Zamknij
Nawrocki i jego doradcy próbują zmiękczyć nieco konfrontacyjny, jak dotychczas, styl jego urzędowania. Chce się pokazać jako "dobry tatuś" lub "brat łata", z którym można kraść kury. Ale to zwykła ściema mająca poprawić jego notowania.
Kilka razy oglądałem zamieszczony w sieci filmik z zabójstwa Alexa Prettiego przez federalne służby imigracyjne w Minneapolis. Zabójca w mundurze strzelał mu plecy gdy już leżał na ziemi skrępowany przez innych agentów. To było morderstwo z zimną krwią.
Nie musimy kochać Owsiaka. Ani "Caritas". Ani szefowej "Świątecznej Paczki", organizacji charytatywnych czyniących tyle dobra. Pomoc nie ma barw politycznych ani światopoglądowych.
Wracam z 50. posiedzenia Sejmu z uczuciem, że już to wszystko widziałem. Jak kolejny odcinek serialu, w którym dużo się dzieje, ale niewiele z tego wynika. Obrady toczyły się normalnym trybem: poprawki, głosowania i co chwilę marszałkowskie „proszę o spokój”.
Tytułowe słowa wypowiedział swego czasu Putin, dodając "zobaczymy, która wygra". Nie da się nie zauważyć dużych podobieństw pomiędzy logiką Trumpa i autora tych słów. Co nie oznacza, że obie rozumiemy w Europie.
Gdy 8 lipca 1997 roku w Madrycie towarzysząc prezydentowi Kwaśniewskiemu usłyszałem, że Polska została zaproszona do NATO nie myślałem, że za mego życia ta instytucja się rozwali. I to za sprawą prezydenta USA, państwa które ją współtworzyło.
… czyli o tym, jak tańczą polscy politycy na tonącym Titanicu.
To, że polska prawica, z Nawrockim na czele, wpatrzona w Trumpa przypomina psa gapiącego się w kość, jest faktem.
"Tata nie wraca ranki i wieczory, Pełczyńska-Nałęcz z trwogi ciemne zasunęła story" mógłby napisać wieszczunio Adaś, gdyby jeszcze żył, o sytuacji w partii byłego marszałka sejmu.
... czyli o tym, jak po raz kolejny sprofanowano Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej.
Donald Trump stwierdził, że fakt, iż pięćset lat temu jakiś duński statek dotarł do Grenlandii nie oznacza, że ta wyspa jest duńska.
… czyli o tym, czego musi się jeszcze nauczyć spotykając się regularnie z premierem, którego nie lubi. To jego konstytucyjny obowiązek, a nie przywilej.
Jadę pociągiem do Warszawy. Do pracy, po świątecznej przerwie, wraca polski parlament, choć nikt nie ma pewności, czy razem z nim wróci spokój i przewidywalność. Za oknem krajobraz powoli zmienia się z zimowego w poświątecznie szary, a w środku wagonu ludzie siedzą w ciszy, wpatrzeni w telefony, jakby każdy z nich próbował dowiedzieć się, co właściwie wydarzy się dalej.
Biały Dom co rusz oświadcza, że dostanie Grenlandię tak czy owak. Swój apetyt na tę wyspę uzasadnia jej strategicznym położeniem dla USA i coraz większej obecności Chin na jej wodach terytorialnych.

OSTATNIE KOMENTARZE