Zamknij
REKLAMA

hejtowanie Na portalu dzienniknowy.pl jakiś umysłowy przychlast codziennie dyskutuje sam ze sobą. Czy znacie lekarza od przypadłości takiego pojjeebbusa? 06-01-2019 20:22:03

Nowel
20

Komentarze (16)

......

2 0

Jedyny skuteczny - kostucha 20:23, 06.01.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Oto hejtOto hejt

0 0

Bakutilek Wysłany: Sro Lis 22, 2006 1:28; portal i-pila
Okoliczności publikacji w Tygodniku Nowym danych o losach synów Lemanowiczów.
14 kwietnia 2006 (Wielki Piątek) był wyznaczony przez Sąd Rejonowy w Wałczu na rozprawę w celu przesłuchania świadka śp. Waldemara Zielenkiewicza w sprawie, jaką wytoczył Romanowi Cieplińskiemu z Tuczna Henryk Stokłosa ze Śmiłowa, z art. 212 § 2 kk.
W oczekiwaniu na początek rozprawy, w której brałem udział jako osoba zaufania wyznaczona przez oskarżonego w trybie art. 361 kpk, a nie jak piszą, przedstawiciel Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej, siedziałem na ławeczce w końcu korytarza, w pobliżu schodów awaryjnych przy sali rozpraw. Była też wolontariuszka RPBS przy rzeczniku praw obywatelskich.
Pojawił się Stokłosa, jak zwykle pachnący wysokogatunkowym alkoholem jako nośnikiem wyższych wartości aromatycznych, ze swoim redaktorem naczelnym Tygodnika Nowego Mariuszem Szalbierzem i paparazzo Przemkiem Janickim. Jak to ludzie z pewnego kręgu moralnego stanęli za załomem muru po drugiej stronie korytarza, odruchowo zabezpieczając sobie tyły i boki. O czymś gadali. W pewnym momencie Stokłosa wskazał gestem Ojca Chrzestnego na nas siedzących na ławeczce i polecił: dowiedzcie się, co robią ich dzieci! Przytaknęli skwapliwie, omal nie zderzając się głowami w uniżonym czołobiciu. Przypuszczam, że w razie zderzenia zdecydowanie wygrałby twardogłowy redaktor naczelny, który ma łeb jak brukiew pastewna, a paparazzo, to szczypiorek, bąbelek agrestu.
Oba pieski dziennikarskie przyjechały z zamiarem nagrania rozprawy. Przed wznowieniem rozprawy Sąd zapoznał się z pismem o dopuszczenie tuby propagandowej Stokłosy. Sąd stwierdził, że oskarżyciel prywatny na pierwszym posiedzeniu domagał się by rozprawa odbyła się z wyłączeniem jawności. Sąd przystał na wniosek oskarżyciela. Domaganie się obecnie udziału osób postronnych jest niedopuszczalne. Sąd nie wchodził w ocenę, czy ci pracownicy organu prasowego są na smyczy oskarżyciela, czy może reprezentują media niezależne. Sąd nakazał opuszczenie sali rozpraw, by można było przystąpić do procedury przesłuchania świadka. To kolejna kompletna klęska prezesa, właściciela, człowieka bez stałego zatrudnienia.

Pogonione z sali rozpraw pieski dziennikarskie Stokłosy: Mariusz Szalbierz i Przemysław Janicki natychmiast przystąpiły do czynności operacyjnych w celu rozpracowania szczegółów curriculum vitae progenitury Lemanowiczów. Mając do dyspozycji środki techniczne, archiwum Pasibrzucha, wywiadowców służb specjalnych pod wodzą szefa firmy patrolowej śp. Leona Wernera, pomoc przewąchiwacza, Honorowego Hakowego PRL Jacka Ciechanowskiego, zaczęli zapełniać nośniki informacji nikomu niepotrzebną wiedzą o ludziach, którzy nikogo nie zabili na przejściu dla pieszych i nie kupili domu od złodzieja ściganego listem gończym.
I to jest robota nienawistników a jej efekty, to tak zwany hejt.






















18:15, 15.02.2019


cała prawdacała prawda

0 0

Gówna się nie tyka 07:18, 08.01.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

love is lovelove is love

0 0

Zaś na portalu dzienniknowy jakiś dewiacyjny zboczeniec dobiera się do "hejterka jasia". Jest to objaw miłości inaczej a więc mówiąc wprost, projekcji inwersji seksualnej na posążek "Kameleon 2005" przyznany Januszowi Lemanowiczowi w marcu 2006 roku. Tyle czasu czekał zbok inwertowany. Nie mógł się doczekać, bo w sądzie okręgowym dowiedział się, że ma spadać. To chociaż zaliczyć zastępczo z apoteozą egzemplifikującą.
Posążek - statuetka nieco wyblakła, zdezelowana staniem przez prawie 13 lat. Podobno w Pile na Wyszyńskiego jest salon piękności kosmetycznej prowadzony przez osobę nieodpowiedzialną i lekkomyślną. Może by coś pomogła mimo wszystko na tę pokrakę? Chociaż tatuś w listopadzie 2006 przestrzegał, żeby nie puszczała się z kameleonami. Ale latka lecą a stary na saksach. 21:01, 14.01.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

pytaczpytacz

0 0

czy się roschodzi o 10/30? 12:28, 01.02.2019


Doświadczona Doświadczona

0 0

Wiedza o organizacji służby zdrowia uprawnia do rady aby korespondent "hejtowanie" z kłopotem zdrowotnym udał się do pana Noski ze swoim problemem "takiego *%#)!& Ten skieruje do chirurga plastycznego, androloga, ginekologa-położnika, seksuologa, psychiatry, proktologa, dentysty. Jednak najbardziej odpowiednia - zdaniem mojego znajomego recepcjonisty medycznego - niezbędna jest wizyta u wenerologa od syfa, rzeżączki, rzęsistka, opryszczki waginalnej. 23:42, 18.01.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

......

2 0

Gówna się nie tyka 15:29, 23.01.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

niezły numer ostatniniezły numer ostatni

1 0

Ostatnio pod sam koniec stycznia, przebywając tranzytem na ulicy Wawelskiej w Pile zaszedł żem do sklepu z wódką, piwem, pornosami, gazetami, miesięcznikami, papierosami, czipsami, soczkami itp.. Jest tpo sklep obok mięsnego Stokłosy. Zauważył żem styczniowy numer dzieła faktypilskie.pl. Oznacza to, że wychodzą, z trudem, z bólem. Wydawca (Mariusz Józef Szalbierz) zapodał tym razem pięć sztuk tego czegoś. O czym z miłością donosi kierowca międzynarodowych tirów. 12:25, 01.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

srracchulasrracchula

2 0

Zbieramy na wieniec dla hejtera. Przyłączcie się! 17:32, 01.02.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

badylarzbadylarz

0 1

O ile w tej inicjatywie wtóruje srracchula, niech w czynie partyjno-społecznym ossrra tę wiązkę. 02:00, 05.02.2019


Świecie i TworkiŚwiecie i Tworki

0 1

Może oni nie znają lekarza, ale lekarz ich zna. 01:58, 05.02.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

LicznikLicznik

1 0

W sobotę 9 lutego dalej jest pięć sztuk. 12:23, 10.02.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

UKPPIWUKPPIW

1 0

Dziś to samo - pięć (5). 19:15, 13.02.2019


klijentkaklijentka

0 0

A więc Mariusz na pięć.
W sobotę na Wawelskiej w sklepie z wódką obok taniej jatki znowu pięć. Ktoś zagiął róg tego czegoś już w lutym i dalej jest zagięty. A to znaczy, że nic nie zeszło. Trzeba zabrać bo reklamodawcy się zbuntują. 18:21, 11.03.2019


my z wieżowcamy z wieżowca

0 0

Rozchodzi się ulotka jak spleśniałe bułeczki do zsypu. 12:42, 23.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA

Gramineae Gramineae

0 0

Wszystkie trawy, duże i małe

Otóż wiecie, rozumiecie,
Zebralim się wspólnie razem,
By porządek zrobić w świecie
Pod moim dzisiaj rozkazem.
Zacząć trza - wszystkim wiadomo,
Że tak powiem, od swych włości.
Dla splendoru "sua domo",
Dla potomnych, dla przyszłości.
Jam stokłosa, dobrze wiecie,
W całym kraju popularna.
Znana w gminie i w powiecie,
W pracy szybka i ofiarna.
Naukowcy mówią o mnie,
Że "Bromus erectus" - prosta.
Cieszy mnie to nieprzytomnie.
Skromna, a tak znana postać.
Miłosierna jestem, czuła,
Nie przejdę mimo, gdzie bieda!
Za innych flaki bym pruła,
Ja dam, gdy nikt inny nie da.
Drobny przykład - jeden z mnóstwa,
Pisze o tym prasa cała.
Przyrównują mnie do bóstwa!
Komu sława, temu chwała.
Bywam, często dość, w stolicy
Przez aleje mknę co rano,
Tomka w kącie z głodu kwiczy,
Rzuciłam jej ptasie guano.
Przy okazji, że tak powiem
Tomka, trawka to ponętna,
Zawróciło mi się w głowie
Pyłek spadł, trawka przerżnięta.
Choć to związek przypadkowy,
Czysty impuls, jakieś fatum,
Powstał z niego hybryd nowy,
Bromoxanthum odoratum.
Hola!, dość prywatnych wtrętów!
Choć zdradzę, tomka oścista
Jeszcze raz użyła wdzięków.
Znów zgrzeszyłem - oczywista.
Ach, któż stoi przy mnie blisko,
Komu płoną lica kraśne?
Uroczysko, dziwowisko,
Jędrna, jak racuchy przaśne?
Oto żona ma mietlica!
Zna ją cała okolica.
Rozkochana jest w higienie.
Przypadłość tę nader cenię
I uważam jakoś dziwnie,
Że nikt jej w tym nie prześcignie.
Dla przykładu kiedyś z rana
Przybyła grupa nieznana.
Nuż udawać dziennikarzy -
A to też narodek wraży.
Wbili w mietłę ciernie, szpony
Zaśmiecili mi salony.
Miła moja miotła mała
Tego już nie wytrzymała.
Raz ich plewką, raz ich kłosem
Za uszami i pod nosem
Wyczyściła szybko, składnie
Części przednie, części zadnie.
To jej cicha predylekcja
Dezynsekcja, dezynfekcja.
Raz w miesiącu ma też w planie
Regularne odszczurzanie.
W zapomnieniu, pół łodygi
Wetknęła panience w figi,
Alem kazał: spokój daj,
Bo wszystko idzie na kraj!
Sygnał wizji oraz głosu
Posyłają do kosmosu
I na żywo walą w masy
W nasze góry, pola, lasy!
Szpetnie cię posądzą szuje,
Że dziewczynę molestujesz,
Choć to dzisiaj jest na fali
Gdy się baba z babą wali.
Ha! do rzeczy moi drodzy.
Powiem tylko ku przestrodze
Uważajcie z kim gadacie.
Ten, co jest w odświętnej szacie,
Za filarem wciąż się chowa,
To turzyca życicowa.
Ochroniarzom wbił do głowy,
Że jest żytem turzycowym.
To tępaki, to bambusy,
W środku puste, rozum kusy,
Ale do mokrej roboty
Szybkie i sprawne, jak koty.
W taki sposób na salony
Wdarł się wcale nieproszony.
Wprawdzie też z jednoliściennych
Lecz nie z traw, a z turzyc dennych,
Porasta grunty torfowe,
A kłoski ma obupłciowe.
Fe, doprawdy, co za styl!
Wygląda jak jakiś szczyl;
Nos zadarty, włos w jaskółkę,
Skończył u Fullbrighta szkółkę.
Wiem, że agent. Jego ksywa
Carex jest. Tak się nazywa.
Towarzysz Agropyrona.
Niebezpieczny. Niech ja skonam,
Jeśli kłamię. Perz właściwy
Zajadły, podstępny, mściwy,
Z wierzchu skromny i milusi
Pod ziemią cię kłączem zdusi.
Trawa mocna, nie do zdarcia,
Używana na zaparcia.
Wiadomo stąd, czemu kaczki
Wiecznie rzadkie mają *%#)!& meritum, tak kochani.
Ja, stokłosa i ma pani
Wezwaliśmy wszystkie trawy;
Czas rozwiązać trudne sprawy.
W szczególności, moi złoci,
Sztab mój cały rok się poci
By powstała nazwa nowa
Dla stolicy, dla Śmiłowa.
Wszyscy niech się zastanowią
I swe propozycje powią.
Wtem mietlica: Ach mój miły,
To jest ponad moje siły
Poprawiać cię w ortografii,
Gadasz bzdury, jak Kadafi.
Choć tu tylko sami swoi
Tak bajdurzyć nie przystoi.
Popisz się rolniczą wiedzą,
Nie mów powią, lecz powiedzą.
Tak ozwała się mietlica
Jego wdzięczna przytulica,
Z blond czupryną w chałkę ciętą
Jak Gierkowa Stasia w święto.
A stokłosa: Zmiataj w pole,
Bo ci krzesłem *%#)!& poprawiać, popraw mietłę
A jak nie, to cię w pył zetrę.
Pójdziesz do utylizacji.
Nie pogłębiaj mej frustracji!
Zaraz biegnę do piwnicy
Tam porządek też być musi
Może czai się ząb koński,
Co do ziemi mnie przydusi.
Ach!, ząb koński, mocna rzecz to.
A i kolbę ma niegrzeczną
O rozmiarach - wstyd panowie-
Że mi sen to spędza z powiek.
A choć jestem trawką małą,
Postaram się wciągnę całą.
Wszak tymotka, też nie powiem
Ma końcówkę, co się zowie.
Tylko licha jest i tycia
Dla mnie cienka, nie do życia,
Choć w swej klasie małych trawek
Osiągnięcia ma ciekawe.
Wilgną usta, płoną lica,
Rozmarzyła się mietlica.
O, wyczyniec, ten łąkowy -
Bo jest jeszcze kolankowy-
Też kawaler zgrabny wcale
Krótszy niż tymotka, ale
Tęższy w sobie, mocny, męski,
Sterczą mu na boki rzęski.
Miałabym na niego chęć,
Lecz nie zdzierżę tylu rżnięć.
Wtem ozwała się kupkówka
Wrażliwa na czułe słówka.
Ach nie marudź, żeś dobita
Jestem rżniączka pospolita,
Pofigluję z wyczyńcami,
Z tymotką i włośnicami.
Każdy może ze mną pożyć,
Lecz marzę o pałce rogoży.
Cóż pomarzyć, kąsek łasy
Tylko, że nie z naszej klasy.
W tym kręgu uznano by to
Żem jest zwykłą sodomitą.
Kostrzewa krzyknęła głośno:
Stokłośno, tylko Stokłośno!
Odezwał się owies głuchy:
Dobrze znam kostrzewy ruchy.
Cwana, wredna podlizucha
Łazi stale w starych ciuchach
Z dziurą pośrodku spódnicy
Nie chce podpaść u mietlicy.
Teraz zabrał głos gospodarz:
Coś mała rozwiązań podaż,
Choć Stokłośno nieźle brzmiało,
To za płaskie, to za mało.
Wiem, że wszyscy mnie kochacie
W duserach się prześcigacie,
A szczególnie zaś kostrzewa.
Niechaj każdy się spodziewa,
Że gdy przyjmę jego myśl,
Do księgi go wpiszę dziś.
Księgi wielce zasłużonych
Dla mnie i dla mojej żony.
Dziś skończymy tę robotę,
I na polowanie potem.
Więc wymyślcie nazwę inną.
Perz zawołał: Śmierdzielinno!
Aż spieniła się mietlica,
Znana wszystkim przytulica:
Śmierdzielinno być nie może
Wyście chyba chorzy, Boże!
To jest kpina z pryncypała
Język byś mu pomieszała!
Rękę Carexa, znów czuję,
Ten zawsze szpilę wpakuje.
Perz, tyś trawą jest, czy sitem?
Pytam, kto obstaje przy tem,
Żeby nazwę tę zapisać
Do rozważań dalszych dzisiaj?
Nikt nie podniósł w górę wiechy,
Bo nikt nie chce dostać krechy.
Dodam wam: panowie, panie,
Trudne czeka nas zadanie;
Jedenaście głosek w słowie
Więcej, choćby padł, nie powie.
Kiedy jest sążniste słowo
Myli mu się ogon z głową,
Góra z dołem, z przodem tył,
Jakby tydzień ścieki pił!
Dla trawiastych gnój i ścieki
To jak okowitej rzeki,
Z żubróweczką sok jabłkowy,
Gin z tonikiem, drink rumowy.
Dlatego też nazwa krótka,
Czysta, jak woda i wódka.
O, Śmiardowo, proszę pani,
Czy to nazwa też do bani?
Rzekła trzcina pospolita,
Z czupryną jak lisia kita,
Której, spośród wszystkich gości
Miotła trzcinie wciąż zazdrości.
Więc z przekąsem jej odpowie:
Nie byłaś pewnie w Złotowie?
Dwa Śmiardowa, dobrze wiecie,
W złotowszczańskim są powiecie.
Jest złotowskie, jest krajeńskie,
I mazursko - też - warmińskie.
Nie działamy przecież my tu,
Dla mnożenia zbędnych bytów.
Nazwa krótka, oryginalna,
W brzmieniu miła, niebanalna
Pełna dobra, prawdy, prosta,
Godna, a zarazem ostra.
Och, mietlica znów na fali.
Pewnie ją ząb koński zwalił.
Wymowna, wiotka i giętka
W uczuciach zmienna i prędka.
Zamruczał śmiałek darniowy
Do krytyk zawsze gotowy,
Co właśnie wiechę swą czyścił
Z konopi indyjskich liści.
Konopia ma fart i ma gest
Chociaż jej nie ma, wszędzie jest.
Dobrą się tu cieszy sławą,
Zwą ją trawką, albo trawą,
Także haszysz i marycha.
Cztery nazwy, ja się skicham!
Choć cannabis nie gramineae,
Uważa się za rodzinę.
Wyobraźcie sobie szkraby
Kinderbal bez jointa trawy.
Dyskoteka, dancing, fajf,
Bez marychy, to nie lajf!
Mruczał dalej mętnie śmiałek
Szukając wkoło zapałek.
Zmniejsza nam się czasu połać,
Trza do pionu was przywołać.
Na wiatr niby narzekacie,
A marychę obłapiacie,
Co was kusi lepką śliną
Narkotyczną wydzieliną!
Zrobicie najpierw robotę
A figle i psoty potem.
Obsztorcował wszystkie trawy
Szef nerwowy, choć łaskawy.
Jam palczatka jest kosmata
Przeżyłam zimy i lata
I nie dam, żeby stokłosa
Ucierał mi dzisiaj nosa.
Jestem tutaj z własnej woli
Nie w roli jego roboli.
Powiem wam, jak być powinno:
Najlepsza nazwa - Padlinno.
Ja tak samo, daję słowo,
Lecz myślałam - Padlinowo!
Zawołała z końca grzędy,
Licząc na szczególne względy
Strzęplica piramidalna,
Z pretensjami i nachalna.
No! już propozycji szereg.
A jak zabrzmi Kadawerek?
Zadudnił przeciągłym basem
Rajgras rosnący pod lasem.
Makabryczne, niesłychane
U mnie rajgras masz przesrane.
I gdy się podkaszać będzie
Ciebie skoszą w pierwszym rzędzie.
Obruszyła się mietlica
Zalotnica, przytulica.
Kto przesrane ma?, nie tacy
Grozili mi już chojracy.
Ledwie sięgasz mi kolana
Stara miotło rozdeptana.
Nie chce mi się z tobą gadać
Wolę wyższe trawki badać.
Zaśmiał się rajgras szeroko
Do szczotlichy robiąc oko.
Ząbek koński na jesieni
W kiszoneczkę się przemieni
Kombajnować będą równo,
Od Jeziorek po Grabówno.
Wór kaczanów ci przyniosę
Nie licz raczej na stokłosę.
Bromus, bowiem, moje panie,
Od pań, woli polowanie.
Czysty wozduch, świat szeroki,
Szelest traw, siwe obłoki,
Idzie w las, ale się chowa
Na nawietrznej do Śmiłowa.
Wie z autopsji, że w Śmiłowie
Świat całkiem stanął na głowie.
Zawietrzna od lat zatruta,
Jak Kraków i Nowa Huta.
Nie właź w butach do mych marzeń,
To są różne klasy zdarzeń-
Wtrącił Bromus - moje panie
Jest miłość, jest polowanie.
A zupełnie inną rzeczą,
Współgrają, czy sobie przeczą.
Czytałem szlagier prawdziwy,
Że serce, to też myśliwy.
Samotny, jak w barszczu fasola,
Jak palma na rondzie de Gaulle'a.
Siedzisz sobie na ambonie,
Spojrzysz w pole, chuchniesz w dłonie,
Obserwujesz życie kniei,
Tępisz wnyki i złodziei,
Z kumplem znajdziesz trop ciekawy,
Pozałatwiasz różne sprawy.
Raz na przykład, to nie żart,
Zdarzył mi się taki fart:
Zdybał mnie chwast znany, w lesie,
I woła do mnie: prezesie,
Znajomi dziś dali mi znać,
Że nie masz gdzie mieszkać i spać.
Mnie wytną. Ja się nie boję,
A mam do zbycia ostoję,
Powierzchnia, i standard, i szyk,
Lecz jestem tropiony jak dzik.
Muszę ukrywać się w borze,
Gdy wpadnę, wiechę położę.
Szkoda, żeby taka chata
Przepadła na długie lata.
Albo, powiem jeszcze więcej,
Wpadłaby w niegodne ręce!
Widzę więc, taką obronę:
Ja ci chatę, ty mamonę.
Co?, mamonę, hola chwaście
Mam hektarów tysiącnaście
Mówię szczerze, *%#)!& mać,
Mam co jeść i mam gdzie spać.
Mnie już dużo nie potrzeba
Czysta woda, błękit nieba.
Niech pomyślę, nuż coś wskóram:
Bezdomna progenitura!
Ależ tak, mam też i dzieci
Muszą miejsce mieć na świecie.
Jak chcesz, możesz z nimi grać
Ja odpadam, choć mnie stać.
Dziecku sprawię wielką radość,
A i moralności zadość.
Zauważę jeszcze bystro,
Masz koszulkę *%#)!& z logo "Te i Pe".
Co to znaczy, *%#)!& go wie?
Jest klasyczna w swej prostocie.
Ty już jesteś na wylocie,
Więc, gdy aura ciut się przetrze,
Możesz biegać w samym swetrze.
Ta koszulka mi się przyda.
Tylko nie bierz mnie za Żyda,
Co w nieszczęściu ci pomoże
Tak, że nie daj Panie Boże.
Są to w części koszty akcji
Ułatwienia ci transakcji.
Szybko dzwonię na komórę,
Już ściągam progeniturę.
Rzekł mi chwast tępiony w kraju:
Nie masz chyba we zwyczaju
Z zagubionej duszy bratniej
Zedrzeć koszuli ostatniej?!
Zresztą, koszul mam bez liku,
Stoją w worku przy śmietniku.
Tu warunek: wszystkie twoje
Kiedy sprzedam ci ostoję.
Nadjeżdżają twoje zuchy.
Proponuję takie ruchy:
Załatwimy to za miedzą.
Tutaj wszyscy o mnie wiedzą,
Dawno glina i leśniczy
Sforę spuścili ze smyczy.
Sprawa szybko zakończona,
Zachwycona każda strona.
Tylko mietlica się złości:
Balang mniej będzie i gości,
Roztyje się bez sprzątania,
Jak arbuz na grządce, lub bania.
No!, dygresje precz do kąta
Już godzina jest dziesiąta.
Czas dyskusję podsumować,
Nazwę wybrać, księgę schować.
W niej już dawno zapisane
Imię trawy wam nie znane.
Śmiałek, co przy czarnym lulku
Pykał fajkę z haszu kulką,
Zaśmiał się szyderczym śmiechem:
Bromus - rzekł - masz u mnie krechę.
Po com jechał tyle świata
A ty robisz z nas wariata?
Nikt się chyba nie pogniewa
Kiedy powiem, że kostrzewa
Dawno wzięła całą pulę
Nagród, wpisów i w ogóle...
Pewnie dalej w ciemnym borze
Bzykasz z nią, gdy tylko możesz.
Ja tu szyję, ja tu kraję
I ja tu karty rozdaję.
Nie gadaj mi narkomanie
Jak mam prowadzić zebranie.
Wykluczam cię z całej sprawy,
Za szlaban, kmiotku ciekawy,
Zaperzyła się stokłosa
Z nerwów już całkiem bez włosa.
I głosem pełnym godności
Tak rzekła do reszty gości:
Więc, finis coronat opus.
Wśród wielu sporów i pokus
Ogłaszam, że zwyciężyła
Kostrzewa nasza przemiła.
Robota na dziś skończona
A nazwa jest ustalona!
?Stokłośno? jest adekwatna
Rytmiczna, mocna, udatna,
Prawdziwie męska, klasyczna,
Poważna, szczera, liryczna,
Skromna, bezpretensjonalna,
Piękna, jak gwiazda polarna,
Co drogę w nocy wskazuje.
Tak czuję, najmilsi, tak czuję.
Mógłbym jeszcze tak bez końca,
Ale po zachodzie słońca
Grzeczne trawki, wiedzą, że
Trzeba jeszcze wyspać się.
Muszę dodać sprawiedliwie,
Wcale temu się nie dziwię,
Przyszła pocztą expressową
Propozycja z nazwą nową.
W niej dwie opcje do wyboru
Z dużym poczuciem humoru:
Cygankowo, Cyganiewo.
Ot, rodzinnych sporów drzewo.
Pod uwagę była wzięta
Choć lista dawno zamknięta.
Projekt został odrzucony
Wbrew sprzeciwom mojej żony,
Co uparła się, jak wół
Bym się w jej uczucia wczuł.
Gdy zaczęła rzęzić, tupać,
Musiałem jej w łeb przyłupać.
Tak, więc czas już na zabawę,
Na herbatkę, winko, kawę.
Wtem zawiało od Śmiłowa,
Zarżał pies, zawyła krowa,
Pogubiły kury jaja,
Królik skoczył na buhaja,
Koty zżarły z marchwi nać,
Seler jął się z porem prać.
Koń z kobyłą z całej siły
W mysią norę się tryniły.
Kogut usiadł na traktorze,
Nuż majstrować przy motorze.
Świnki zamiast kopać nosem
Przemówiły ludzkim głosem:
Lues, syf - nieważne słowo -
Czy Stokłośno, czy Śmiłowo!
Zwiędły strute smrodem trawy
Perz przetrwał; koniec zabawy.
A Carex za pięć dwunasta
Dał nóżkę przez płot, i basta.
KONIEC
29 października 2004 r.
22:58, 24.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
© faktypilskie.pl | Prawa zastrzeżone