Zamknij
REKLAMA

Pomóżmy pani Aldonie pokonać raka!

17:32, 06.01.2019 | msz
REKLAMA
Skomentuj

Pacjentka onkologiczna - tak siebie nazywam. Staram się nie używać słów "rak", "nowotwór", "śmierć"… Tak, mam raka, ale wierzę też, że w końcu go pokonam! Mam dla kogo walczyć i żyć...

W marcu ubiegłego roku byłam na badaniach profilaktycznych - mammografia wykazała guza w piersi. Dalsza diagnostyka (USG, biopsje) go potwierdziła. Szok? Chyba to za lekko powiedziane. Natychmiast dostałam skierowanie na przedoperacyjną chemię (dostałam czerwoną, najmocniejszą, która miała obkurczyć guz) i później operację - mastektomię. Było trudno, bardzo…

Wierzyłam, że gdy się obudzę, raka już nie będzie. Ja dojdę do siebie i szybko zapomnę o koszmarze, zostawię go dawno za sobą. Niestety, los postanowił wystawić mnie na ciężką próbę… Pod koniec zeszłego roku zaczęłam naświetlania w Poznaniu. Jednocześnie zaordynowano mi hormonoterapię (Lametta).

W międzyczasie okazało się, że ból kręgosłupa identyfikowany jako zapalenie korzonków to efekt przerzutu raka - scyntygrafia kości i rezonans to potwierdziły. Już wcześniej z bólu ledwo chodziłam... Znowu naświetlania w Poznaniu, tym razem na odcinek lędźwiowy. Zalecono mi wykonanie wertebroplastyki (tzw. cementowania). Bardzo cieszę się, że się jej poddałam, chociaż wiązało się to z ogromnym bólem i dodatkowymi kosztami. Aby uniknąć kolejki NFZ, zrobiłam go w prywatnej klinice, niestety. Dzięki operacji dzisiaj funkcjonuję, chodzę bez cierpienia! Ból wprawdzie nadal jest, ale zdecydowanie do zniesienia. Mogłam walczyć dalej.

W lutym tego roku miałam kontrolne USG jamy brzusznej, na szczęście wszystko było dobrze. W czerwcu kolejna kontrola, nie miałam powodu do niepokoju. Niestety okazało się, że mam zmiany nowotworowe na wątrobie. Ten paskudny rak nie chce odpuścić… Hormonoterapia nic nie dała, Znowu chemia, którą źle zniosłam - 8 cykli, co tydzień, bez przerw. Badanie pokazało, że nie zadziałała... Zrezygnowano z dalszej chemioterapii, która bardziej mi szkodziła, niż pomagała.

Moja pani onkolog szukała dla mnie innego ratunku. Okazał się nim być Ibrance - lek niezwykle skuteczny w leczeniu trudnych, rzadkich nowotworów hormonozależnych, a właśnie taki mnie zaatakował.

Ucieszyłam się, że jest dla mnie szansa! A potem "bum"… - informacja, że Polska jest jedynym krajem w UE, gdzie lek ten nie jest refundowany! W Niemczech na przykład miesięczne leczenie kosztuje zaledwie 10 euro. U nas około 10.000 złotych! Zebrałam wszystkie oszczędności i kupiłam pierwsze trzy dawki, dzięki czemu mogłam rozpocząć leczenie ostatniej szansy. Niestety, środki się już wyczerpały, a muszę przyjmować lek minimum rok - wtedy okaże się, czy działa.

Jestem pełna optymizmu - po pierwszych miesiącach leczenia czuję się naprawdę dobrze, co po ponad roku ciężkiej walki z nowotworem jest wielkim sukcesem. Daje mi to nadzieję, że Ibrance zadziała, pozwoli mi żyć! Dzięki niemu mogłam wrócić do ukochanej pracy i ludzi, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. To daje mi jeszcze więcej sił do walki i pozwoli wierzyć, że w końcu wygram. Jednak nadal brakuje pieniędzy… Dlatego proszę o pomoc. Kocham życie i wierzę, że to jeszcze nie ten czas…

Proszę więc, pomóż mi pokonać raka, nim on pokona mnie!

Pomóżmy pani Aldonie wygrać z chorobą! Wpłat można dokonywać na konto fundacji Siępomaga.

(msz)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© faktypilskie.pl | Prawa zastrzeżone