Zamknij
REKLAMA

Irena Kärcher - prawdziwa Wonder Woman

10:28, 08.03.2021 | artykuł promocyjny
Skomentuj fot. Kärcher
REKLAMA

Była wyjątkową osobą. Przez trzy dekady rozwijała rodzinny biznes, który stał się dzięki niej w tym czasie firmą globalną. Jej podejście do prowadzenia biznesu przyświeca koncernowi do dziś. Irena Kärcher - kobieta, która wyprzedzała swoje czasy.

To ciekawe, lecz gdy się nad tym zastanowić, to mężczyzn rzadko pyta się, czy poza sukcesami, jakie odnoszą w biznesie, są także na przykład dobrymi ojcami. Znikoma liczba osób wierzy, że prowadząc biznes ludzie sukcesu znajdują także czas dla swych rodzin. W rzeczywistości wiara ta jest dosyć naiwna, gdyż przypadki łączenia z sukcesem roli szefa dużego koncernu i mającego czas na długie godziny zabawy z własnymi dziećmi ojca, rzadko się zdarzają.

Irena Kärcher miała kompletnie inne podejście. Stale zadawała sobie pytanie o to, czy jest dobrą matką i to rodzina była zawsze na pierwszym miejscu. Reszta jej działań wynikała bezpośrednio z tego przekonania i była z nim spójna.

Tak też wyglądała sytuacja 17 września 1959 roku, gdy jej mąż Alfred zmarł na zawał, zostawiając ją samą z dwójka małych dzieci i firmą pozbawiona managera. Miała wtedy 39 lat. 250 pracowników firmy produkowało wówczas generatory pary oraz pierwsze w Europie, wynalezione i ulepszone przez Alfreda Kärchera, urządzenia wysokociśnieniowe z podgrzewaniem wody.

Irena chciała w tym trudnym dla niej i dzieci czasie wybrać rodzinę, ale wiedziała też, że pracownicy pokładali właśnie w niej, młodej wdowie, wszystkie swe nadzieje. Irena oraz osoby, które doradzały jej w tamtym czasie, zadali sobie pytanie: czy można przedłożyć szczęście jednej rodziny nad zapewnienie pracy i bezpieczeństwa 250 rodzinom zatrudnionych w firmie osób?

- Ona nie miała wyboru - stwierdziła niedawno córka Ireny Susanne. - Mama wiedziała też, że nie może pozbawić nas tego co stworzył nasz ojciec, naszego dziedzictwa.

Irena podjęła wyzwanie i stanęła na czele firmy. Zaczęła od podstaw poznawać ten biznes i pytać ludzi, którzy blisko współpracowali z jej mężem, o wszystko.

- Czasem miałem wrażenie, że udawała, że jest ignorantką i nie ma pojęcia o temacie, o którym rozmawiamy, jednak jej pytania zawsze były zadawane w sposób przemyślany - wiedziała co chce przez nie osiągnąć - powiedział wspominając Irenę Rolf Jauch, honorowy szef zarządu Kärcher.

Sprawiała także na pracownikach zatrudnionych w Wiennenden wrażenie osoby, która liczy się z ich zdaniem, jest wdzięczna za każda pomoc a także, że podchodzi do każdego z nich indywidualnie. Każda osoba była dla niej ważna i naprawdę lubiła pracować z tym zespołem.

Nawet dziś każdy, kto przechadza się po terenie zakładu w Winnenden, około 20 km od Stuttgartu, zauważa, jak Irena Kärcher ukształtowała to miejsce.

Pracownicy wciąż pamiętają jej uśmiech. Gdy słyszą jej imię, wspominają kwiaty, które osobiście wysyłała im z okazji narodzin dzieci. Mówią także o jej dalekosiężnych planach, na przykład na - będący wtedy nowością i innowacją - magazyn wysokiego składowania czy też jej chęć zbilansowania kont bankowych, co było wyjątkowo przezorną decyzją w ówczesnej niepewnej sytuacji gospodarczej.

Starsi pracownicy wspominają także, że była osobą niezwykle promienną, a także mówią o tym, jak Irena zawsze potrafiła wysłuchać i jak dobrze się z nią rozmawiało. Niektórzy menedżerowie byli  zdumieni tym, jak dobrze była poinformowana, a nawet podejrzewali, że miała swoich "szpiegów" w firmie. Ale prawda była o wiele prostsza. Irena po prostu potrafiła i chciała słuchać ludzi i z nimi rozmawiać, niezależnie na jakim pracowali stanowisku.  

Filozofia prowadzenia biznesu, którą wyznawała nadal przyświeca firmie Kärcher. Mimo, że od śmierci Ireny minęły już trzy dekady, koncern pozostaje wierny jej przesłaniu. Zanim którykolwiek z badaczy czy ekspertów zająknął się choćby o pojęciu kultury organizacyjnej, Irena Kärcher twierdziła, że: "Odrębnie od rozwoju technologii firma musi także rozwijać swoją własną kulturę. Najważniejszym z jej filarów powinien być zawsze czynnik ludzki".

Firma rozwijała się w sposób zrównoważony głównie dlatego, że menadżerce skutecznie udawało się motywować pracowników. Była czarująca, asertywna i sprytna. W ciągu pierwszego roku, gdy Irena była u steru, sprzedaż wzrosła o 70%. Mogła wtedy skorzystać z tej okazji, aby odpocząć, ale tego nie zrobiła. Stale zatrudniała nowych pracowników i tworzyła sieć detalistów w całych Niemczech. Następnie założyła pierwsze zagraniczne filie. Rynek był chłonny i urządzenia Kärcher podbiły go błyskawicznie. Firma dominowała przede wszystkim w budownictwie, przemyśle samochodowym i rolnictwie. Konkurencja nie zasypiała jednak gruszek w popiele i stale deptała Kärcher po piętach. To motywowało Irenę do dalszych zmian i ciągłego rozwoju.

Nie dała się zdominować mężczyznom, którzy byli jej doradcami. Nie przyjęła także ich bezkompromisowego, opartego na sile, stylu zarządzania. Stworzyła własny. Była uczciwa ale i stanowcza, co łączyła z nieodpartym wdziękiem. Bez wątpienia to ona panowała nad całą firmą.

Pracowała bardzo dużo, chciała za wszelka cenę nadrobić brak formalnego wyższego wykształcenia. Choć posiadała doświadczenie w biznesie, gdyż zanim wyszła za maż za Alfreda pracowała w Daimlerze. Była tam młodszą asystentką dyrektora generalnego, Wilhelma Haspela. Już wtedy potrafiła motywować ludzi, wykazywała się doskonałymi umiejętnościami organizacyjnymi i taktownym podejściem.

- Jej największą siłą była empatia i podejście do ludzi, z którymi robiła interesy lub chciała współpracować - powiedział jej syn Johannes, który jest obecnie przewodniczącym rady nadzorczej.

Sukcesy biznesowe nie przychodziły jednak samoistnie. Cena, jaką za świetne efekty i rozwój firmy poniosła Irena, była wysoka. Nie miała dostatecznie dużo czasu dla swej rodziny, dla dzieci. Do tego wszystkiego przez Europę przetaczał się kryzys gospodarczy, co sprawiało, że stres i presja stawały się coraz większe. Zaczęła w tamtym czasie cierpieć z powodu silnej migreny. Bardzo potrzebowała ciszy, spokoju i czasu, który mogłaby spędzić z dziećmi.

Jednak jej poświęcenie i poczucie obowiązku wobec firmy i pracowników było bardzo silne.

- Mama zawsze była ze swoją załogą. Zawsze liczyły się dla niej relacje z ludźmi. Paradoksalnie rola, która odgrywała sprawiała, że nie zawsze mogła budować te relacje z najbliższymi osobami. To była cena, którą płaciła za swoje przywiązanie do firmy - opisywała jej córka Susanne. - Tak wiele razy przedkładała sprawy firmy nad własne zdrowie.

W tamtym czasie Irena podjęła kluczową z punktu widzenia rozwoju firmy decyzję. Postawiła na czyszczenie ciśnieniowe. Był to wówczas nieznaczący, marginalny aspekt działalności firmy, lecz ona zobaczyła w nim wielki potencjał. Patrząc z perspektywy czasu wiemy, że miała rację. Bo przecież nawet potocznie urządzenia tego typu - myjki ciśnieniowe - nazywa się na całym świecie po prostu "karcherami", a w wielu językach europejskich w słowniku znajduje się czasownik "kercherować", czyli myć pod wysokim ciśnieniem. Wtedy też Irena postanowiła, że kolorem urządzeń Kärcher będzie ożywczy, radosny i słoneczny żółty, który dziś znamy wszyscy.

Kryzys został zażegnany. Firma wyszła na prostą, dzięki swej prezesce. Myjki ciśnieniowe początkowo cieszyły się szczególną popularnością w warsztatach i zakładach mięsnych. Marka Kärcher zdobyła uznanie na całym świecie dzięki akcjom kompetencyjnym - projektom czyszczenia w miejscach publicznych. Produkcja, sprzedaż i liczba pracowników wzrastała nawet o 40% rok do roku. Pierwszy zakład poza granicami Niemiec powstał w Brazylii. Nazwa Kärcher stała się znana na całym świecie, dzięki odważnym akcjom kompetencyjnym. Eksperci Kärcher wyczyścili słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro oraz Statuę Wolności w Nowym Jorku. Oba słynne obiekty zalśniły nowym blaskiem po pracach czyszczących. To był strzał w dziesiątkę. Firma stała się synonimem czyszczenia i czystości.

W 1984 roku firma Kärcher zaczęła oferować swe produkty także konsumentom. Miała im do zaproponowania coraz bardziej kompaktowe i wygodne urządzenia.

Wewnątrz firmy trwały stale walki między dyrektorami handlowymi, które jednak jak nikt, potrafiła spacyfikować Irena.

- Była osobą bardzo racjonalną i jej proces decyzyjny też taki właśnie był. Potrafiła połączyć to z doskonałymi umiejętnościami i empatią - podsumował Brun Hagen Hennerkes, członek jury Hall of Fame i prezes Fundacji na rzecz Przedsiębiorstw Rodzinnych.

Ta wyjątkowa kobieta w czasach, gdy biznes był całkowicie zdominowany przez mężczyzn, pokazała, że kobiecość to wielka siła. I że podejście oparte na empatii i stawianiu relacji międzyludzkich na pierwszym miejscu popłaca także w świecie interesów.

(artykuł promocyjny)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%