Powoli kończy się kolejny polityczny sezon. A właściwie… jeszcze nie do końca. Sejm będzie obradował jeszcze przez cały lipiec, więc trudno mówić o wakacjach. To raczej krótki, tygodniowy oddech między kolejnymi obowiązkami, niż zamknięcie rozdziału.
Za nami jednak miesiące wyjątkowo intensywnej pracy. Dziesiątki posiedzeń Sejmu i komisji, setki spotkań z mieszkańcami, interwencji, debat, rozmów i niekończących się analiz. Do tego codzienne wyjazdy, tysiące kilometrów i życie od jednego do drugiego spotkanio-zebrania. W pewnym momencie człowiek przestaje odróżniać poniedziałek od piątku, a kalendarz bardziej przypomina skomplikowaną układankę, niż plan dnia.
Nie ukrywam - jestem zmęczony.
Zmęczony nie samą pracą, bo tę wybrałem świadomie i nadal daje mi ogromną satysfakcję. Bardziej nieustannym tempem, w którym trudno znaleźć chwilę na zwyczajne zatrzymanie się. Na przeczytanie książki bez zerkania na telefon. Na rozmowę, której nie przerywa kolejny komunikat. Na spacer bez myślenia o tym, co wydarzy się za godzinę.
Do tego dochodzi polityka. Gorąca jak lipcowe słońce. Spór, który nie zna przerwy ani wakacyjnego rozkładu jazdy. Każde słowo waży dziś więcej, każda wypowiedź natychmiast staje się paliwem dla kolejnych komentarzy, ocen i emocji.
A jednak… mimo tego wszystkiego wracam do domu z poczuciem dobrze wykonanej pracy.
Bo polityka, jeśli ma mieć sens, musi pozostawać blisko ludzi. To właśnie rozmowy z mieszkańcami przypominają mi, po co - co drugi tydzień - wsiadam do tego pociągu. To one pokazują, że za każdą ustawą, interpelacją czy pytaniem zadanym z sejmowej mównicy stoją konkretne historie i konkretni ludzie.
Jest jeszcze coś, co od lat pomaga mi zachować równowagę.
Blues.
Grałem go przez wiele lat i chyba właśnie dlatego wiem, że blues to coś znacznie więcej, niż muzyka. To sposób patrzenia na świat. Stan umysłu. Pokora wobec życia, cierpliwość, uważność i przekonanie, że nawet po najtrudniejszym utworze przychodzi ten, który daje nadzieję. Paradoksalnie właśnie tego blues nauczył mnie także w polityce. Słuchać, zanim się odpowie. Nie tracić rytmu, kiedy wokół panuje chaos. Szukać porozumienia, nawet jeśli inni wolą grać solo.
Dlatego mimo napiętego kalendarza nie potrafię odmówić czasu kulturze.
Za chwilę rozpocznie się już 34. edycja Festiwalu Blues Express. Niezwykłego wydarzenia, które od lat łączy ludzi z różnych stron Polski. Kiedy słyszę pierwszy gwizdek parowozu na poznańskim Dworcu Letnim, widzę znajome twarze uczestników i muzyków, mam pewność, że warto było znaleźć czas również na to. Bo kultura potrafi zrobić coś, czego polityka często nie umie - połączyć ludzi, którzy na co dzień różnią się niemal we wszystkim.
Na Blues Expressie nikt nie pyta, na kogo głosowałeś. Liczy się muzyka, spotkanie i wspólne emocje. W jednym wagonie jadą ludzie o różnych poglądach, w różnym wieku, z różnych środowisk. I nagle okazuje się, że można być razem. Bez krzyku. Bez wzajemnych oskarżeń. Tak po prostu.
Przede mną kilka wakacyjnych tygodni. Nie będą całkowicie wolne od obowiązków - poseł nigdy naprawdę nie zamyka biura i nie wyłącza telefonu, a przecież jeszcze lipcowe obrady Sejmu czekają na swoją kolej. Będą jednak okazją, by złapać oddech, uporządkować myśli i nabrać sił przed tym, co przyniesie polityczna jesień.
Bo odpoczynek nie jest nagrodą za pracę. Jest warunkiem, by tę pracę wykonywać dobrze.
Pociąg powoli dojeżdża do stacji w Osieku nad Notecią. Za chwilę przesiądę się do samochodu i ruszę w stronę domu. Po drodze jeszcze krótka wizyta w Domu Polskim w Zakrzewie, siedzibie głównego organizatora festiwalu, a potem prosto do Piły, nad jezioro Płotki, gdzie o godz. 19:00 wspólnie rozpoczniemy 34. Festiwal Blues Express.
Na zakończenie tej podróży zostawiam sobie jedną refleksję.
Coraz częściej myślę, że właśnie tego najbardziej brakuje nam w życiu publicznym - odrobiny bluesa. Nie tylko jako muzyki, ale przede wszystkim jako pewnej postawy. Szukania wspólnego rytmu zamiast nieustannego konfliktu i wyścigu.
Bo polityczne spory przeminą. Kadencje się skończą. Kolejne nazwiska zapiszą się w sejmowych kronikach a człowieka ostatecznie pamięta się nie z tego, jak głośno mówił, lecz z tego, czy potrafi zostawić po sobie dobrą melodię.
A skoro za chwilę zaczyna się Blues Express, to życzę nam wszystkim, by odrobina tego bluesowego ducha została z nami na długo - nie tylko na scenie, ale i w codziennym życiu.
na Blues Expres 15:55, 03.07.2026
nie nie pyta na kogo głosował bo wiadomo,że na pewno nikt tam nie głosował na PiS i konped.rastię 🤣
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu faktypilskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Odrobiny bluesa na co dzień
nie nie pyta na kogo głosował bo wiadomo,że na pewno nikt tam nie głosował na PiS i konped.rastię 🤣
na Blues Expres
15:55, 2026-07-03
Turcją rządzą koty, czyli skąd się wzięła ta miłość...
U pewnego premiera facjata gangstera🤣
A
13:48, 2026-07-03
Podczas wakacji policjanci przyjrzą się młodzieży
Jeszcze jedna sprawa. Policjo. Szanowni Państwo, sprawdzajcie, czy na ławkach, nie wylegują się, tubylcy po spożyciu używek, alkohol i inne wynalazki. Pozdrawiam. Policjo i życzę udanego dyżuru 😁😁😁😁😁😁👍👍👍👍👍.
TomRajder
12:26, 2026-07-03
Podczas wakacji policjanci przyjrzą się młodzieży
Ciekawe skąd w Pile, tyle zniszczonego mienia publicznego? Połamane ławki, uszkodzone kosze na śmieci, a drzewku też dostanie się od towarzysza beznadziejnej doli. Również przystanek autobusowy doczeka się, spotkania z frustracją tubylca. Mam prośbę do odpowiednich służb. Policja. Drodzy Państwo, róbcie akcje w dzielnicach miasta Piła, Zamość, Górne, Centrum, itp. 😁😁😁😁😁😁😁😁👍👍👍👍👍👍👍👍👍👍👍.
TomRajder
12:18, 2026-07-03