polski.

- Paulina Dudek, która też kiedyś grała w turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, Ola Sikora i Kasia Kiedrzynek są moimi idolkami. Bardzo chciałabym kiedyś być na ich miejscu i grać w wielkim klubie. Jeśli chodzi o piłkarzy, to szczerze mówiąc wolę Messiego od Ronaldo - śmieje się na porównania z Portugalczykiem Natalia.

Talenty nie tylko piłkarskie

Razem z Natalią i jej koleżankami wspomniany mecz na Wembley oglądali prowadzeni przez trenera Dawida Kroczka chłopcy z województwa łódzkiego. Podczas wizyty w Anglii drużyna pokazała się ze znakomitej strony, pokonując w towarzyskim meczu rówieśników ze słynnego Tottenhamu Hotspur aż 6:1. SMS Łódź w roczniku 2003 miał wyjątkowo mocną ekipę, która sukces w turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” powtórzyła dwa lata później, wygrywając w kategorii U-12.

- To była piękna przygoda dla nas wszystkich - wspomina trener. - Takie turnieje dają możliwość rywalizacji na najwyższym poziomie, co podnosi jakość sportową chłopców. W pamięci zostaną fantastyczne nagrody. Wyjazd do Anglii i wygrana z Tottenhamem za pierwszym razem oraz wizyta w Warszawie i spotkanie z reprezentacją przed meczem z Gruzją za drugim. Cieszę się, że chłopcy mogli zobaczyć kawałek świata i przekonać się, że dzięki piłce można mieć fajne życie.

Z biegiem lat kolejne piłkarskie kroki stawiają podopieczni młodego szkoleniowca.

- Większość z nich rozeszła się po czołowych akademiach. Marcel Żurek jest wybijającym się zawodnikiem młodego Zagłębia Lubin i reprezentantem Polski. Nikodem Sujecki, też regularnie powoływany, zadebiutował w drużynie CLJ Pogoni Szczecin. Szymon Chomicz gra ze starszymi od siebie w Śląsku Wrocław. Widać, że nie było przypadku w tym, że wyróżniali się jako 10-latkowie, bo wciąż stanowią grupę utalentowanych zawodników - podkreśla trener.

Tempa nabiera też kariera ich opiekuna. 29-letni szkoleniowiec pracował w SMS-ie jako asystent przy występującej w Centralnej Lidze Juniorów drużynie U-19, później samodzielnie prowadził zespół w CLJ U-15, a na początku roku został II trenerem w seniorach IV-ligowego LKS-u Termy Ner Poddębice. Latem zaliczył kolejny sportowy awans, bo do współpracy w roli asystenta zaprosił go Sławomir Majak, opiekun III-ligowego T.S. Sokoła Aleksandrów Łódzki, a w przeszłości reprezentant Polski i zawodnik klubów Bundesligi.

- Fajnie nam się to układa, bo mamy 7 punktów przewagi nad wiceliderem - mówi Kroczek. - Liczymy na awans do II ligi, co otworzyłoby nam furtkę do dalszych sukcesów. Największe marzenie? Praca z seniorami to ukoronowanie kariery każdego trenera. Z drugiej strony równie wielkim zaszczytem jest, gdy twój wychowanek debiutuje na poziomie reprezentacji czy ekstraklasy. Wtedy wiesz, że miałeś realny wpływ na jego rozwój.

Jacy ojcowie, tacy synowie

Mosór to nazwisko świetnie kojarzone przez kibiców, którzy śledzili polską ligę na przełomie wieków. Piotr w barwach m.in. Ruchu Chorzów, Legii Warszawa, Pogoni Szczecin czy Widzewa Łódź uzbierał ponad 260 występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, sięgając z klubem ze stolicy po mistrzostwo i dwa puchary kraju. Całkiem możliwe, że za kilka lat to nazwisko znów pojawi się w relacjach z meczów, bowiem w ślady ojca idzie Ariel. 15-latek, który też występuje na pozycji stopera, gra w akademii Legii i reprezentacji Polski U-16.

Zanim Ariel latem trafił do Legii, reprezentował Unię Warszawa, w której trenerem i wiceprezesem jest jego tata. W 2015 r. wspólnie świętowali 3. miejsce zdobyte w turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” w kategorii U-12. Dziś młody obrońca jest podporą kadry U-16, w której pełni funkcję kapitana.

- To świetnie zorganizowany turniej, dzięki któremu dzieciaki mogą się dużo nauczyć. Mamy dobre wspomnienia, bo jako Unia dwa razy z rzędu zajęliśmy 3. miejsce w kraju. Cieszę się, że dzisiaj syn gra w kadrze i jest jej kapitanem. Jesteśmy z żoną bardzo dumni, ale przed nim długa droga. W wieku 15 lat liczą się pasja i radość z gry. Najważniejsze, żeby ciągle mu to sprawiało frajdę, a wtedy ze swoją motywacją może zajść daleko - podkreśla Mosór senior.

O chłopaka coraz częściej pytają kluby z zagranicy. Ariel był już na testach w Manchesterze United i niemieckim RB Lipsk.

- Możliwość zobaczenia jak te kluby funkcjonują od środka była wielką frajdą. Nie tylko dla Ariela, ale dla mnie też. Szczególne wrażenie zrobiły na synu treningi z Michaelem Carrickiem w Manchesterze. Ja zagranicą nigdy nie grałem, choć dwa razy byłem blisko wyjazdu. Życzę Arielowi, żeby mu się to kiedyś udało. O sobie mówię, że miałem przygodę z piłką, a on niech zrobi karierę. Oczywiście tylko, jeśli sam będzie o niej marzył - dodaje tata 15-latka.

Co ciekawe, wśród klubowych kolegów Ariela znajdziemy więcej piłkarskich nazwisk. W jednym roczniku z Mosórem grają Kuba Ojrzyński i Szymon Włodarczyk, potomkowie kolejno trenera Leszka Ojrzyńskiego i Piotra Włodarczyka, który zdobył 92 bramki w ekstraklasie.

Następcy Żewłakowów

Kiedy mowa o piłkarskich rodzinach, na myśl przychodzą słynni bliźniacy. Czy po Żewłakowach, Brożkach i Makach polski futbol doczeka się kolejnych braci na wysokim poziomie? Niewykluczone, że stanie się tak za sprawą Filipa i Huberta Adamczyków, którzy swoje talenty szlifują w Akademii Piłkarskiej Drawsko Pomorskie. Pierwszy jest fanem Realu Madryt i FC Porto, występuje na pozycji bramkarza i dorobił się przydomka „Iker” na cześć słynnego golkipera obu tych klubów. Drugi to obrońca i kibic FC Barcelony, więc gdy rozgrywane jest „El Clásico”, w domu Adamczyków jest wyjątkowo głośno.

- Czasem emocje są tak duże, że musimy się podzielić telewizorami - śmieje się Artur Adamczyk, tata bliźniaków. - Piłka towarzyszy chłopakom całe życie. Od małego zawsze na prezent wybierali sobie albo piłkę, albo sportowe ciuchy. Nie wiadomo co będzie dalej, ale chłopaki cały czas chcą trenować, sumiennie do tego podchodzą i daje im to radość. My z żoną też jesteśmy zadowoleni, że mają taką pasję.

Filip i Hubert od zawsze grają razem, więc na boisku rozumieją się bez słów. W realizacji piłkarskich marzeń wspierają ich rodzice i trzeci brat bliźniak, który sam nie gra w klubie. Bracia reprezentowali swoją szkołę w XVII edycji turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” i byli o krok od awansu do fazy pucharowej finałów wojewódzkich. Wyjście z grupy uciekło im przez gorszy bilans bramkowy, ale to doświadczenie tylko motywuje ich do dalszych treningów.

Każda piłkarska przygoda zaczyna się na podwórku, ale dzięki takim turniejom jak „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” dzieci zyskują jeszcze większą motywację do ruchu, treningów i sportu oraz unikalną szansę na odkrycie swojego talentu i spełnienie w przyszłości największych piłkarskich marzeń.

(fp)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© faktypilskie.pl | Prawa zastrzeżone