Na decyzję o odstąpieniu od tej inwestycji, jak przyznaje w rozmowie z PAP jeden z ówczesnych dyrektorów budowy Ryszard Kurylczyk, istotny wpływ miała katastrofa w Czarnobylu z kwietnia 1986 roku.
- Czarnobyl w znaczącym stopniu przyczynił się do tego, że podjęto decyzję o zamknięciu elektrowni jądrowej w Żarnowcu. Budowa zaczęła wywoływać liczne protesty i nawet nazwy kojarzono, Żarnowiec nazywano „Żarnobylem” - powiedział PAP Kurylczyk, który był także m.in. dyrektorem konwencjonalnej elektrowni szczytowo-pompowej w Żarnowcu. Po okresie kierowania budową elektrowni jądrowej objął stanowisko wojewody słupskiego (w latach 1988-89), zaś za rządów SLD w latach 2001-05 najpierw był wojewodą pomorskim, a potem wiceministrem infrastruktury.
Przed 1989 rokiem protesty przeciw budowie elektrowni w Żarnowcu organizowały głównie organizacje, związane z opozycją antyustrojową, przede wszystkim powstały w 1985 roku ruch „Wolność i Pokój”. Po 1989 roku do protestów dołączyli mieszkańcy Żarnowca i okolic. W dniu pierwszych wyborów samorządowych 27 maja 1990 roku na terenie województwa gdańskiego zorganizowano nawet referendum w sprawie budowy elektrowni. Choć nie było prawnie wiążące, bo wzięło w nim udział mniej niż 50 proc. uprawnionych, zdecydowana większość opowiedziała się przeciw budowie.
Ówczesny minister przemysłu Tadeusz Syryjczyk tłumaczył stanowisko rządu m.in. tym, że elektrownia jądrowa w Żarnowcu była inwestycją zbędną dla polskiego systemu energetycznego, wątpliwa była też jej rentowność. Ryszard Kurylczyk nie ma jednak wątpliwości, że na decyzję rządu wpłynęła atmosfera społeczna wokół elektrowni.
Wspomina, że powszechne były wtedy np. opinie, iż elektrownie budują Rosjanie i jest ona analogiczna do tej w Czarnobylu.
- Niewielu ludzi wiedziało, że różnica między elektrownią w Żarnowcu a elektrownią w Czarnobylu była ogromna. W Żarnowcu miały być zupełnie inne reaktory, wodno-wodne, produkowane w Czechosłowacji, w firmie Skoda, niezwykle bezpieczne, które wówczas pracowały w wielu krajach, głównie w Europie Wschodniej, ale także w Finlandii. Pracują bez żadnej awarii do dzisiaj. Poza tym Żarnowiec był budowany według reguł zatwierdzonych przez Międzynarodową Agencję Atomistyki. Odbiorów poszczególnych elementów budowy dokonywali inspektorzy nadzoru spoza Polski — relacjonuje Kurylczyk.
- Można powiedzieć, że to była przykładowa budowa. Co więcej, była wykonywana przez polskie firmy, łącznie z dostawą podstawowych urządzeń. Reaktory były czeskie, ale pozostałe elementy: wytwornice pary, generatory, transformatory, wszelkiego rodzaju zbiorniki były budowane w Polsce — dodał rozmówca PAP.
Początkowo miały powstać w Żarnowcu dwa reaktory, potem kolejne dwa. Docelowa moc elektrowni miała wynosić 1600 MW. Według Kurylczyka do zakończenia budowy pierwszego reaktora brakowało półtora roku. Zaś pierwsza faza budowy, którą nadzorował właśnie on, była zakończona w całości.
- Obiekty, które powstały w związku z budowaną Elektrowni Jądrowej Żarnowiec, były zakończone. Były drogi, osiedla, duży hotel z kinem, linia kolejowa bezpośrednio z Trójmiasta. Wszystkie obiekty były wykonane — wymienił Kurylczyk. - Jeśli chodzi o część jądrową, w 80 proc. były zaawansowane prace przy pierwszym reaktorze. Reaktor był na miejscu, gotowa była wytwornica pary, a także wszystkie rurociągi obiegu pierwotnego i wtórnego — dodał.
- Budowę można więc było w półtora roku zakończyć, ale atmosfera temu nie sprzyjała. Znaczenie miała oczywiście bardzo trudna sytuacja gospodarcza. Trzeba było jeszcze zakupić szereg urządzeń za twardą walutę. Zaś dla rządu wydawanie pieniędzy na zakupy na rzecz elektrowni jądrowej to była, jak rozumiem, bardzo trudna decyzja. Zwłaszcza w sytuacji gospodarczej, jaka była w 1989 i 1990 roku — przyznał rozmówca PAP. - Suma atmosfery społecznej i kryzysowej sytuacji kraju spowodowała taką, a nie inną decyzję — podkreślił.
Zdaniem Kurylczyka dodatkową korzyścią związaną z elektrownią w Żarnowcu była obecność tuż obok elektrowni szczytowo-pompowej. Elektrownia jądrowa pozwalałaby bowiem — jak podkreślił — na tanie przepompowywanie wody przez turbiny elektrowni szczytowo-pompowej do górnego zbiornika, co powodowałoby, że koszt uzyskiwania energii z całego kompleksu byłby bardzo niewielki.
Czy zatem ówczesne protesty przeciw elektrowni jądrowej w Żarnowcu były błędem? Bo gdyby nie one, Polska miałaby dawno swoją elektrownię jądrową i zapewnione dzięki temu znacznie większe bezpieczeństwo energetyczne?
Marek Kossakowski, który w latach 80. był działaczem WiP, a w latach 2016-20 współprzewodniczącym partii Zieloni uważa, że nie można oceniać tamtych protestów z dzisiejszej perspektywy. - To się działo w zupełnie innej sytuacji politycznej, geopolitycznej, społecznej, gospodarczej i klimatycznej. Protesty były absolutnie uzasadnione, bo w Czarnobylu w Związku Radzieckim wybuchła elektrownia atomowa, a nikt nie wiedział, jaki tak naprawdę był poziom radiacji — wskazał Kossakowski.
- Trudno mi też oceniać, czy zaniechanie budowy w tamtej technologii było błędem. Było wokół niej wiele znaków zapytania, gdy podejmowano decyzje o przerwaniu projektu. Ponieważ budowę realizowano w PRL, można było zakładać, że to niewiele warte — dodał.
Jego zdaniem, całkowite zaniechanie budowy elektrowni jądrowej w Polsce na wiele lat, co było pośrednim efektem rezygnacji z elektrowni w Żarnowcu, z dzisiejszej perspektywy prawdopodobnie można uznać za błąd.
- W nowych warunkach geopolitycznych, gospodarczych, klimatycznych i energetycznych należało inaczej spojrzeć na energetykę jądrową. Nie jestem jej szczególnym entuzjastą, ale uważam, że elektrownie jądrowe będą potrzebne w polskim miksie energetycznym. W partii Zieloni jako pierwszy powiedziałem, że powinniśmy odejść od kategorycznego sprzeciwu wobec energetyki jądrowej. Mówiłem, że może zmieścimy się w naszym miksie energetycznym bez atomu, ale możemy się też nie zmieścić. A nie chciałbym być tym, który mówi, że „zmieścimy się śmiało” - powiedział Kossakowski.
Kurylczyk przyznał, że choć Żarnowiec był bardzo dobrze przemyślaną lokalizacją dla elektrowni jądrowej, dziś zbudowanie jej w tym samym miejscu nie jest możliwe. Jeśli bowiem przerwało się budowę elektrowni jądrowej na okres dłuższy niż 24 miesiące, następują trwałe i nieodwracalne zmiany w zbudowanych elementach.
- Decyzja o przerwaniu budowy to moim zdaniem był błąd, bo można było ją zakończyć. Poza innymi stratami nie stracilibyśmy też całego pokolenia dobrze przygotowanych do eksploatacji elektrowni jądrowej ludzi — argumentował Kurylczyk. - Cieszę się jednak, że dziś nie tak daleko od Żarnowca, w Choczewie, ma powstać elektrownia jądrowa — zaznaczył.
(PAP)
pś/ mick/ mhr/
Białośliwie: Michał Andrzejak odwołany ze stanowiska..
Ile Ci dali Tatera na nowy rower,i za takie cos sie sprzedajesz😁
Marek
14:06, 2026-04-26
katastrofa w Czarnobylu wpłynęła na decyzję o rezygnacj
reaktor jaki kupiony był dla,,Żarnowca"odkupili od nas za grosze Finowie,pracuje im bezaawaryjnie do dziś
no tak !
13:37, 2026-04-26
Spotkanie z Katarzyną Olter i jej wierszami
w telewizji republika już się obrzucają kałem panie,pośle,panie pośle ja panu nie przerywałem...🤣
a taki wierszyk:
12:40, 2026-04-26
Białośliwie: Michał Andrzejak odwołany ze stanowiska..
Panie Tatera mieszkancy beda oczekiwac wyjasnien,bo nikt nie wierzy w Twoje bajki!!!Kto co i jak sterowal Toba ta decyzja???Nikt nie uwierzy Tobie,ze sam to podjeles,ale klamstwo ma krotkie nozki i My mieszkancy Bialosliwia i okolic dojdziemy Prawdy!!!
Sebastian
12:06, 2026-04-26
1 0
reaktor jaki kupiony był dla,,Żarnowca"odkupili od nas za grosze Finowie,pracuje im bezaawaryjnie do dziś
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu faktypilskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz