Zamknij
REKLAMA

czy znacie tych nagrywaczy? Oni tu się najlepiej sami przedstawiają.13-03-2019 17:20:37

taki pstryczek
01

Komentarze (112)

przykład 1przykład 1

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=ShY-4gIJkyg 17:21, 13.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

!!

1 0

p o *%#)!& y 18:04, 13.03.2019


przykład 2przykład 2

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=9psYkUSeWRQ&t=1680s 17:21, 13.03.2019

Odpowiedzi:7
Odpowiedz

lmlm

1 0

W 30:25 minucie w zaprezentowanym filmie pojawia się plansza z napisem: "Starosta zarekomendował a w nagrodę został podsłuchany i nagrany z ukrycia przez ekolożki". Jest to prymitywny fałsz, który mógł się ulęgnąć w głowie osobie lub grupie osób nie posiadających przygotowania do różnicowania następstwa zdarzeń. Rozmowa w starostwie kończy się obietnicą pana Mantaja, że on zapozna się z dokumentacją i poweźmie jakieś postanowienie. To domniemane postanowienie nie jest żadną rekomendacją a według przepisów ustanowionych dla konkursu przez organizatora - Polsko-Amerykańską Fundację Wolności - potwierdzeniem przez organ administracji samorządowej, że Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej działa i ma siedzibę na terenie powiatu pilskiego. Starosta mógł od siebie dodać coś pozytywnego lub negatywnego. Dodał negatyw. Zatem to postanowienie, czy opinia mogła nastąpić dopiero po tym spotkaniu. Z treści zacytowanej planszy wynika wprost, że najpierw starosta wypowiedział się do kapituły Fundacji a nagrania zostało zrealizowane po korzystnej dla Stowarzyszenia wypowiedzi organu samorządowego. Jest to fałsz. Pan Mantaj - jak sam podaje w rozmowie - musiał uwzględnić okoliczności, że protest przeciwko odznaczeniu dwóch osób ze Stowarzyszenia podpisało 1726 pracowników i pracownic Farmutilu i innych przyległych spółek Holdingu, w tym kompletny skład Kolegium Redakcyjnego "Tygodnika Nowego" pod dowództwem Marka Barabasza. Starosta nie ważył się pomyśleć, że opinia zbioru przypadkowych niekumatych obywateli nie może odbierać prerogatywy prezydenta do nadania odznaczenia państwowego.
Należy dodać, że nikt nie nagrywał starosty a spotkanie ze starostą w biurze starostwa jako zabezpieczenie, bo starosta nie powołał protokolanta. Jest to sytuacja zupełnie inna jakościowo, niż podsłuchanie prywatnej rozmowy Krystyny Lemanowicz, Marii Jolanty Koper z Sylwestrem Mittmannem w Próchnowie, spisanie treści tej rozmowy przez Mariusza Szalbierza redaktora naczelnego "Tygodnika Nowego", którego właściciel Henryk Stokłosa był i jest nadal zainteresowany dyskredytacją osób dla niego niewygodnych. Agenturalnego podsłuchu dopuścili się pracownicy "Tygodnika Nowego", co ujawniła Anna Aleksandra Stokłosa ówczesna właścicielka rozgłośni "Radio 100" wchodzącego jako tuba propagandowa w skład Holdingu Farmutil. Anna Aleksandra Stokłosa primo voto Cyganek ma doświadczenie w pracy agenturalnej jako tw bezpieki o kryptonimie "Aleksandra (IPN Po 00100/508/D i dalsze teczki). Mariusz Szalbierz opublikował spisany z taśmy, czy innego rejestratora dźwięku, audiogram rozmowy na łamach wydawnictwa Stokłosy "Tygodnik Nowy". To jest dziennikarstwo agenturalno-kryminalne. 21:13, 18.03.2019


Twój nickTwój nick

1 0

W Białośliwiu podobno jest płot. Można wrzucić prześcieradło na sztachety i przeschnie. Tylko ta plama żółta, okropna. Nasz Maciej, miłośnik kina, może nam opowiedzieć o roli plamy od sików w historii kultury filmowej. Otóż był film Chłopcy opisujący radosne życie pensjonariuszy domu starości i nieszczęścia. Została odkryta tajemnica pensjonariuszki, która zwykła była sikać do łóżka. Kształt plamy przypominał panom pensjonariuszom półwysep Europy południowej, gdzie mają siedzibę bogowie Olimpu. Dlatego tę panią nazwali Peloponez. 17:39, 20.03.2019


obywatele obywatele

0 0

Żądamy opublikowania całości nagrania - jeśli istnieje - z inkryminowanego spotkania grupy ze Stowarzyszenia z Mirosławem Mantajem - starostą pilskim i Szutkowskim. Pokazane nagranie według linku jest kompilacją kilku różnych, bardzo odległych od siebie w czasie zdarzeń, nie mających ze sobą merytorycznego związku. Jeśli obywatele mają sobie wyrobić swoje zdanie o spotkaniu w Starostwie, konieczna jest publikacja całości nagrania. 00:11, 23.03.2019


demokracjademokracja

0 0

Niech może wypowie się Mirosław Mantaj? 11:42, 23.03.2019


ciekawy obywatelciekawy obywatel

0 0

W opublikowanym nagraniu słychać wypowiedzi Mantaja na spotkaniu 19 lipca 2011 roku. Uważam, że na podstawie art.3 prawa o dostępie do informacji publicznej (Stan prawny aktualny na dzień: 26.03.2019), należy zapoznać opinię publiczną z całością, o ile ktokolwiek ma nagranie, albo lepiej spisaną z odsłuchu treść z wypowiedziami wszystkich uczestników: Mantaj, Szutkowski, Sienkiewicz, Lemanowicz, śp. Biela. 13:13, 26.03.2019


demokracja szpagatowdemokracja szpagatow

0 0

Słychać wszystkich uczestników spotkania. A zatem nie jest to podsłuchanie starosty a nagranie dyskusji w starostwie. Tematem są bezprawne operacje terrorystyczne Stokłosy wymuszającego odstąpienie starosty od jego konstytucyjnych uprawnień.
Jakaś tłuszcza, motłoch niekumaty, który kwestionuje uprawnienia prezydenta państwa do nadawania odznaczeń państwowych, to jest horrendum antycywilizacyjne. Niech oni idą do "baru u przestępcy", nachlają się wodnistego piwa, pochłoną kurczaka ze spadów, przeczołgają się przez szosę k10 i usną snem ochlapusa w rowie. Szalbierz będzie miał okazję biadolić w wypracowaniu "A tu właśnie leży człowiek". Człowiek, to brzmi dumnie, ale czasem brzmi durnie.
Należy prosić o publikację stenogramu spotkania, aby zobaczyć, jak facet, który nie jest *%#)!& z politycznego targowiska przestrasza starostę 14:05, 26.03.2019


pamięć absolutnapamięć absolutna

0 0

jest:...który nie jest *%#)!& z politycznego targowiska przestrasza starostę...
powinno być:... który nie jest p i e rr d u ś n i c ą z politycznego targowiska przestrasza starostę
Stokłosa sam mówił o sobie w wywiadzie, że właśnie nie jest.
Nawiasem mówiąc, słowo p i e rr d u ś n i c a jest określeniem nie wulgarnym, a po prostu potocznym, oznacza osobę gadajacą ciągle i na ogół bez sensu, według gwary kujawskiej i wielkopolskiej. 14:15, 26.03.2019


jestem taka k... niejestem taka k... nie

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=pgAm3E9UkmM 17:22, 13.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

plusy dodatnie i ujeplusy dodatnie i uje

0 0

Krystyna L z SEPZN wynajmie hackera - i nie udało się.
Henryk S skasuje Wernera - i udało się.
11:54, 23.03.2019


lepsze niż kabaretlepsze niż kabaret

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=EuM7g87-d2k&t=44s 17:23, 13.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

przykład kolejnyprzykład kolejny

0 0

Najpierw przygotowanko, potem herbatka i - nagrywanie swego gościa z ukrycia 17:24, 13.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

lmlm

0 0

Przygotowanko uwidocznione na początku nagrania jednoznacznie wskazuje, że autorem, wykonawcą tych czynności był Kamil Ceranowski, ówczesny redaktor naczelny Media Vectra expressTV Piła ul. Dąbrowskiego 8 VIII piętro. Ręka ze sznytami wkładająca segregator z zainstalowaną kamerą żony w ciąży, to kończyna Kamila Ceranowskiego, który ujawnił, że te sznyty porobił sobie za szczenięcych lat, kiedy nie chciała go panienka, chuda anorektyczka z wąskimi biodrami i prawie bez cycek, którą on chciał. Wygląda to na ukryte ciągoty pedalskie. Z wkuurwienia na cały świat pochlastał się nożem monterskim.
Nagranie było zaplanowane przez dziennikarzy tworzących wówczas zespół redakcyjno - realizacyjny telewizji Media Vectra expressTV Piła dla wykazania, że w procesie poznańskim SO 445/08 ktoś podejmuje próby wpływania poza procesowego na przebieg postępowania przez użycie w stosunku do świadka propozycji kopertowej. Nagranie miało być przekazane wyłącznie do prokuratora.
W przyszłości okazało się, że Kamil Ceranowski wystąpił faktycznie w roli kapusia - tajnego współpracownika oskarżonego w sprawie 445/08. Przekazał to nagranie Markowi Barabaszowi - redaktorowi naczelnemu Tygodnika Nowego. Barabasz, rzecznik Stokłosy udawał podczas zeznań w Prokuraturze Okręgowej w Koninie, że Ceranowski nagabywał go, jakoby miał "bombowe materiały". Faktycznie od lutego 2012 działali oni w zmowie w celu utrącenia procesu. Proces trwa już dziesiąty rok.
Ceranowski zeznając jako świadek na policji pilskiej 20 czerwca 2013 roku podał, że inicjatorem i wykonawcą nagrania był on. 11:26, 16.03.2019


przygotowanko ;)przygotowanko ;)

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=Wko-G7ssz1Q&t=1s 17:24, 13.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

hehehehehehe

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=Wko-G7ssz1Q&t=1s 17:25, 13.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

buhahahaha!buhahahaha!

0 0

https://www.youtube.com/watch?v=CF_oFV5t35A 21:28, 13.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

kemikal z filipsiakemikal z filipsia

1 0

Jak syna pi..er..doli turek prosto w odtylca, to - wiadomo - ojcu wali na łeb masakrycznie. Ten JL to gromadzi od 15 lat wszystkie wpisy internetowe, kopiuje, powiela, wkleja. Ch.. wie po co. No i jest pośmiewiskiem - dziwne, że tego nie zauważa 23:56, 14.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

lmlm

0 0

Zakładam, że wpis sygnowany ?kemikal z filipsia? został wyemitowany z komputera o adresie IP 77.45.84.46, ustalonym przez aspiranta Łukasza Hoffmanna przy przepytaniu Mariusza Szalbierza 29 maja 2015 w siedzibie redakcji faktypilskie.pl. Pomijam wątek: ?Jak syna pi..er..doli turek prosto w odtylca,??. Sposób realizacji potrzeby pi..er..dolenia jest osobistym wyborem konkretnej osoby. Jeśli relacje są zbudowane na dobrowolności, bez żadnego przymusu a są realizacją pragnień, wyrażonych swobodnie, bez manifestów gołodupców na ulicach, w parkach, na łąkach i polach, w stogu słomy, czy w Słupsku, nikomu nic do tego. To uwaga natury ogólnej odnosząca się do całej populacji światowej.
W tym wpisie autor ujawnił coś o czym pisał Mariusz Szalbierz w artykule zamieszczonym w Tygodniku Nowym z września 2102 roku, obsrrywającym Janusza i Krystynę Lemanowicz. Mariusz Szalbierz wyraził tam przekonanie, że Janusz Lemanowicz ma jakiś brak, skrzywienie intelektualne czy psychiczne, bo ma pamięć i z niej korzysta. Według Mariusza Szalbierza najlepszym modelem istnienia dziennikarza jest niepamięć. Plasuje się w tym przekonaniu w zbiorze takich tuzów, jak świadkowie przesłuchiwani w komisji do sprawy Amber Gold, komisji złodziejskiej prywatyzacji, wyłudzaczy VAT. U tych osób również najwyższą wartością ich inteligencji jest niepamięć, zapomnienie, niemożność odnalezienia w swojej pamięci czegokolwiek. Przed sądem w Poznaniu Mariusz Szalbierz przepytany, kogo przedstawia zdjęcie prywatnych osób opublikowane przez niego na portalu faktypilskie.pl, odpowiedział, że nie wie, nie zna tych ludzi. A zatem można przyjąć za uzasadnioną hipotezę, że ważną częścią dziennikarstwa informacyjnego jest niewiedza. Nie jest to oczywiście pośmiewisko a powód do dumy i przyczynek do uznania fachowości, dbałości o źródła wiedzy i rzetelności dziennikarskiej. 17:31, 18.03.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

nieznanynieznany

0 0

No, leman, to jest super dobre.... 17:42, 18.03.2019


errata errata

0 0

jest: 2102 roku
ma być: 2012 roku

Tygodnik Nowy byłby już stary 22:47, 18.03.2019


przypprzyp

0 1

Jak syna pi..er..doli turek prosto w odtylca, to - wiadomo - ojcu wali na łeb masakrycznie. Ten JL to gromadzi od 15 lat wszystkie wpisy internetowe, kopiuje, powiela, wkleja. Ch.. wie po co. No i jest pośmiewiskiem - dziwne, że tego nie zauważa 19:13, 18.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

przypIIprzypII

1 0

Zakładam, że wpis sygnowany "kemikal z filipsia" został wyemitowany z komputera o adresie IP 77.45.84.46, ustalonym przez aspiranta Łukasza Hoffmanna przy przepytaniu Mariusza Szalbierza 29 maja 2015 w siedzibie redakcji faktypilskie.pl. Pomijam wątek: "Jak syna pi..er..doli turek prosto w odtylca,...". Sposób realizacji potrzeby pi..er..dolenia jest osobistym wyborem konkretnej osoby. Jeśli relacje są zbudowane na dobrowolności, bez żadnego przymusu a są realizacją pragnień, wyrażonych swobodnie, bez manifestów gołodupców na ulicach, w parkach, na łąkach i polach, w stogu słomy, czy w Słupsku, nikomu nic do tego. To uwaga natury ogólnej odnosząca się do całej populacji światowej.
W tym wpisie autor ujawnił coś o czym pisał Mariusz Szalbierz w artykule zamieszczonym w Tygodniku Nowym z września 2102 roku, obsrrywającym Janusza i Krystynę Lemanowicz. Mariusz Szalbierz wyraził tam przekonanie, że Janusz Lemanowicz ma jakiś brak, skrzywienie intelektualne czy psychiczne, bo ma pamięć i z niej korzysta. Według Mariusza Szalbierza najlepszym modelem istnienia dziennikarza jest niepamięć. Plasuje się w tym przekonaniu w zbiorze takich tuzów, jak świadkowie przesłuchiwani w komisji do sprawy Amber Gold, komisji złodziejskiej prywatyzacji, wyłudzaczy VAT. U tych osób również najwyższą wartością ich inteligencji jest niepamięć, zapomnienie, niemożność odnalezienia w swojej pamięci czegokolwiek. Przed sądem w Poznaniu Mariusz Szalbierz przepytany, kogo przedstawia zdjęcie prywatnych osób opublikowane przez niego na portalu faktypilskie.pl, odpowiedział, że nie wie, nie zna tych ludzi. A zatem można przyjąć za uzasadnioną hipotezę, że ważną częścią dziennikarstwa informacyjnego jest niewiedza. Nie jest to oczywiście pośmiewisko a powód do dumy i przyczynek do uznania fachowości, dbałości o źródła wiedzy i rzetelności dziennikarskiej.
22:51, 18.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ZG FC Jego ExcelencjZG FC Jego Excelencj

1 0

Do grona nagrywaczy - nielegałów należy wliczyć Mariusza Szalbierza jako dysponenta grupy "dziennikarzy", którzy nagrali prywatną rozmowę kilku osób w Próchnowie. Nagranie spisał z nośnika dźwięku i opublikował w Tygodniku Nowym osobiście redaktor naczelny Mariusz Szalbierz. Dla ubogacenia swojej roboty okrasił pierwszą stronę Tygodnika Nowego sfałszowanym wizerunkiem osoby, która brała udział w rozmowie. Indagowany w Internecie, co uczynił, zgonił fałszerstwo na grafika redakcyjnego. Ale całość publikacji podpisał Mariusz Szalbierz - ówczesny redaktor naczelny tygodnika Nowego. Mimo wszystkich tych niegodziwości nie uważamy, żeby był on skuurrwysynem. 10:10, 27.03.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

all thruall thru

0 0

Boli ojca, że syna tura ujeżdża - i to stąd cała żółć 73,5 letniego lemanowca 14:17, 29.03.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

a ciąży niet...a ciąży niet...

0 0

Ojciec jest zdrowy, nic go nie boli, nie wie, kto "all thru" w duupę piieerrdoli i nie chce wiedzieć bo pedał snadnie nadstawia duupę komu popadnie. Tłok z czekolady czy też *%#)!& w duupie każdemu prąć się uwala w kupie. Taką ma własność *%#)!& pedała, ossrrana bedzie gejowska pała.
Pilanin poznaniaka
Wychędożył na stojaka
Na stojaka zerżnął w duupę
I miał na *%#)!& kupę!
16:06, 29.03.2019


Jesteś w ukrytej kamJesteś w ukrytej kam

0 0

Słynne taśmy PSL w porównaniu z taśmami z ulicy Wawelskiej są niczym. Bo perfidia ludzi, którzy stoją za tymi nagraniami, nie zna żadnych etycznych granic.

Redakcja Tygodnika Nowego opublikowała pierwsze nagrania z domowej kinematografii Krystyny i Janusza Lemanowiczów. Akurat na tym filmie odwiedza ich Marian Janowiak, główny świadek oskarżenia w procesie Henryka Stokłosy.

Ale zanim w mieszkaniu przy ulicy Wawelskiej pojawi się Janowiak, gospodarze czynią ostatnie ?przygotowania? do wizyty. Postać w kraciastej koszuli instaluje kamerę w otworze skoroszytu, kierując ją w stronę, gdzie za chwilę zasiądzie gość. Krystyna Lemanowicz dla lepszego światła zasłania żaluzje, poprawia coś na stole, gdzie postawiła ciasto i owoce.

Kiedy przychodzi Marian Janowiak, gospodyni domu pyta z troską w głosie o zdrowie jego żony. A niedługo potem mówi tak: ?Panie Marianie, w czym ja mogłabym panu pomóc? Ja nie wiem, czemu mi Pan tak leży na sercu? Już trzeci raz się spotykamy, tak przypuszczam, że ma Pan do mnie zaufanie?.

Jak nazwać ludzi, którzy zapraszają do siebie człowieka, mówią mu o zaufaniu, a jednocześnie częstują go kawą, ciastem i ukrytą kamerą? Te nagrania są porażające nie tylko przez swoją treść, ale jeszcze bardziej przez to, że obnażają totalną perfidię i zakłamanie ludzi, którzy mienią się działaczami Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej. W tym kontekście na kpinę zakrawa fakt odznaczenia Krystyny Lemanowicz Złotym Krzyżem za ?popularyzowanie idei państwa prawa?.

Okazuje się, że Lemanowiczowie nagrywali kogo się dało i gdzie się dało. Kiedy trzy lata temu poprosiłem dziennikarkę Faktów Pilskich, by przeprowadziła wywiad z Ireną Sienkiewicz o 5-leciu działalności Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej (czy robią coś poza walką ze Stokłosą), na rozmowę z Ireną Sienkiewicz przyszła jeszcze Krystyna Lemanowicz. Dzisiaj przypuszczam, że z panią Ireną i panią Krystyną przyszedł jeszcze pan Mikrofon.

Taśmy z domowego archiwum Lemanowiczów zaskoczą jeszcze nieprzyjemnie wiele osób, którzy mieli z ich twórcami styczność. Choćby starostę Mantaja, który ? w dobrej wierze ? zgłosił Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej do nagrody ,,Pro Publico Bono?.

*
Tak się składa, że po Henryku Stokłosie jestem najbardziej znienawidzonym człowiekiem przez Janusza Lemanowicza. Po pierwsze dlatego, że w materiale o tym, jak szukano haków na Stokłosę pozwoliłem na to, by redakcyjny grafik przedstawił na stronie tytułowej gazety kolaż w postaci Krystyny Lemanowicz bujającej na haku. Po drugie ? że obśmiałem internetowego trola Lemanowicza, który zawzięcie dyskutował sam ze sobą pod trzynastoma nickami.

Od tamtego czasu minęło już ze sześć lat, ale Lemanowicz darować mi tego nie może. Swoją drogą zastanawiam się, jaki to feler w konstrukcji psychicznej powoduje, że ktoś przechowuje przez lata tysiące maili, wpisów, komentarzy? Jaki defekt umysłu sprawia, że ktoś znajduje satysfakcję w opluwaniu wszystkich, którzy myślą choć trochę inaczej? Zastanawiam się, ile trzeba mieć w sobie podłości, by obrażać ludzi najbardziej parszywym z parszywych języków?

W takich sytuacjach prawdziwy facet powinien dać drugiemu facetowi w mordę ? i tak sprawę zakończyć. Tylko że ten drugi też musi być facetem, a nie klawiaturowym onanistą, któremu wynalazca Internetu niechcący zapewnił sposób na ISTNIENIE.

Już wiem, iż tego, że czym innym jest najostrzejsza nawet polemika, a czym innym nikczemność polegająca na obrażaniu innych ludzi, Janusz Lemanowicz nie zrozumie nigdy. Bo zasadnicza różnica między nami polega na tym, że ja nie jestem człowiekiem o mentalności intelektualnego kurdupla, który ponad wszystko pielęgnuje w sobie uczucie nienawiści i ustawicznie się nim żywi.

Może więc sobie Janusz Lemanowicz jeszcze tysiąckrotnie kopiować stare posty, może czepiać się przecinka, kropki (bo taka już jego metoda: odwrócić kota ogonem, tylko nie tykać meritum sprawy, jeśli to tykanie jest dla niego niewygodne), może dalej plugawić internetowe fora ? to i tak już nic mu ? ani jego żonie ? nie pomoże. Bo z ludźmi parającymi się potajemnym nagrywaniem swoich rozmówców nikt już poważnie rozmawiać nie będzie.

W ten sposób Krystyna i Janusz Lemanowiczowie polegli od broni, którą sami stworzyli.

Niech im te taśmy ciężkimi będą!

Mariusz Szalbierz 20:29, 04.04.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

LMLM

1 0

Mariusz Szalbierz jako redaktor naczelny i Anna Stokłosa tw "Aleksandra" wydelegowali do Próchnowa ekipę nagrywaczy aby agenturalnie, potajemnie nagrali rozmowę trzech osób. Szalbierz spisał nagranie i opublikował na łamach Tygodnika Nowego - tuby propagandowej Stokłosy. Stokłosowa jako dysponent Radia 100 odtwarzała wielokrotnie podsłuchaną rozmowę na tak zwanych falach eteru, a mówiąc prosto w radiu 100- kłosów.
Jaki to feler psychiczny kierował tymi ludźmi, że ośmielili się publikować prywatne rozmowy obywateli Rzeczypospolitej? 20:35, 04.04.2019


LMLM

1 0

Może więc sobie Janusz Lemanowicz jeszcze tysiąckrotnie kopiować stare posty, może czepiać się przecinka, kropki (bo taka już jego metoda: odwrócić kota ogonem, tylko nie tykać meritum sprawy, jeśli to tykanie jest dla niego niewygodne), może dalej plugawić internetowe fora - to i tak już nic mu - ani jego żonie - nie pomoże. Bo z ludźmi parającymi się potajemnym nagrywaniem swoich rozmówców nikt już poważnie rozmawiać nie będzie.

Oczywiście, Janusz Lemanowicz nie oczekuje od Mariusza Józefa Szalbierza imprimatur dla swoich kopiowań. Janusz Lemanowicz nie dziwi się nawet, że absolwent Akademii Bydgoskiej magister politologii o specjalności dziennikarstwo, od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku dziennikarz prasy pilskiej 1993-1994 Panorama Pilska, w latach 1995-2008 w zespole redakcyjnym Tygodnika Nowego, gdzie od listopada 2004 do września 2007 roku był redaktorem naczelnym Tygodnika Nowego i Radia "100" w Pile, laureat kilkunastu regionalnych i ogólnopolskich nagród dziennikarskich, od października 2007 do lipca 2008 redaktor naczelny Pilskiego Portalu Informacyjnego "Ziemia Pilska", 2008-2009 redaktor naczelny ogólnopolskiego magazynu motoryzacyjnego "Strefa Jazdy", od 2009 roku redaktor naczelny - od 2010 także wydawca - Dziennika Internetowego Powiatu Pilskiego FAKTYPILSKIE.PL i drukowanego miesięcznika, który ukazuje się pod tym samym tytułem od 12 października 2009 roku, publicysta muzyczny z dziedziny polskiego bluesa, współpracownik kwartalnika Twój Blues i Monitora Wielkopolskiego, w latach 1987-1988 opublikował własnym sumptem cykl zeszytów "Blues po polsku", poświęconych Tadeuszowi Nalepie, Ireneuszowi Dudkowi, Martynie Jakubowicz, zespołom Kasa Chorych, Dżem, Grupa Bluesowa Gramine. Współautor encyklopedii Blues w Polsce (1997 - Nagroda im. Majki Jurkowskiej Programu III PR) i książki Chory na bluesa (2002). Sprawował pieczę redaktorską nad pierwszą (2008), drugą (2009) i trzecią (2011) częścią w sumie 15-płytowej Antologii Polskiego Bluesa. Pod jego redakcją ukazały się też płyty Fire Band "Rhythm'n blues & Live" (2011) oraz promocyjna "Blues Made In Poland" (2009). Przez wiele lat członek Rady Artystycznej festiwalu Rawa Blues w Katowicach, i innych zupełnie nieważnych rzeczy, lekceważy kropkę i przecinek. Mimowolna obserwacja wątpliwych sukcesów Szalbierza w dziennikarstwie uprawnia do postawienia tezy, że cała jego robota jest jednym wielkim lekceważeniem zasad. Robota na kolanach do góry duupą, to główny cel istnienia tego złomu cywilizacji. Szalbierz zagadnięty publicznie dlaczego na łamach Tygodnika Nowego zamieścił sfałszowany wizerunek pewnej osoby, zlekceważył tę uwagę i zgonił swoje nieróbstwo na grafika redakcyjnego, chociaż całość wystąpienia swojego podpisał on. Szalbierz wykazał przy tym głębokie niezrozumienie nikczemności swojego wybryku. Bo jak to, żeby się Lemanowicz czepiał, że Szalbierz coś sfałszował. 20:57, 04.04.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

noc świra w Białoślinoc świra w Białośli

0 0

Nagroda im. Majki Jurkowskiej hehehehehe!, hłehłehłęhłe! A to ci dopiero, ja )) dolę, hohoho!! 21:01, 04.04.2019


prof. Młodowiczprof. Młodowicz

2 0

Chory na bluesa - hihihihihihihiha! A może to chory na luesa*?
* lues - syfilis, kiła. 21:06, 04.04.2019


sammertajmsammertajm

1 0

Blues to towarzyszka życia narkomanów, pijaków, ochlapusów, gumisiów, alkoholików zaćmionych flaszkami. 21:08, 04.04.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

a im nie śmierdzia im nie śmierdzi

0 0

Szalbierz w podtytule swojego ormowskiego donosu na łamach Tygodnika Nowego biadolił:"Dlaczego wokół Janusza Lemanowicza było tak wiele spraw związanych z narkotykami?"
Bo otoczenie atmosferyczne pilskiego ludu truje go smrodami farmutilowskimi, co ma związek z samopoczuciem i stanem organizmów, jak by były poddane działaniu narkotyków niewiadomego pochodzenia. Mieszkając przy Wawelskiej można było czasem odlecieć od smrodu made in Stokłosa&Holdingus Odorus. Jest to w końcu rzecz zewnętrzna, trudna do zlikwidowania - jak widać od 15 lat działalności Stowarzyszenia - wskutek praktycznego stosowania przez załogę 1726 teorii "i co nam zrobicie!"
Nie wiemy, jest pytanie do Szalbierza o jego wnętrze, czy ono ubogacało się wielkimi ilościami narkotyków, wódek, piwa, alkaloidów fenantrenowych, LSD, amfetaminy, kraku, kompotu z łętów Papaver somniferum, grzybków halucynogennych, oparów butaprenu? Szalbierz jest z pokolenia właśnie butaprenowców i sznyciarzy. 20:52, 28.05.2019


LMLM

0 0

"Taśmy z domowego archiwum Lemanowiczów zaskoczą jeszcze nieprzyjemnie wiele osób, którzy mieli z ich twórcami styczność. Choćby starostę Mantaja, który - w dobrej wierze - zgłosił Stowarzyszenie Ekologiczne Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej do nagrody "Pro Publico Bono". ".

W tym krótkim urywku wypracowania Szalbierza jest continuum niewiedzy, fałszu, przekłamań i zwyczajnej chamskiej złej woli.
Przede wszystkim Szalbierz mimo woli potwierdza autopsyjną znajomość zawartości "domowego archiwum Lemanowiczów" a więc wiedzę wynikającą z naocznego stwierdzenia, własnej obserwacji. Ergo Szalbierz był w domu Lemanowiczów, oczywiście, kiedy ich nie było, bo Szalbierz nigdy by nie uzyskał audiencji u Jego Excelencji Pana Janusza. Błąd w odmianie zaimka przymiotnego "który" i błędne peregrynacje po rodzajach "...osób, którzy mieli..." świadczy o wagarowaniu na zajęciach z fleksji i składni na wydziale zaocznym politologii o skrzywieniu dziennikarskim. Nikt nie nagrywał Mantaja, bo Mantaj jest nieatrakcyjny w stopniu wystarczającym do wywołania dyskomfortu estetycznego. Nagrana została rozmowa w starostwie, co dziennikarz z jaką taką znajomością zasobu zasad swojego fachu powinien zróżnicować w tak zwanych krótkich abcugach. To nagranie było sporządzone dla dokumentacji, że spotkanie ze starostą w ogóle się odbyło. Nie było przeznaczone do publikacji. Kamil Ceranowski wykradł to i wiele innej dokumentacji z siedziby sekretarza Zarządu SEPZN. Przekazał te rzeczy dla Marka Barabasza - redaktora naczelnego Tygodnika Nowego. Starosta nie miał kompetencji do zgłaszania Stowarzyszenia, bo Stowarzyszenie samo dokonywało zgłoszenia. Rolą starosty było tylko potwierdzenie istnienia i działalności takiego Stowarzyszenia na podstawie dokumentów Starostwa. Starosta, zgodnie z prawem o stowarzyszeniach, ma prawo do kontroli pewnych aspektów formalnych związanych ze stowarzyszeniami zarejestrowanymi w sądzie. Niestety, jak wynika z opublikowanego w Internecie przez stronę urzędową nagrania przebiegu spotkania, starosta wzdragał się przed wydaniem pisma do Kapituły Polsko - Amerykańskiej Fundacji Wolności. Przyczyną był przestrach starosty po wcześniejszej wizycie Stokłosy i zupełnie nieuprawnionego żądania tego ówczesnego senatora z odzysku aby starosta takiego pisma nie wysyłał. Starosta utrzymywał, po nakręceniu go przez Stokłosę, że wysłanie pisma potwierdzającego fakt istnienia i działania Stowarzyszenia będzie odczytane przez Stokłosę jako polityczny atak na niego wobec tego, że na jesieni 2011 będą wybory parlamentarne a on zamierza kandydować. Szalbierz w swoim zapale poszukiwania prawdy inaczej nie wie nic o procedurze obowiązującej w Polsko - Amerykańskiej Fundacji Wolności, bo po co bawić się w szczegóły, kropki i przecinki. Szalbierz nie wie, że starosta nie ma kompetencji do ustalania dla Fundacji, kto ma otrzymać nagrodę. Szalbierz nie wie, że chodzi o konkurs "Pro Publico Bono" a nie o nagrodę. Szalbierz nie wie ale pisze, bo jak się zarabia leżąc do góry duupą, to takie wyniki w robocie. Ale Stokłosie to pasuje i pozwala Szalbierzowi opublikować podły, kłamliwy tekst w swoim Tygodniku Nowym.
Ludzie, trzy linijki bzdur, głupot i fałszywego słowa a tyle trzeba tłumaczyć! 22:16, 04.04.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

wódko, pozwól żyćwódko, pozwól żyć

2 1

Wydaje się, że takie efekty roboty dziennikarskiej mają przyczynę w niewysychającym ruczaju flaszek zaćmiewających pitych w pracy. 22:21, 04.04.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

Kaczki z KaczorKaczki z Kaczor

2 0

I trzeba było wysyłać sztyfta redakcyjnego po sok grapefruitowy na rozjaśnienie. Wtedy sztyftem byli Utkin i Ożarowski. Utkin przeziębiał się, przeżerał, czego skutki bywają fatalne, na przykład diabetis z hiperglikemią, blokadą nerek, dializami, stopą cukrzycową, amputacjami kończyn, i ogólnym wkuurrwieniem na świat, dlaczego ja? 23:36, 04.04.2019


zoo dziennikarskiezoo dziennikarskie

0 0

Tak mają Hieny Dziennikarskie 20:33, 28.05.2019


sprzątanie sprzątanie

0 0

Towarzystwo wymiękło i beczy 00:33, 06.04.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ot i prawda całaot i prawda cała

1 0

Jak syna pi..er..doli turek prosto w odtylca, to - wiadomo - ojcu wali na łeb masakrycznie. Ten JL to gromadzi od 15 lat wszystkie wpisy internetowe, kopiuje, powiela, wkleja. Ch.. wie po co. No i jest pośmiewiskiem - dziwne, że tego nie zauważa 22:29, 06.04.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

pory rokupory roku

1 1

Oczywiście, lepiej jest jak stary kakier - fujara przypnie się do mało atrakcyjnej, lekkomyślnej i nieodpowiedzialnej siksy, narobi jej pomiotu i odjedzie w siną dal na zmywak w kraju zachodnim, kraju niezachodzącego słońca. I tak, słońce nie zachodzi a córeczka zachodzi. 12:45, 12.04.2019


księgowość vaginalnaksięgowość vaginalna

Zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.


NovellNovell

2 0

Czeka mnie operacja zwężenia rozepchanej kiszki stolcowej. Trzymajcie kciuki! 08:52, 14.04.2019

Odpowiedzi:3
Odpowiedz

doctórdoctór

1 1

Niestety, przy stałym chlaniu połączonym z leżeniem do góry duupą następuje z czasem, przeważnie po 25 latach chlania, co bywa związane z robotą nieuregulowaną, kiedy w pogoni za prawdą, na przykład na plaży w Tucznie trzeba zasuwać całymi tygodniami, występują objawy zastojów naczyniowych, rozdęcia żył i w konsekwencji może dojść do wstrząsu hipowolemicznego, spadku ciśnienia krwi i pracy serca "na pusto". To grozi zgonem. Kiszka stolcowa w takich razach musi się zmagać z zalegającymi masami kałowymi, co prowadzi do rozdęcia colon descendes, esicy i prostnicy. Ludzie *%#)!& nieobeznani nazywają to rozepchaniem kichy. Zamiast trzymać kciuki, lepiej trzymać strzykawę z enemą. I nie chlać z duupą do góry. 17:33, 14.04.2019


Benjamin KoszernyBenjamin Koszerny

1 0

W razie zgonu nie trzeba się zbytnio martwić kupą w kiszce. Można zastosować żydowską metodę wałkowania trupa. Polega to na wlewaniu wody do paszczy i wałkowaniu w kierunku tyłka aż wszystko wyleci z wodą. 17:37, 14.04.2019


obyczajność wsiowaobyczajność wsiowa

1 0

Z duupą do góry przeważnie chleją wioskowe pedały z zadupia na peryferiach. 17:40, 14.04.2019


ciśnie na czerepciśnie na czerep

1 0

w 3 minuty 3 wpisy lemana - *%#)!& sam z sobą dyskutuje, co za psychol hehehehe 20:53, 14.04.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

podopieczpodopiecz

1 0

Krycha jeszcze zdycha? A brała po 20 zł 21:30, 14.04.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

nieznajomynieznajomy

0 0

Będąc niegdyś w Ameryce natknąłem się na znajomą. Tak to jest, że w kraju nie spotkasz przez 15 lat a na obczyźnie, na Brooklynie czy Greenpoincie spotkasz. A była to pani Tereska, która pojechała za małżonkiem poszukiwać go po obszernym terytorium amerykańskim. Małżonek wyjechał w roku 1987 na trzy miesiące i w 1992 jeszcze mu się ten czasokres nie przedawnił. Została tam biedulka sama, mała, biegła księgowa. Na początku lat 80tych robiła ona w pilskim mosirze. No to zaklinowałem ją w barze typowym dla Manhattanu i dawałem jej drinki oraz różne zakąski, żeby wyrwać coś sensacyjnego. Ale mimo stanu omal nieważkości powiedziała tylko, że za rządów ówczesnego szefa działy się tam rzeczy straszne z punktu widzenia zasad księgowych. Biedulka żyje w tej Ameryce a jej stary jest wciąż nieuchwytny na dłużej i ciągle bez kasy, wiercikuper, jak mucha na kupie gnoju. Umówiłem się z nią ale nie przyszła. Wysłała tylko esemesa: pan Hendryk jest mściwy i straszny jak jego przekręty. Do niewidzenia. 21:21, 06.05.2019


LMLM

0 0

Anna Aleksandra Stokłosa primo voto Cyganek de domo Góźdź według zasobu archiwalnego IPN tw "Aleksandra", jako właścicielka Radia 100 wysłała szpiegowską grupę podsłuchowo - nagrywającą do miejscowości Próchnowo w Zachodniopomorskiem. Współpracowała w tym dziele ściśle z Mariuszem Szalbierzem, redaktorem Naczelnym Tygodnika Nowego - tuby propagandowej i ośrodka terroru medialnego holdingu należącego do Wielkiego Smrodatora. Grupa ta miała w tym momencie za zadanie podsłuchanie i nagranie rozmowy trzech osób prywatnych, które zamierzały wymienić poglądy o obyczajach panujących na zapadłej wsi, gdzie o życiu, kalectwie decydował Król Flaków. Ta operacja szpiegowska z lipca 2005 roku była modelowym posunięciem, wzorem dla późniejszych operacji logistycznych inwigilacji obywateli Rzeczypospolitej przez innych wykonawców podłej roboty podsłuchu, inwigilacji, fałszu, obmowy, złodziejstwa, paserstwa. Świetnym przykładem wykonawcy rozkazów płynących jak smrody miejsca emisji fetorów, smrodów i odorów jest następny żołnierz złej sprawy Kamil Ceranowski ze Złotowa - redaktor naczelny Media Vectra expressTV Piła i jego kumpel ze Złotowa Cyranek, czy coś w tym rodzaju, który podsłuchując w Tucznie opowiadał bzdury o Persji i zarzygał kibel po przedawkowaniu piwa. Do tego zbiorów należy z pewnością hiena dziennikarska 2013 Przemysław Zdunek, który w tym rozdaniu jest fałszerzem redukującym przez wyrugowanie z listy odznaczonych, osób nielubianych przez Króla Flaków. Wybryk nagrywaczy i podglądaczy z lipca i sierpnia 2013 roku na kąpielisku Plaża Ty i Ja w Tucznie miał na celu skopanie moralne staruszków i uruchomienie akcji urzędu skarbowego, jakoby nie wydawano paragonów za lody i piwo. Tam zapisali się szczególnie podłymi zgłoskami agentów szpiegomanii: Mariusz Szalbierz, Jerzy Utkin, Krzysztof Figiel, Cyranek i grupa nieznanych operatorów kamer i mikrofonów. Dlatego zasłużyli aby znaleźć się w tym miejscu. 11:44, 20.04.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Twój NickTwój Nick

0 0

ROZMOWA
CZŁONKÓW STOWARZYSZENIA EKOLOGICZNEGO PRZYJACIÓŁ ZIEMI NADNOTECKIEJ: IRENY SIENKIEWICZ, KRYSTYNY LEMANOWICZ
RYSZARDA BIELI, MIROSŁAW MANTAJ - STAROSTA;
WOJCIECH SZUTKOWSKI - SEKRETARZ RADY -
Miejsce spotkania: STAROSTWO POWIATOWE W PILE 19.07.2011 r. godzina 9.00.

Mantaj: - No cóż. Przystępujemy do rzeczy. Właśnie. Wczoraj była mało sympatyczna wizyta, mało sympatyczna wizyta. Też dużą, może nie aż taką ilością, ilością dokumentów niż państwa ale też pokaźną, może nie taka jak? ale pokaźną ilością podpisów. Przede wszystkim z żądaniem ?Państwo nie znacie tych protestów?
Lemanowicz: - Nie, nie znamy.
Mówi pan Mantaj. Nie słychać go.
Mantaj: - Oczywiście my sprawdzimy jak to wygląda od strony prawnej. Natomiast co innego jest strona prawna co innego jest tutaj w tym momencie wola, że tak powiem. Dla mnie jest sprawa? Nawet gdyby takie możliwości od strony prawnej były, to nie ja jestem wnioskodawcą. Wnioskodawcą był mój poprzednik p. Tomasz Bugajski. W związku z czym trudno oczekiwać ode mnie żeby ja tutaj jakieś działania podjął. Jeżeli takie działania są możliwe i skuteczne. Bo ja mówię, że jeszcze tego żeśmy sprawdziliśmy. Od strony prawnej.
Szutkowski: - Nie ma takiej procedury. Nie ma.
Mantaj: - Achaa?
Biela: - Ale jest jakaś ciągłość. Poprzednik złożył wniosek, czy ten następny, to raczej przyjmuje się schedę. W zasadzie mówienie, że to poprzednik, to raczej byłoby trochę mało zręczne.
Mantaj: - Oczywiście, ale wie pan w tej sytuacji uważam, że jest to raczej zręczne. To jest zręczne. Jeżeli poprzednik składał wniosek, to trudno z formalnego punktu widzenia żebym ja kwestionował. Ja mógłbym ale to byłoby kwestionowanie mojego poprzednika. To byłoby nawet z takiego etycznego punktu widzenia byłoby to nie do końca w porządku wobec pana Bugajskiego. Czyli ja tutaj takich zamiarów z pewnością nie mam i, miał nie będę. Natomiast jest druga strona medalu, dotycząca tego wyróżnienia PPB.
Sienkiewicz: - To jeszcze nie jest wyróżnienie.
Mantaj: - No tak, zgłoszenie, zgłoszenie.
Sienkiewicz: - Tu chodzi o to, że spełnia warunki do uczestniczenia w takim konkursie. Natomiast Kapituła po przejrzeniu dokumentacji może powiedzieć, czy spełniamy i możemy. Albo odrzuca.
Lemanowicz: - To jeszcze nic pewnego.
Mantaj: - Pojawił się tutaj, pojawiła się nowa okoliczność. To jest właśnie ten protest i ta gruba teczka, która w tym momencie? No, myśmy się z taką sytuacja nigdy. To znaczy ja to w ogóle. Ale Wojtek, pracujesz tu wiele lat w urzędzie, zajmujesz się odznaczeniami, wyróżnieniami?
Biela: - Sytuacja jest bardzo wyjątkowa.
Mantaj: - Sytuacja jest wyjątkowa ze względu na to, na to, że jest opór materii. Opór ze strony pana senatora Stokłosy i jego ludzi, z którymi on tu był wczoraj, poparte no, 1750 podpisami.
Lemanowicz: - Stokłosa był tu osobiście? Mantaj: - Tak osobiście. Z trzema panami. I w tej sytuacji, no, w obliczu wyborów, które się zbliżają. Bo pan senator wręcz sugerował, że to jest rozgrywka polityczna, że rozgrywka polityczna, że wcześniejsze te odznaczenia, które. Bo, tak się jakoś złożyło, że panie miały przez prezydenta bodajże przyznane te odznaczenia 4 lutego 2011, a wybory były 6 lutego. Już zasugerowano nam, że to jest tutaj sprawa polityczna, że tu Platforma i tak dalej, i tak dalej nie. Więc, no w tej sytuacji, w obliczu tych zbliżających się wyborów, trudno mi sobie wyobrazić złożenie tego wniosku. Tym bardziej, że oni doskonale o tym wiedzą i wręcz powiedzieli o tym, że, że, no tak to nazwano, że panie się tym chwalą.
Irena Sienkiewicz: - Panie starosto, bo. Ja mam ten regulamin i wydaje mi się, że sprawą polityczna będzie jeśli pan tego wniosku nie uwzględni. Ze względu na to, że to są działania nasze, my zupełnie nie opowiadamy się ani za żadną partią ani przeciwko Stokłosie ani za. Bo dokumentacja, która mówi o tym wskazuje na to, że my spełniamy warunki jakie zawarte są w regulaminie. I tu jest napisane, mam nadzieję, że starosta zna, że starosta, zgłasza tyko tę organizację, która ma i siedzibę i działa na tym terenie. A oprócz tego w 15 kołach innych. Poza tym ocena działalności oparta jest o następujące kryteria. Ocena skuteczności realizacji podejmowanych zadań. Ja już panu pokazuję co myśmy dokonali i to jest faktem. I czy to będzie się panu Stokłosie podobać, są wyroki sądów, to są decyzje. One po prostu są i ich nikt nie zmieni. Dalej, ocena działań danej organizacji przez jej beneficjentów czy otoczenia, bezpośredniego otoczenia. Rekomendacje, które uzyskaliśmy, jest to rekomendacja pana wojewody Dziuby, senatora Mieczysława Augustyna, pana posła Kalemby, pani profesor Kośmider z którą myśmy blisko współpracowali. One mówią coś same za siebie. Ja nie wiem czy to można ważyć słowa pana Stokłosy i tamtych ludzi. Oni zarekomendowali. Czyli oni biorą za to odpowiedzialność, jak nam tu nam napisali. Dalej: Ocena charakteru dzieła społecznego i zakresu współpracy organizacji, realizującej dane dzieło ? nie wyraźnie ? z innymi podmiotami, organizacjami pozarządowymi, samorządami, organizacjami międzynarodowymi. Wszystko jest. Organizacje z którymi współpracujemy. Co żeśmy zrobili i odpowiedzi z instytucji państwowych. Mało tego nawet sprawa Parlamentu Europejskiego. Wszystko jest. Kserokopie zrobione z wszystkich dokumentów. Każdy konkurs PPB ma inny temat. Ten konkurs ma temat: ?Samorządność dla solidarności?. Uważamy, że spełniamy jako organizacja nie tylko w powiecie pilskim. Proszę nie słuchać pana Stokłosy, bo to jest powiat pilski. My mamy 15 kół w terenie. Ci ludzie przez cały czas pracują. Udział w tym konkursie jest to potwierdzenie jak gdyby tego, że rzeczywiście oni robią coś i dla demokracji i samorządności i solidarności szeroko pojętej. .
Biela: - Wsparcie dla władz. W pewnym sensie. Sienkiewicz: - My nie przystępując do tego konkursu, byśmy raz zawiedli naszych członków. A po drugie, jest materiał zgromadzony przez spory okres naszego wolnego czasu, ogromnym wysiłkiem, zaangażowaniem i za nasze pieniądze. Bo my nie jesteśmy finansowani, tak jak to sobie pan Stokłosa wypisuje. Za to wszystko, myśmy płacili z własnej kieszeni. Żeby to wszystko poszło. My działamy dla dobra społecznego i nie jesteśmy przez nikogo finansowani. To proszę mi powiedzieć, gdzie my nie spełniamy kryteriów.
Mantaj: - No właśnie. Bo jeżeli przeczytamy regulamin jest wszystko ładnie i pięknie. I broń Boże, nigdy nie kwestionowałem i nie kwestionuję państwa dokonań i państwa pracy przez te minione lata. Natomiast macie państwo świadomość tego, że kto tam będzie czytał jakiś jeden tam zapisu jakiegoś paragrafu, regulaminu. Istotne jest to, że sprawa ma wydźwięk polityczny. Ma charakter polityczny. To jest atak na kandydata do senatu i przyszłego senatora. I tak dalej, i tak dalej. I tak to będzie, i tak to będzie postrzegane i tak to będzie przedstawiane. Biela: - Można by było powiedzieć, że termin zbiegł się z wyborami. Sienkiewicz: - Ale jesteśmy zawsze przed wyborami. Nawet jeżeli będziemy po następnych to będziemy przed kolejnymi. Panie starosto. Uważamy, że polityki tu nie powinniśmy w ogóle angażować. Mnie nie interesuje. Ja nigdy się nie bawiłam w politykę, nigdy nie byłam częścią partii. Jak popieram to tych, do których mam zaufanie, a nie dlatego, że ktoś jest z takiej czy innej opcji politycznej. I tu w tej chwili próbuje się robić tak jak Stokłosa ? Na miły Bóg czy my jesteśmy tutaj 2004 roku, że wszyscy będą na kolanach przed Stokłosą, bo on tak chce, bo on przyśle ludzi. Mantaj: - Tu nie o to chodzi o to, że Stokłosa, że ludzi przyśle itd. Natomiast chodzi o to, że zrobi się z tego aferę polityczną. No, tak to będzie. No, chyba potwierdzisz ? zwrócił się do sekretarza - że wczoraj to on nam wyraźnie sugerował. Biela: - Ten artykuł, który był w prasie, to w zasadzie brak reakcji władz, powoduje, że otrzymanie takiego odznaczenia, czy takich odznaczeń są bez wartości. Kogoś się podejrzewa wręcz po przeczytaniu tego artykułu o korupcję, że współdziała, że działa przeciwko. I brak reakcji władz jest, wydaje się trochę dziwne. Można zasugerować, pani Sienkiewicz może osobiście skierować sprawę do sądu. Ale uważaliśmy, że w tej sytuacji, kiedy sama tego medalu nie przyznała. A, szkalujący artykuł jest, bym powiedział, nie przebiera w środkach.
Szutkowski: - Tutaj mówiliśmy, że odznaczenia państwowe, to jest, tu nie ma jakichś tam proceduralnych i nie dyskutuje się nad tym. Oczywiście ta strona, która tutaj ma swój organ prasowy, może przesłać. Biela: - Właśnie. Szutkowski: Macie tego przykład. Biela: - Mamy dowody inne raczej. Szutkowski: Natomiast, tak naprawdę, wnioskodawcą starosta jest. Ale raczej tym zgłaszającym. Natomiast wnioskodawcą był wojewoda. My oczekiwaliśmy, że ci państwo idąc do wojewody, wojewoda wprost powie, krótko, że to jest jego, po prostu kompetencja i on z tego, z tej kompetencji skorzystał. I nie ma tu żadnej dyskusji, na temat tego, czy to jest słuszne, czy nie słuszne. Lemanowicz: - Tak, ale ich akurat nie wojewoda przyjął. Tylko wicewojewoda. Mantaj: - Bo wojewoda jest akurat na urlopie. Biela: - Ale to działanie plus wczorajsza wizyta, to w zasadzie można połączyć, to w zasadzie można powiedzieć, to łączy, w jedno . .Szutkowski: - Nie my w tej chwili najprawdopodobniej te wszystkie teraz organy łącznie z kancelarią prezydenta, zwrócą się tutaj do? Pewnie do nas dojdzie, o wyjaśnienia tej sprawy. I my wszyscy będziemy w bardzo niekomfortowej sytuacji. Nie mówię o państwu, bo tutaj to już .. Sienkiewicz: - Panie starosto, czy ci wszyscy ludzie, którzy udzielili nam rekomendacji, działają politycznie czy nie? Proszę przeczytać rekomendacje. Tu są różne opcje. Pani profesor jest nie zaangażowana. Pan poseł Kalemba z innej opcji politycznej, pan senator Augustyn, pan Tadeusz Dziuba. Czy słowa tych ludzi mają niewiele wartości wobec tego co mówi senator Stokłosa? Mantaj: - Senator Stokłosa niczego nie obiecuje. Lemanowicz: - Ale, o co jemu chodzi? Mantaj: - Nie o kłopoty tu chodzi. Tylko chodzi o to, że z tej sprawy zrobi się sprawę polityczną. Czego ja nie chcę. Ja nie chcę żeby zrobiono z tego sprawę polityczną. Biela: - W jaki sposób mogłaby ona przybrać sprawę polityczną? Mantaj: - W bardzo prosty sposób. Wystarczy odpowiednio to nagłośnić, odpowiednio to przekazać w środowisku i, i sprawa stanie się polityczna. Sienkiewicz: - Myślę, że Kapituła Konkursu PPB w której są znane osobowości, potrafi zająć stanowisko w tej sprawie. Jeżeli by doszło do czegoś takiego. To myślę, że my się zwrócimy do Kapituły i tę sprawę przedstawimy. Lemanowicz: - Oczywiście. Pojedziemy osobiście z tymi dokumentami. Sienkiewicz: - Panie starosto. My jesteśmy bardzo zdeterminowani. My czujemy się odpowiedzialne. Na nas spoczywa ten ciężar jako na zarządzie. Zobowiązaliśmy się do tego, przygotowaliśmy to starannie. Nasi członkowie nam zaufali. I my się z tego obowiązku wywiązaliśmy. Zrobiliśmy wszystko co można było zrobić. I w tej chwili mówi nam się nie, bo są jakieś względy polityczne. Ja mówię: my nie możemy płacić, że tak powiem frycowego, dlatego, że ktoś ma taki, czy inny pogląd. My wykonaliśmy szereg działań. I zaraz panu pokażę. Proszę sobie policzyć, ile tu jest aktów. Lemanowicz: - Nawet na dokładkę, dołączyliśmy płyty z nagraniami, w których wypowiadają właśnie politycznie i pracownicy i sesja Gminy Kaczory, radni Gminy Kaczory. Tu jest obraz naszego działania na tle ich niechęci. Biela: - Zresztą, trudno tej niechęci się nie spodziewać. Pan Stokłosa czuje się osobiście zagrożony. Doznał wielu nieprzyjemnych sytuacji i nadal doznaje w sądzie, w wyniku aktywności stowarzyszenia. Lemanowicz: - My nie jesteśmy oskarżone, my nie siedzimy na ławie oskarżonych. Biela: - I, w zasadzie można powiedzieć tak. Czytałem taką ładną książkę o krzywdzie. No jeżeli krzywdzi, podejmując takie a nie inne działania, nie zawsze zgodne z prawem. Jeżeli chodzi o ochronę środowiska? Sienkiewicz: - Proszę bardzo. Oprócz tego, dzięki nam powstał audyt, audyt. Proszę policzyć ile tu jest postanowień, z czyich odwołań i zażaleń, i wyroki. Lemanowicz: - Jakie są wyroki sądów. Jak my wpływamy na środowisko. Sienkiewicz: - Przecież się pod nimi podpisali ludzie, którzy potwierdzili, że pracowaliśmy w słusznej sprawie. Tym samym potwierdzili prawdę. Proszę zobaczyć ile tu jest. 54 wygrane sprawy. Lemanowicz: - Na taką małą organizację. Sienkiewicz: - Tu jest też Parlament Europejski. W odpowiedzi na korespondencję. Tu są wyroki sadów. Proszę to przeczytać. W takim razie, czy wyroki sądów i postanowienia organów wykonawczych, nie mają mocy?- dlatego, że ktoś powie, że to jest sprawa polityczna. Przecież to jest, to jest, to jest, ja nie wiem, upadek demokracji w naszym kraju! ?
Lemanowicz: - To jest terroryzm. Sienkiewicz: - Panie starosto. Lemanowicz: - To jest terroryzm. Mantaj: - Dobrze, ale to jest 1760, ileś podpisów, które... Biela: - Gdyby ważyć podpisy, to takich można by zebrać i 2 tysiące i więcej. Nikt się nie będzie licytował. Sienkiewicz: - My możemy iść na ulicę i przyniesiemy panu o wiele więcej. Lemanowicz: - 10 tysięcy. Sienkiewicz: - Tylko chodzi o to, że to jest termin. Termin upływa dosłownie jutro. Panie starosto, my nie zmarnujemy tego. Naprawdę. Ja pana rozumiem, że pan jest w trudnej sytuacji. Ale proszę zrozumieć i nas. Stokłosa przysyłał mi ludzi pod dom. Stokłosa wypisywał mi pogróżki, że mam uważać, że coś się stanie. Gdybym siedziała tak jak inni, to by się nic nie zmieniło. Nadal byłby taki smród, że nikt nie mógłby okien otworzyć. Dzięki takim ludziom jak pani Krysia, jak wielu naszych członków jest inaczej. Zmieniło się, że odór nie stawia się pod nosem ludzi, że trzeba uwzględniać prawo dla tych, a nie tylko tych co mają pieniędzy. Powiadomimy o czymś takim Federację Rozwoju Demokracji Lokalnej. Bo wtedy kiedy było zebranie powiedziano nam. Pan profesor Regulski, że tu jest republika bananowa. Widzę, że wracamy do tego samego. Lemanowicz: - Wracamy do tego samego. Mantaj: - Z punktu widzenia Warszawy można sobie różne rzeczy opowiadać. Natomiast, natomiast tutaj, ja jestem o tym przekonany, jaki wydźwięk przyjmie ta sytuacja.
Lemanowicz: - Ale, panie starosto. Czego się pan boi? Czego? Przyjdą? Sienkiewicz: - Obawia? Mantaj: - Ja, ja, ja wiem, ja znam regulamin. Sienkiewicz: - Bo my się na pewno odwołamy do Kapituły. Wtedy napiszemy również to. Poprosimy pana o pisemne uzasadnienie odmowy. Wyślemy to. Mimo, że spełniliśmy kryteria, zostało to odrzucone i w związku z tym poprosimy Kapitułę o podjęcie działań. Mantaj: - Dobrze! Macie państwo prawo. My, mamy po raz pierwszy w historii tego starostwa taką sytuację, że mamy oficjalnie złożony protest. Po raz pierwszy. Protest w stosunku do osób, które maja być rekomendowane do jakiegoś wyróżnienia, nagrody, odznaczenia i tak dalej. Wcześniej takiej sytuacji nigdy nie było. W związku z tym można było rozważyć, czy tak postąpić, czy tak postąpić. Tutaj mamy sytuację, no, powiedziałbym patową. Jeszcze w obliczu wyborów i,i,i, możliwości wykorzystania tego jako rozgrywkę polityczną. Tak to będzie przedstawione. Jestem przekonany na, nie na 100%, a, na 101%, że tak będzie. Lemanowicz: - A czym to argumentują? Mantaj: - Czym argumentują? Lemanowicz: - Dlaczego? Co, myśmy skłamali, nie zrobiliśmy czegoś. Finansowane jesteśmy przez kogoś? Mantaj: - Państwo znacie te wszystkie argumenty, itd., które są podnoszone. Biela: - Treść artykułów. One zawierają wszystkie lakoniczne uwagi, choć nikt tu nie popiera dowodami. A donosy są niby tu. Sienkiewicz: - Panie starosto, ja tak z czystej, babskiej ciekawości, z sympatii dla pana, bo współpracowaliśmy a współpraca się bardzo dobrze układała, przynajmniej do tej pory. Eee, kiedy pan był radnym. A nie obawia się pan, że jak ulegnie pan Stokłosie, będzie musiał pan ulegać następnym razem. Mantaj: - Nie. Sienkiewicz: -Że będą dyktować panu, bo przyniosą następne podpisy. 1700 czy 2, 500 podpisów, i z Koziegłów i gdzie indziej. Bo ja byłam świadkiem kiedy pod Sarbię przyjechało, przywieziono pracowników z Kozigłów ze Śmiłowa żeby wymusili na ludziach zmianę planu zagospodarowania przestrzennego. Tylko, że tam wójt gminy i ludzie powiedział: - nie. Mantaj: - Ja mam tego świadomość, że może się pojawić jakieś zaostrzenie. Trudnej w tym momencie do ocenienia. Tak jak powiedziałem. Być może 1700 podpisów protestujących, bo to jest towarzystwo ekoterrorystów. Jeżeli ja podpiszę ten wniosek ekoterrorystów, i tak dalej i tak dalej. Znacie to państwo te wszystkie argumenty, które są wobec was przytaczane, na iluś tam stronach. Sienkiewicz: - To pan powinien powiadomić organa ścigania, że na pana terenie jest organizacja terrorystyczna. Nie można do tego dopuścić. Myśmy powinni naraz, służby specjalne, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jak jest możliwe żeby taka organizacja przestępcza działała. Taka jasną, że wszyscy widzą i władza nie robi nic? To z drugiej strony ma pan taki obraz. Mantaj: - Tak. Ja rozumiem. Ja, będąc w państwa sytuacji, to bym był w komfortowej sytuacji. Wiadomo. Czy .. Czy w sytuacji Stokłosy, on też jest w komfortowej sytuacji. Ja niestety nie jestem. Sienkiewicz: - Ja wiem, że pan musi podjąć, podejmie trudną decyzję, jaka by ona nie była. I ta decyzja nie będzie dobra. Dla pana nie będzie dobra. To pan poniesie konsekwencje pewnie. Dlatego, że my?To będzie tak, że my zabierzemy teczki i pójdziemy. Nie. Za rok czy za dwa, czy za pięć. Nie. Bo, będziemy mieć świadomość, ale też będziemy mieć.. ( nie zrozumiałe). Tak już się nauczyliśmy, że wymienialiśmy się poglądami, jak dostawaliśmy wyroki z sądów, jakiekolwiek uzasadnienia. Jak panie prosiły: - Macie coś tam coś nowego? Proszę bardzo. Współpraca układała się bardzo dobrze. Ja to wielokrotnie powtarzałam. To w tej chwili widzę, że niestety, to samo się zaczyna, że pan na Śmiłowie zaczyna dyktować o wszystkich sprawach. A wydawałoby się, że. Już miałam nadzieję, już miałam nadzieję, że, że, że kompetencja i odpowiedzialność urzędników naszych, naszych włodarzy, to nie jest pojęcie jakieś takie abstrakcyjne. Mantaj: - No właśnie. To, to, to, to. Niech to będzie tak, że jest banda tchórzy. Mogę to też i tak przyjąć. Sienkiewicz: - Gotów jest pan do tego? Mantaj: - Tak! Sienkiewicz: - To proszę. To my poczekamy tu. Proszę dać. Bo mamy termin jutro. To musi iść. My to iść, my to wyślemy na własny koszt z odpowiednią opinią. No i przykro mi.
Mantaj: - No, mnie również jest przykro. Mnie również jest przykro. Ale nie chcę żeby sprawa była wykorzystana politycznie. No, jak to powiedziałem. Sienkiewicz: - Już będzie wykorzystana. Lemanowicz: - Już teraz robimy swoje. Naprawdę będzie bardzo nieciekawie. To już zapewniam. Sienkiewicz: - Już będzie wykorzystana politycznie. Być może, wie pan. Nie chcę być złym prorokiem, ale? Za tą pana decyzją dzisiaj, być może wasza partia, na tym terenie dużo więcej straci, niż zyska. Ale mówię. Mnie polityka nie interesuje. Ja głosowałam na ludzi, którzy mogą w tym kraju coś zrobić. ( nie zrozumiały zapis). I koniec. Świadoma tego. Natomiast, w tej chwili, to jest, niezwykle polityczna! Mantaj: - Tak i nie. Najlepiej jest. Najlepiej jest w ten sposób przedstawiać, że to jest decyzja polityczna. A przecież mówiłyście panie przed chwila całkiem co innego, że to... Lemanowicz: - To pan mówił o decyzji politycznej. Pana. Nasza nie. Sienkiewicz: - Myśmy przyszli i nie mówiliśmy nic o decyzji politycznej. Powiedzieliśmy, że nasze stowarzyszenie jest apolityczne. Tu są dokonania nasze. Mantaj: - Stokłosa też mówi, że jest apolityczny! Sienkiewicz: - Dlatego on jest senatorem. Mantaj: - No właśnie. Sienkiewicz: - Dlatego on jest senatorem. Jest senatorem. Mantaj: - No. On dokładnie mówi to samo. Szutkowski: - Wczoraj się panu staroście przedstawił jako rencista, emeryt. Natomiast jego pracowników, kilka tysięcy ludzi, pyta jego o to: - Dlaczego panie otrzymały odznaczenie? A on był u wojewody i nie uzyskał odpowiedzi i przyjechał do starosty. Bo, rzekomo to starosta podpisał wniosek i spodziewał się, że tutaj dostanie jakąś odpowiedz.
Biela: - Biedny, sponiewierany. Szutkowski: - To, mówię. Kwestia odznaczeń, bo ja trochę przy tym pracuję, to są indywidualne decyzje i takie, nawet one są zastrzeżone. To, co. Ten, który wnosi, to jest to po prostu zastrzeżenie w treści i tego się nie ujawnia. Chyba, że by wyszło, jakieś tam, mówię, że państwo jesteście osobami, gdzie wyjdzie jakieś wyroki i tak dalej, i dojdzie to do pana prezydenta. I wtedy może być taka sytuacja. Ale same panie wiecie, że tak nie jest. Natomiast tutej też się spodziewamy tego, że w tej sprawie, nie merytoryczne sprawy, bo tu merytoryka to to, co tu widzimy. Przelecimy i każdy wasz dzień, każda godzina i tego nie da się nawet policzyć. ( wskazał palcem na dokumenty Stokłosy). Tylko, pójdą paszkwile. Paszkwile takie oczerniające i członków indywidualnie o których tutaj mowa.
Lemanowicz: - Już mamy. Było tego tyle? Sienkiewicz: - Ja nie wiem, czy jeszcze coś można o nas Szutkowski: - I teraz, no mówię. Kapituła. Czy Kapituła wejdzie w to? Też się zastanawiamy. Pójdzie następne pismo i będzie podważać to, co starosta cokolwiek napisze. Cokolwiek. Sienkiewicz: - Ale, to będzie musiała Kapituła rozstrzygnąć. Biela: - Mając taki organ prasowy. Byłem bardzo zdziwiony ostatnim wyrokiem Sądu Okręgowego w Poznaniu w związku z panią Łazińską, która przeciwstawiła się panu Pilchowi. Udzieliła wywiadu w prasie i ukazał się artykuł. I wydawać by się mogło, że zgodnie z przepisami za artykuły odpowiada redaktor naczelny gazety. Artykuł nie był autoryzowany, a mimo to, sąd uznał, że ona udzieliła nieprawdziwych informacji. Byliśmy bardzo zdumieni takim wyrokiem. I wygląda na to, że każdy informujący, jeżeli dowiemy się, że kto rozgłasza nieprawdziwe informacje może odpowiedzieć za to, co się ukazuje w prasie. Gdzieś taki wyrok Sądu Najwyższego zapadł. Była to sprawa Gudzowatego, być może dlatego taki fajny wyrok był. A w tej sprawie, patrząc na ten artykuł, można by dojść, mając na względzie ten wyrok, można by było dużo zrobić, za to, co tam jest napisane. Należało trochę poczekać, bo wydawałoby się, że ten artykuł podważa wiarygodność osób, które przyznały to odznaczenie. To tak dziwnie, żeby tak szkodzić osoby, które?
Szutkowski: - Stokłosa zapowiedział, że pójdzie i będzie chciał wiedzieć o tym wszystko. Oczywiście, przepisy prawa określone możliwości dają. Ale się też zastanawiamy. Prawnik ma też ocenić to, na ile ktoś może tu ingerować.
Mówimy o odznaczeniach. My z tego oświadczenia wiemy, że to jest sytuacja nietypowa. I, nie miała do tej pory miejsca.
Biela: - Okazuje się, że prawdą jest, że najlepszym adwokatem to pieniądze. Jakby nie było. To jest nie od dzisiaj i, tak zawsze będzie. No, niemniej jakieś tam działania, próby przeciwstawienia się czemuś takiemu, warto było podjąć. Bo przecież dzisiaj akurat p. Sienkiewicz, jutro może być zupełnie kto inny. To nie ma znaczenia. Mając taki organ, mając tysiące ludzi, którzy mogą mu w dowolnym momencie podpisać listy. To można wszystko.
Lemanowicz: - Oczywiście. Chciałam powiedzieć. Wczoraj byłam na grillu. Były dwie osoby z zakładu pana Stokłosy. I, zmuszali ich do podpisywania czegoś. Czego, oni nie wiedzieli. Jaki jest nagłówek i czego dotyczy. Tak były zbierane podpisy. Ludzie nie mają zielonego pojęcia. Mantaj: - Trudno się spodziewać żeby było inaczej. Sienkiewicz: - Panie starosto, ja ciągle zmierzam w cholere do tego. Przepraszam. Bo, to jest plon co najmniej trzymiesięcznej pracy. Naszego wolnego czasu, za nasze pieniądze. Nie w mojej prywatnej sprawie. Materiał, tutaj tych, mówimy o tym co tu było. Dotyczy wszystkich innych, naszych kół. Eee, rozmawiałam z panem sekretarzem, rozmawiałam z panem Martenką. Prosiłam żeby z panem porozmawiali. Czy, czy, czy nie będzie pan miał obiekcji napisania polecenia nas do Kapituły i przesłania tych dokumentów. Dostałam w odpowiedzi, że nie widzi pan obiekcji. Dostałam też jedno pismo, które dotyczyło Szydłowa, gdzie było tam pismo starostwa, że przyrzeczenie ustne tak samo zobowiązuje. To wszystko tak zaczyna się, wie pan, w zależności, komu się to daje to słowo, komu się przyrzeka. No, ja po prostu wychodzę od pana z jednym przeświadczeniem. Na pewno nie schowamy tego ad akta i, nie będę tego przed śmiercią oglądała. Mam nadzieję, że dożyje jeszcze sytuacji, że będę żyć w normalnym kraju, a nie przez grupę ludzi. A, nie, że wy wam pokażemy. Gdzie się przyjeżdża do domu. Lemanowicz: - Gdzie jest się szantażowanym. Sienkiewicz: - Nie wiem czy pan widział. Ja panu pokażę to. Myśmy to dostali. Jakoś to tak, wie pan. Krysia gdzie ta ulotka. Proszę pana, to jest pomniejszona. Ale gdzieś jest ta duża.
Lemanowicz: - Tego to było mnóstwo. Telefonów i innych rzeczy. Sienkiewicz: - Proszę bardzo. Taką ulotkę dostaliśmy również, wie pan.. I, jakoś stowarzyszenie. Zażądano, Kancelaria prawna zażądała kontroli stowarzyszenia. Przeprowadził ją starosta i zarzuty się nie potwierdziły. Tu też jest to pismo. Jakaś kancelaria prawna nie podała organizacji do sądu, bo wiedzieli, że tak samo przegrają. Czyli stowarzyszenie przez cały czas działa zgodnie z prawem i ze swoim statutem. Mantaj: - Kontrola była przeprowadzona o ile sobie przypominam w zakresie legalności funkcjonowania. Sienkiewicz: - Tak, tak. Mantaj: - My nie kwestionujemy legalności działania. Sienkiewicz: - Jeśli pan pozostaje przy swoim zdaniu, to my pójdziemy sobie na kawę. Poprosimy o uzasadnienie odmowy. To się nam przyda. Wtedy poprosimy Rzecznika Praw Obywatelskich. No i przykro. Lemanowicz: - Bardzo przykro. Mantaj: - Mnie również. Są nowe okoliczności, które się pojawiły. Sienkiewicz: - To nie okoliczności. Lemanowicz: - To strach przed Stokłosą, który wpływa i terroryzuje. Starostwo się przestraszyło. Czego i po co? Sienkiewicz: - Nie wszyscy czytają Tygodnik Nowy. Tygodnik Nowy ma określoną pozycję na rynku i wiadomo do jakich ludzi się odnosi. Lemanowicz: - Widzi pan panie starosto. Zdzierela dzisiaj zadzwonił z gratulacjami, Augustyn dzwonił, też jest z waszej opcji. I jakoś oni się tego nie przerazili, że, tak nas tam szkalowano w tym Tygodniku Nowym. Czy może pan sobie wyobrazić jak my działamy? W jakim napięciu? Ja nie wiem czy nie dostanę kulki w głowę. Proszę pana. To co my przeżyliśmy, przez te lata, to Pan Bóg jedynie wie. To było naprawdę coś strasznego. Mnie chciano wciągnąć do rowu z moim maluchem. Moi wolontariusze bali się jeździć do chorych. I jakoś przeżyłam i nie boję się dalej. Bo uważam, że w słusznej sprawie pracuję. Państwo prawa ma być, a nie strachu! Mantaj: - Natomiast ja muszę uwzględniać wszelkie argumenty. Wszelkie! Ja nie mogę uwzględniać tylko jednej strony. Bo to są argumenty wasze. Lemanowicz: - Czy pan podpisuje się pod argumentami tej drugiej strony? Mantaj: - Ale ja muszę uwzględnić jedno i drugie. Nie mogę ignorować - eee - oficjalne pismo z podpisami 1700 ludzi. Nie mogę zignorować i powiedzieć - tego nie ma! Wy jesteście niewiarygodni dla mnie. Ja nie jestem od oceny, ja nie jestem sądem. Sienkiewicz: - Panie starosto. Jeśli bym mogła coś powiedzieć. Wydaje mi się, że gdybym ja była na pana miejscu, ale nie jestem. To ja bym taki materiał żeby wilk i owca była cała. To ja bym wysłała to zgłoszenie i pismo drugiej strony. Wtedy Kapituła niech rozpatrzy. Pan pokazuje dwie strony medalu. To jest ich sprawa. Czy dopuścić, czy ci ludzie mają prawo do tego, czy nie. A pan dał szansę. Pan postąpił demokratycznie, pan dał szanse.
Mantaj: - Muszę powiedzieć, że muszę to przemyśleć, co pani powiedziała. Lemanowicz: - Proszę bardzo. Jest jedna strona i druga strona. Sienkiewicz: - Zgodnie z regulaminem organizacja zasługuje na to żeby ją zgłosić. Dokumentacja zgromadzona to potwierdza. Jest inna grupa ludzi, która to kwestionuje i ma do tego pełne prawo, bo żyjemy w demokratycznym kraju. Ale pan, jako starosta, chcąc zadbać o interes wszystkich. Przesyła pan jednych i drugich. Biela: - A czasu na rozpatrzenie wnikliwe, trudno, nie ma. Sienkiewicz: - Ja mogę zostawić tę dokumentację. Myślę, myślę panie starosto, że to dla nas ale i ze społecznego punktu widzenia, to jest najlepsze wyjście. Mantaj: - Muszę to przemyśleć. Bo to nie jest, ta propozycja, nie jest w tym momencie pozbawiona logiki i sensu. Sienkiewicz: - Panu trudno ocenić. Mantaj: - No, trudno. Ja nie jestem od oceniania. Szutkowski: - Nawet pan nie jest w stanie tego zrobić. Mantaj: - Myślę, że nie jestem. Sienkiewicz: - Dlatego trzeba przesłać, niech to zrobią ci, którzy są do tego powołani. Jest Kapituła Jeśli oni powiedzą. Jeżeli powiedzą, że nie. To my nie będziemy mieć nigdy do pana pretensji. Możemy im napisać, co o tym wszystkim myślimy. Ale to będzie ich decyzja i mieli prawo tak zrobić. Biela: - Kapituła może powiedzieć, że w tak wątpliwej sprawie, nie mogą podjąć decyzji. Bo mogą tak powiedzieć. Sienkiewicz: - Mogą tak powiedzieć. Lemanowicz: - Oczywiście, że mogą. Mogą powiedzieć. Tak Biela: - No i dobrze. Wtedy byłoby tak jak należy. Lemanowicz: - Starostwo wychodzi z twarzą. Proszę bardzo. Mantaj: - Proszę zostawić dokumenty, ja to jeszcze przeanalizuję dzisiaj. Szutkowski: - My przewieziemy do ciebie tam, nie. Gdyby coś się zmieniło. Lemanowicz: - Dzisiaj musimy to wysłać. Szutkowski: - Ja wiem. Sienkiewicz: - I teraz tak. Zgodnie z regulaminem, to ma być zgłoszone, dzisiaj przez Starostwo. Szutkowski: - Wy macie dużą dokumentację. Jesteśmy po prostu wmanewrowani. Bo, żeby starosta takiej rekomendacji dać jak tutaj pan Kalemba, pan Augustyn. I nie bierze odpowiedzialności za całość tego materiału, co jest w środku. My tego nie jesteśmy w stanie ocenić. Sienkiewicz: - Nam chodzi o jedna rzecz. Szutkowski: - Zrozumcie nas. Częściowo ? Biela: - Po owocach, można powiedzieć. Szutkowski: - Z zapisu regulaminowego, pan starosta jakby uwiarygodnia to wszystko. Sienkiewicz: - Tak, tak. Szutkowski: - Nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. Biela: - Można powiedzieć, że po owocach ich poznacie. Sienkiewicz: - Poznaj drzewo po owocach. Panie starosto, ja mogę to wszystko zostawić. Staraliśmy się. Ponieważ ten materiał był tak różnorodny, zwłaszcza jeśli chodzi - ooo wycinki z gazet, że trudno nam było to wszystko ułożyć. Staraliśmy się to zrobić zgodnie z ankietą. Mantaj: - Dobrze. Jak rozumiem, że wszystko to kserokopie, tak. Tu nie ma żadnych oryginałów. Biela: - Oryginałów być nie może. Sienkiewicz: - Tu są i o nas i, co zrobiliśmy. I tak dalej i tak dalej. W stowarzyszeniu pracują ludzie, którzy mają więcej odznaczeń, różnych. To wpięliśmy co się dało. W sądach. Ale najważniejsze to są właśnie te wyroki sadów, zmiana postanowień. Bo to jest ta skuteczność przede wszystkim. To jest ta skuteczność. Tutaj. Biela: - Można by zapytać. Co by było gdyby nie było tego stowarzyszenia? To by tych wszystkich, może nie wszystkich, bo to trudno przesadzać, nie. Nie stowarzyszenie, to może znalazł by ktoś inny i znalazł by te. Szutkowski: - Znaczy, Pewno my jako też mieszkańcy. Możemy powiedzieć, że gdyby nie wy, dalej byłoby tak jak .., Biela: - Byłoby trochę gorzej. Szutkowski: - Natomiast, będąc organem, starosta jak to się mówi, musi się patrzeć łaskawym okiem, i na was i na nich. Biela: - Nikt nie kwestionuje tutaj i zasług pana Stokłosy i rozwój ? Szutkowski: - I to jest ten hamletowski, nie? Biela: - Problem jest duży. Sienkiewicz: - W każdym temacie, jest taka zakładka. Ja się postarałam o jakiś cytat, o przysłowie. Żeby ta praca była taka ? Szutkowski: - Echyy. Sienkiewicz: - Tu jest. Ludzie do nas pisali. O nas. Nie tylko, że pracujemy. Są różne imprezy: rzucanie wianków, wigilii, śledzika. Robimy sobie razem zabawy. Czyli to tez integracja nasza. Tyle ich jest. Proszę. Szutkowski: - Starosta podejmie decyzję. Po prostu, tam, że materiały zostały przekazane.
Sienkiewicz: - Ty nie policzyłaś ile jest stron? Krysia, liczyłaś strony? Mantaj: - My nie oceniamy. Sienkiewicz: - Tak, że to jest nasze. Oczywiście. Szutkowski: - Kapituła jest od tego. Sienkiewicz: - My bierzemy pełną odpowiedzialność za tę dokumentację. Biela: - Niech badają. Sienkiewicz: - Te wszystkie białe dokumenty, na białych kartkach, to są kopie pism. Rozmowa w tle. Zielone to są przekładki. Natomiast, to co jest na żółtych kartkach, to jest to co ja napisałam. Ja biorę całkowita odpowiedzialność. To test podpisane moim imieniem i nazwiskiem. I jeżeli ktokolwiek będzie miał pretensje, i będzie chciał mnie skarżyć. Proszę bardzo. Jestem gotowa. Biela: - Siedzieć. Sienkiewicz: - Siedzieć. Na pierwszej ławce w sądzie. To wszystko, to historia stowarzyszenia. Jak to było, jak to się zaczęło. Lemanowicz: - I to, co tu jest napisane, odzwierciedla to, co jest tutaj. To jest najważniejsze.
Sienkiewicz: - To są nasze dowody w sprawie. Tam w tej ankiecie?Tylko zaraz policzymy ile tu jest stron. Szutkowski: - Ja państwa poproszę do siebie. Mam ten wniosek wasz. Trzeba go tam po prostu zmienić. Ja pokażę, co ja tam bym zmienił. Chodzi też o wydźwięk, o to, żeby nie nadużywać nazwiska, bo to wiadomo o kogo chodzi. Bo on nam się tu przedstawił, że on już nie jest właścicielem. Więc my. Macie dokument, że jest dalej? Sienkiewicz: - Jest współwłaścicielem. No, to dobra. No to słuchaj. Szutkowski: - To jest na żonę, na dzieci itp. Wiem jak to jest. Rozmowa w tle. Sienkiewicz: - Dobra, dobra.Szutkowski: - Wiemy jak jest. Biela: - Nie on pierwszy i nie jedyny. Najlepszy był Świtalski. Chyba z Poznania. Rozmowa w tle. Sienkiewicz: - Tu jest regulamin. Z szacunku dla pana, że takie wyjście, chyba jest salomonowe, jest najwłaściwsze w tej sytuacji i,i pan ma jakąś lepszą, większy komfort psychiczny. My nie czujemy się urażeni, druga strona również. Mantaj: - Ma pani tego świadomość, że jakakolwiek decyzja jest zła. Bo ona nikogo nie będzie satysfakcjonowała. Natomiast, no, jestem bliski tej propozycji. Dziękuję za nią, że, że taką propozycję pani przedstawiła. Bo to jest tutaj obraz obu stron. Nie. Sienkiewicz: - Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mantaj: - Jasne. Sienkiewicz: - Dziękujemy. Lemanowicz: - Dziękuję bardzo.


20:43, 20.04.2019

Odpowiedzi:3
Odpowiedz

osmologia osmologia

1 0

To przykład demokracji sterowanej z miejscowości śmierdzącej fizycznie i moralnie. 21:50, 20.04.2019


urzędnik 13 rangiurzędnik 13 rangi

0 0

Nareszcie można dokładnie poznać wszystko , bo na tym nagraniu z filmem ze starostwa i innymi wstawkami jest niezbyt dobrze słyszalne w niektórych momentach. Święta, można sobie zalec w fotelu i wystartować z laptopem na kolanach, poczytać. Dzięki! 09:47, 21.04.2019


dokładnośćdokładność

0 0

Kto by zapragnął odsłuchać ma do dyspozycji publikację nagrania w tym wątku pod pozycją numer 2. Na wszelki wypadek podaje się link:
https://www.youtube.com/watch?v=9psYkUSeWRQ&t=1680s. 09:08, 22.04.2019


Le Man na zdrowieLe Man na zdrowie

0 0

dzienniknowy.pl 11.09.2012 17:48
Taśmy prawdy: Jak podsłuchują Lemanowicze?

Są jak kłębowisko żmij - bez litości. Atakują bez pardonu, kąsają aby bolało, plują jadem. Ich hipokryzja nie zna granic. Za zło, które wyrządzają innym, każą sobie płacić odznaczeniami, wyróżnieniami, społecznym uznaniem. Założyli stowarzyszenie w obronie uciśnionych i poszkodowanych, które w rzeczywistości ma na celu zniszczenie jednego człowieka - byłego senatora Henryka Stokłosę. Nie w imię prawdy i sprawiedliwości, ale po to, by dać upust swoim frustracjom, obsesjom i nienawiści.

W książce pt. "W szponach władzy" wydanej przez naszą redakcję przedstawione zostały skutki ich działalności oraz heroiczna walka Stokłosów o uratowanie firmy i swojej rodziny. Książka opierała się głównie na relacjach tytułowych bohaterów oraz ludzi z ich otoczenia, a także na dokumentach, przypuszczeniach i dowodach pośrednich. Jednych przekonywała, innych nie. Ci ostatni wątpili w istnienie spisku przeciwko Stokłosie.

Teraz nikt już nie będzie miał żadnych wątpliwości. Redakcja weszła w posiadanie taśm audio i wideo, nagrań rozmów telefonicznych, maili oraz kopii dysków komputerowych, które odsłaniają brutalną prawdę o rzeczywistych intencjach ludzi, którzy ze zniszczenia Stokłosy uczynili sens swego życia.

Swoistym ich "centrum dowodzenia" było i jest nadal mieszkanie Krystyny i Janusza Lemanowiczów. To oni, nie ufając nawet swoim najbliższym, w większości stworzyli te nagrania. Dokumentowali w ten sposób każde spotkanie, każdą rozmowę. Czynili to dla własnych potrzeb, ale także na zlecenie prokuratora Kiełka. Zapraszali do siebie świadków w procesach Stokłosy, rozmawiali z nimi, a potem nagrania z tych rozmów wysyłali do prokuratury. Wychodzili też z mikrofonami i ukrytymi kamerami na zewnątrz. Odwiedzali osoby prywatne i urzędy państwowe. Między innymi wśród nagrań jest dyskietka z wizyty u starosty pilskiego.

Wiedzieli, że działają nielegalnie. Zachowywali się więc jak konspiratorzy. W korespondencji mailowej posługiwali się prymitywnym szyfrem, używali ksyw i kryptonimów. Zdemaskowała ich próżność. Skrzętnie dokumentowali swoją działalność, a zdobyte przy pomocy podsłuchów i nielegalnych nagrań materiały publikowali we fragmentach w Internecie.

Nie ujawnimy oczywiście, w jaki sposób weszliśmy w posiadanie tych materiałów. Zgodnie z prawem prasowym nie wolno redakcji zdradzać źródła informacji. Wiemy, że powiadomiono prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstw przez niektórych bohaterów tych nagrań. Uznaliśmy też, że materiały te są na tyle szokująca, że ich treść powinna dotrzeć do opinii publicznej. Dlatego w ciągu najbliższych tygodni zamierzamy Naszym Czytelnikom przedstawić zawartość "taśm prawdy" bez żadnych ograniczeń.

Czytelnicy dowiedzą się z nich między innymi, jakimi technikami inwigilacji posługiwali się Lemanowiczowie i skąd zdobyli odpowiedni sprzęt. Jak zbierali materiały przeciwko Stokłosie, jak kontaktowali się ze świadkami i instruowali ich, co mają zeznawać. Poznają treści rozmów telefonicznych Krystyny Lemanowiczowej z prokuratorem Kiełkiem, który - przekraczając swoje kompetencje i łamiąc prawo - wpływał za jej pośrednictwem na zeznania świadków. Dowiedzą się, jak w ich ocenie funkcjonuje poznańsko - pilskie środowisko prawnicze, który z sędziów jest "nasz", a który "ich", który bierze i ile, a który jest nieprzekupny. Przeczytają o utrwalonych na taśmie dźwiękowej niepokojach i rozterkach Mariana Janowiaka oraz jego kontaktach z... Panem Bogiem, a także o oburzeniu prokuratora Kiełka na fakt, że jeden ze świadków chciał z nim przejść na ty. Taśmy prawdy - jak je nazwaliśmy - odkryją wiele innych pikantnych i szokujących szczegółów.

Dziś prezentujemy pierwszy odcinek naszego cyklu.

*

Jak wynika z nagrań, którymi dysponujemy, w ostatnich dniach sierpnia i na początku września br. w centrum uwagi Lemanowiczów oraz prokuratora Roberta Kiełka był proces przeciwko Henrykowi Stokłosie, w którymoskarża się go o pozbawienie wolności trzech swoich byłych pracowników, złapanych na kradzieży węgla. Proces ten toczył się przed Sądem Rejonowym w Chodzieży i niebawem zostanie wznowiony. Dotyczył on wydarzenia, które miało miejsce8 październiku 1998 roku.

W dniu tym trzej pracownicy jednej z firm senatora w Tucznie złapani zostali na kradzieży miału węglowego, przekazani policji, a potem skazani prawomocnym wyrokiem i wyrzuceni z pracy. Po wielu latach na skutek namów i licznych kontaktów z Krystyną Lemanowiczową (która intensywnie poszukiwała wówczas "haków" na senatora) "przypomnieli" sobie, że przed przekazaniem ich policji byli rzekomo przetrzymywani w zamkniętym pomieszczeniu i używano wobec nich przemocy. Nie zgłosili tego prokuraturze, nie zeznali o tym podczas pierwszych przesłuchań w sprawie o złodziejstwo na szkodę Stokłosy, lecz "ujawnili" ten fakt dopiero dziennikarzowi "Przekroju" usłużnie podesłanego im przez panią Krystynę. Prokurator Kiełek, który w tym czasie preparował akt oskarżenia przeciwko Henrykowi Stokłosie, skwapliwie z tego dziennikarskiego donosu skorzystał. Sformułował akt oskarżenia i przekazał go do rozpatrzenia Sądowi Rejonowemu w Chodzieży.

Sam akt oskarżenia - zdaniem obrońców senatora - nie miał podstaw prawnych, ponieważ Henryk Stokłosa był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania, wydanym na podstawie 21 zarzutów sformułowanych przez prokuraturę warszawską, wśród których nie było oskarżeń "pokrzywdzonych" złodziei z Tuczna. Dodawanie kolejnych zarzutów było niezgodne z zasadami ekstradycji, na którą wyraził zgodę niemiecki sąd, przekazując Henryka Stokłosę władzom polskim. Prokurator stawiał kolejne wyimaginowane zarzuty, posługując się sfałszowanym dokumentem ekstradycyjnym. Proces więc nie powinien się był odbyć. Tymczasem mimo ewidentnego złamania prawa przez warszawską prokuraturę i mimo przedawnienia rzekomych "zbrodni" senatora, sędzia Daniel Jurkiewicz z Chodzieży odrzucił wniosek adwokatów o umorzenie postępowania i rozpoczął proces, którego dalszy przebieg - jak się potem okazało - ośmieszył go i ujawnił kompletny brak profesjonalizmu. W efekcie sędzia Jurkiewicz został zmuszony do przekazania sprawy swej koleżance, a proces za kilka dni rozpocznie się od początku. Głównym świadkiem oskarżenia jest w nim Roman Ciepliński złodziej złapany przed 14 laty i przekazany policji.

*

28 sierpnia br. ukazał się na jednym z internetowych portali wpis: "Żaden Tuczniak nigdy nie stawi się w sądzie". Wywołał on panikę w mieszkaniu Lemanowiczów.

Janusz Lemanowicz, który całymi dniami waruje przy komputerze, zabawiając się w tak zwanego internetowego trolla, natychmiast złapał za słuchawkę i zadzwonił do Cieplińskiego. Miał pretekst do rozmowy. Od pewnego czasu usiłował nakłonić go do wywiadu dla pilskich mediów.

JL:Dzień dobry panie Romanie. Janusz Lemanowicz kłania się z Piły. Czy moglibyśmy się spotkać i porozmawiać z Panem Redaktorem?

RC: Wie Pan co, ja już mam dosyć tych rozpraw...

JL: Ale i tak będzie sprawa wznowiona.

RC: Wiem, ale ja na początku września mam wyjazd do Belgii na zbiór gruszek.

JL: No dobra. To Pan odmawia rozmowy z tym redaktorem? Cztery dni temu byliśmy u Pana, ale córka powiedziała, że..

RC: Wiem, wiem, ale mnie nie było w domu. Byłem w lesie.

JL: Taki wywiad z punktu widzenia Pańskiego interesu to ważne. Ta rozprawa i tak będzie. Dobrze gdyby media miały od Pana dobrą informację, żeby Pana poprzeć w świecie tutejszym.

RC: Nie. Ja nie chcę. Mam dość tej sprawy. Teraz jadę do Belgii. To już 14 lat. Było, minęło.

JL: Ja wszystko rozumiem, ale ta rozprawa prędzej czy później się odbędzie.

RC: Wiem, wiem, rozumiem. Jak się wkurzę, to nie będę na żadną rozprawę już jeździć. Nie będę się ciągle z pracy urywał.

JL: Jak Pan odmawia, to trudno. A może ktoś u Pana był? Namawiał?

RC: Nie, nikogo nie było.

*

Janusz Lemanowicz nie uwierzył temu zaprzeczeniu. Wspólnie z żoną doszli do wniosku, że Ciepliński został przez Stokłosę przekupiony. Następnego dnia wieczorem Lemanowiczowa zadzwoniła do prokuratora Kiełka.

KL: Dzień dobry Panie Robercie. Krystyna Lemanowicz się kłania

RK: Dzień dobry

KL: Mam kłopot Panie Robercie, ponieważ do Romana Cieplińskiego dotarli ludzie od Stokłosy. Chce facet uciekać do Belgii. Ma tam jakiś zbiór gruszek. Taka informacja ukazała się w Internecie. Ja dzisiaj wsiadłam w samochód i pojechałam do niego. On tego nie powiedział konkretnie, że byli u niego ludzie od Stokłosy, ale wszystko wskazuje na to, że musieli być i że musieli go do wyjazdu zmusić.

RK: To możliwe. Ciepliński musi wyjechać, żeby w procesie do przedawnienia szło.

KL: Ktoś mu załatwił pracę. On nie chce powiedzieć kto. Pewnie Stokłosa. Wszystko to opisałam w notacce do Pana. Napisałam krótko, jak wyglądała ta rozmowa i że jestem przekonana, że Cieplińskiego przekupili.

RK: Czy on już składał na procesie zeznania?

KL: Na pierwszym tak, ale na tym jeszcze nie. (...)

RK: A kiedy on ma wyjeżdżać?

KL: Około 20 - tego, ale on jeszcze nie wie. Podejrzewam, że jak będzie już termin rozprawy, to wtedy wyjedzie. Tak wywnioskowałam z rozmowy. Ja nie wiem, co teraz robić....

RK: Pani Krysiu w tej sytuacji są dwa możliwe rozwiązania (w tym miejscu Kiełek rozwodzi się nad tym, co sąd może postanowić, ale konkluzja jest taka, że nieobecność Cieplińskiego może prowadzić do zawieszenia sprawy a w konsekwencji do jej przedawnienia.)

KL: O Boże

RK: My do tego nie dopuścimy, ja jutro będę u Wojtka (może chodzić o prokuratora Skórę - dop.red)...i pogadam na ten temat. Nie chcę Pani niczego sugerować, ale ja bym jeszcze pogadał z Cieplińskim. (...)

KL: Ale on na pewno wziął forsę.

Po kilku minutach rozmowy na inny temat powraca sprawa Cieplińskiego. Rozmowa przybiera charakter swoistego szyfru.

RK: Ja nie chce być świadkiem po pierwsze....Wy macie pewną wiedzę Wy nawet jak nie macie dowodów w procesie Cieplińskiego w procesie Stokłosy możecie złożyć na pi i powiedział, że od dzisiaj jesteśmy na piśmie informację do sądu do wykorzystania możecie Wy nie musicie operować faktami zdarzeniami możecie się odwoływać na taką wiedzę i macie przekonanie na podstawie rozmów w postaci takich osób, które informacje do Was dotarły, że także jakie zdarzenie miało miejsce .... na ten i ten .

KL: Hmm.

RK: To nie jest ...to jakaś ocena inna jeżeli ..czegoś to sąd już będzie miał w aktach i faktycznie ... czyli Ci państwo mieli jakis sens i to jest do wykorzystania. To jest bardzo wskazane skuteczna aktywność że rozmawiacie z rozmaitymi ludźmi pytacie, o cos odbieracie bezcenne Pani Krysiu tego nie możecie marnować.

KL: Dobrze.

RK: Co z tego, że Pani do mnie zadzwoni owszem jestem chętny ja muszę. wiedzieć co wiecie i co ja muszę wiedzieć tylko, że ja tego nie wykorzystam.

KL: Wiem.

RK: Kiedyś mogę wykorzystać jak już ...Pani mąż napisał ja już mam kopię, żeby to wykorzystać, ...że ja nie mogę się narażać....nieformalnie coś żeby na przyszłość . Ja mogę to wykorzystać. My możemy ...jakoś zastosować....dość tego .. Albo Wy macie ....nie można tego wykorzystać ..trzeba to do dokumentów do sądu w stylu informacja do jakkolwiek to nazwiecie do ...

KL: Dobrze.

Z tego konspiracyjnego bełkotu wynika, że dalszym ciągu rozmowy prokurator Kiełek proponuje Lemanowiczowej, by w razie nie stawienia się Cieplińskiego, wysłała do sądu pisemne informacje o swoich podejrzeniach w stosunku do Stokłosy. Sugeruje, że mu nie wypada i nie wolno robić pewnych rzeczy, ale jak Lemanowiczowa to napisze, to on to może wtedy to wykorzystać i rozbudować. Po czym dyktuje jej, jak takie pismo powinno wyglądać.

Tyle Krystyna Lemanowicz miała do powiedzenia Robertowi Kiełkowi na temat Romana Cieplińskiego. Do rozmowy tej jeszcze powrócimy w kolejnych odcinkach, bo zawiera ona kilka interesujących i kompromitujących prokuratora wątków, ale już niezwiązanych z chodzieską rozprawą.

*

Kolejna taśma została nagrana następnego dnia. Jest czwartek 30 sierpnia Jesteśmy w domu Lemanowiczów, słychać odgłosy krzątaniny pani domu i włączonego telewizora. Słychać dzwonek do drzwi. Wchodzi prawdopodobnie zaprzyjaźniony dziennikarz. Lemanowiczowa po powitaniu zaczyna rozmowę z nim. Relacjonuje mu przebieg rozmów z Cieplińskim oraz treść rozmowy telefonicznej z prokuratorem Kiełkiem. Powtarza ciągle swe przypuszczenia, co do "zdrady" Cieplińskiego. "To alkoholik - opowiada - Już o siódmej rano chodzi pijany. Być może Stokłosowi zorganizowali spotkanie przy budce z piwem, postawili mu, zapłacili i dlatego wyjeżdża do Belgii."

Wyjawia także swojemu rozmówcy, dlaczego proces chodzieski jest taki ważny i tak bardzo absorbuje prokuratora Kiełka.

- Kiełek powiedział mi, że Stokłosa po tej sprawie natychmiast idzie do więzienia. Dlatego ona dla niego jest taka ważna. Gdy przegra, a musi przegrać, dostanie go wreszcie za kratki.

*

W niedzielę 2 września do Tuczna ruszają dwa samochody. W pierwszym jadą Lemanowicze zaopatrzeni w ukryte mikrofony, w drugim jedzie zaprzyjaźniony z nimi dziennikarz z kamerą. Spotkanie z Cieplińskim utrwalone zostało więc także na kamerze video. Nagranie trwa kilkadziesiąt minut.

Rozmowa Lemanowiczów z Cieplińskim wyraźnie się nie klei. On ma zdecydowanie dosyć ich nachalności i jej nie rozumie, oni nie mają odwagi powiedzieć mu w oczy o swoich podejrzeniach. Obie strony ożywiają się dopiero wtedy, gdy tematem rozmowy staje się wydarzenie sprzed 14 laty, kiedy to Ciepliński wraz z kolegami złapany został na kradzieży. Ciepliński przyznaje, że ukradł wtedy miał węglowy, ale gdy chce usprawiedliwić swój występek przerywa mu Krystyna Lemanowiczowa.

- My to rozumiemy Panie Romanie - Stokłosa kiepsko wam płacił, a z czegoś żyć trzeba. To był październik, zbliżała się zima, a węgiel na zimę jest potrzebny.

I nuż narzekać na Stokłosę oraz jego stosunek do pracowników. W pewnym momencie tych utyskiwań pojawia się kolejny wątek związany z wydarzeniem sprzed 14 laty. - Został Pan pobity, posiniaczony prawda? - bardziej stwierdza niż pyta Lemanowiczowa.

- Ale gdzież tam, proszę Pani - oponuje Ciepliński. Miałem lekkie zadrapanie na czole - odpowiada z wyraźnym wahaniem i bez przekonania.

Rozmowa kończy się ustaleniem, że Ciepliński wyjeżdża na kilka tygodni i na rozprawie w październiku albo listopadzie się stawi.

*

Nie mamy nagrań z rozmowy Lemanowiczów w samochodzie w drodze powrotnej z Tuczna. Możemy się jedynie domyślać, że wracali zadowoleni. Przekonani, że uratowali sytuację. Spełnili polecenie prokuratora Kiełka. Proces będzie się mógł toczyć. A jeśli - jak zapowiada Kiełek - Stokłosa przegra i znajdzie się za kratkami - to wypełni się marzenie ich życia. Ciesząc się nie dostrzegli, bo przerasta to ich etyczną wrażliwość, jak obrzydliwe było i jest ich postępowanie, jak bardzo ulegli obsesyjnej nienawiści do człowieka, który nigdy w życiu nie zrobił im nic złego.

(men)

Te nagrania zaprezentowane przez (men) Zbigniewa Noskę zostały wykonane przez Kamila Ceranowskiego - przestępcę medialnego. On to wziąwszy różne instrumenty nagrywał w domu i w terenie, gdzie tylko miał możność podglądania, podsłuchiwania, potajemnego nagrywania Lemanowiczów. Swoje "bombowe nagrania" sprzedał służącemu Stokłosy Markowi Barabaszowi. Ten jako redaktor naczelny Tygodnika Nowego - tuby propagandowej Stokłosy polecił staremu zombiemu komuny Nosce coś z tym zrobił. I Noska zrobił. Noska pisze, że nie mają tym razem nagrań z prywatnego samochodu Lemanowiczów. Ale wszystko przed nami. Trudność w tym, że skoda PP 27208 została złomowana w Dobinie i cała instalacja poszła się j...e...bać. A tyle kasy, tyla zachodu od agentów Henryka, że ho - ho! 16:44, 22.04.2019

Odpowiedzi:5
Odpowiedz

duch Leonaduch Leona

0 0

To mają przessrrane. Heniek z nich wyciągnie zwrot kosztów. Bo nie daje się kasy na zatracenie a żeby *%#)!& Lemanów. 17:20, 22.04.2019


my nie tancory...my nie tancory...

0 0

*%#)!& - znaczy: z.a.j.e.b.a.ć 17:21, 22.04.2019


Lud miastowy i wiejsLud miastowy i wiejs

0 0

"Są jak kłębowisko żmij " - Noska Zbigniew.
A Noska jest do rany przyłóż, a gangrena pewna.
Właściwie ciekawe co z Noską. Niby ukazują się jego straszne felietony w Tygodniku Nowym, ale mogą to być odmrożone przez rodzinę jego stare blubry, jeszcze z czasów kiedy żonglował jajami w spodniach na Sikorskiego. On kochał mieszać jaja trzymając ręce w kieszeniach spodni. I czekał, aż ktoś postawi. Może mu się w końcu *%#)!& albo jaki skrzep? Nie tęsknimy za blubrami i fałszami Noski i *%#)!& nas obchodzi, czy żyje. 17:36, 24.04.2019


o qurwwach medialnyco qurwwach medialnyc

0 0

Mamy tu bardzo ciekawą wypowiedź: "Kolejna taśma została nagrana następnego dnia. Jest czwartek 30 sierpnia Jesteśmy w domu Lemanowiczów, słychać odgłosy krzątaniny pani domu i włączonego telewizora. Słychać dzwonek do drzwi...".

Są w domu Lemanowiczów. Zapewne nie fizycznie a operacyjnie z podsłuchem, gepeesem, ukrytą kamerą. Stary komuch - zombi komuny Noska na posterunku. Z Łowieckiej bazy z widokiem na śmietnik niedaleko do Wawelskiej. Dzwonek do drzwi, to "zaprzyjaźniony dziennikarz", w rzeczywistości szpieg z krainy smrodowców, Kamil Ceranowski. 16:06, 24.05.2019


Le ManLe Man

0 0

dzienniknowy.pl 11.09.2012 17:48
Taśmy prawdy: Jak podsłuchują Lemanowicze?
Swoistym ich "centrum dowodzenia" było i jest nadal mieszkanie Krystyny i Janusza Lemanowiczów. To oni, nie ufając nawet swoim najbliższym, w większości stworzyli te nagrania. Dokumentowali w ten sposób każde spotkanie, każdą rozmowę. Czynili to dla własnych potrzeb, ale także na zlecenie prokuratora Kiełka.

Na wstępie należy zauważyć, że ukończenie filologii polskiej nie zwalnia Noski z prawa do czynienia prymitywnych błędów ortograficznych i gramatycznych. Co do meritum tekstu Noski, popełnił on podły, kryminalny czyn polegający na nieuprawnionym przypisaniu cechy zależności od prokuratora Kiełka osób nie związanych z prokuratorem żadną zależnością, czy to służbową, czy to mafijną. Prokurator Kiełek nie zlecał nigdy żadnych czynności Krystynie Lemanowicz ani tym bardziej Januszowi Lemanowiczowi, który pierwszy kontakt telefoniczny z prokuratorem Kiełkiem zaliczył w roku 2014. Jest to zanotowane w zeznaniu Janusza Lemanowicza w Prokuraturze Okręgowej w Koninie i potwierdzone przez prokuratora Roberta Kiełka. Ale co obchodzi zombiego komuny zgodność faktów z wyobrażeniami żywego trupa późnej gierkowszczyzny, wielkiego redaktora i dziennikarza, który wyrwał się z zaduupia do świata polityki, kultury i innych rzeczy ważnych, które go z miejsca przerosły.
Żaden Noska nie ma kompetencji do wysmętniania się, czy Lemanowicz coś dokumentował i z jakich powodów. 13:18, 28.05.2019


hehehehehehe

0 0

Ponoć stara zdycha. Ta co brała po 20 zł 21:45, 22.04.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

20 groszy przed deno20 groszy przed deno

0 0

Nikt nie jest wieczny. Stara, kimkolwiek jest, ma prawo zdechnąć lub odejść do domu Ojca, a może żyć wiecznie jak mumie faraonów. Podobno Stalin miał żyć wiecznie, ale nie wyszło, bo wyszło z niego życie. 17:30, 24.04.2019


LMLM

0 0

Noska: "Rozmowa Lemanowiczów z Cieplińskim wyraźnie się nie klei. On ma zdecydowanie dosyć ich nachalności i jej nie rozumie,...".

Ciepliński początkowo był gotów na rozmowę z redaktorem Ceranowskim. Ale od pewnego momentu był przerażony sytuacją pomoru wśród ludzi, którzy mieli związek ze sprawą kradzieży węgla w Tucznie 8 października 1998 roku. Okazało się, że uczestnik kradzieży Zygmunt Wilk zginął w wypadku; Waldemar Zielenkiewicz kierowca ciężarówki zginął w wypadku w drodze powrotnej niedaleko domu jadąc swoim samochodem osobowym; Leon Werner, który jako ochroniarz zlokalizował złodziejaszków i uczestniczył w nielegalnych przesłuchaniach bezprawnie uwięzionych obywateli w siedzibie Farmutilu w Śmiłowie a zeznając w sądzie nieopatrznie wkopał swojego pana umarł nagle po zjedzeniu obfitego obiadu w knajpie przy drodze K 10. Jedno zdarzenie, to przypadek, drugie też przypadek, trzecie to reguła. Dlatego Ciepliński po uzyskaniu wiadomości o trzecim denacie Zielenkiewiczu popadł w panikę, że teraz jego kolej. A cóż to za problem skasować takiego "Tuczniaka" w Tuczna, gdzie nawet diabeł nie mówi dobranoc, bo się boi Wielkiego Smrodatora?
Pogląd Noski o nachalności Lemanowiczów jest idiotycznym wrażeniem kretyna, człowieka nieszczęśliwego w swoim tłustym, koślawym życiu. To Ciepliński zwrócił się przez swojego adwokata do Lemanowicza, aby ten uczestniczył jako osoba wskazana w rozprawie z wyłączeniem jawności z oskarżenia Stokłosy. Ciepliński prosił o udział Lemanowicza w rozprawie apelacyjnej w Koszalinie i o zafundowanie mu transportu, co uczynił Lemanowicz pro publico bono. Jako osoba niezamożna Ciepliński korzystał z usług prawniczych przez adwokata z urzędu.
Ciąg zdarzeń gwałtownych odejść do domu Ojca odstręczył Cieplińskiego od ujawniania szczegółów swoich perypetii z biciem pasem parcianym po głowie. Seca prostych ludzi łatwo się zniechęcają, są podatni na przestrach i manipulacje. Dlatego Ciepliński unikał od pewnego momentu działania w swojej sprawie, gdzie prokuratura warszawska oskarżała Stokłosę o pobicie bezprawnie więzionego obywatela.
Narracja Noski jest nachalną propagandą starego komucha na usługach właścicieli Wielkiej Smrodowni powiatowej. Ten styl roboty pseudo dziennikarskiej wynika z curriculum vitae Noski, zombiego komuny, byłego aparatczyka wojewódzkiego, kierownika wydziału ideologicznego i informacji partii marksistowsko-leninowskiej przed jej upadkiem. To Noska ronił łzy rozpaczy przy wyprowadzaniu sztandaru partii hegemonicznej, gy ta się przepoczwarzała w socjaldemokrację.




08:59, 01.05.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

demokracja demokracja

0 0

Kto proponował Mścisławowi Brodali kąpiel w tak zwanej lagunie a popularnie mówiąc wielkim zbiorniku surowej gnojowicy z bezściółkowej hodowli trzody chlewnej? Czy to czasem nie był wielokadencyjny, wieczny senator, który już 4 listopada 2005 roku był byłym senatorem po przerżniętych wyborach z Augustynem? 16:29, 06.05.2019


A 09A 09

0 0

Po przerżniętych wyborach pan Stokłosa wyraził publicznie pogląd, że nie ma tego złego. Ostatnio w Tygodniku Nowym nie ma wielości różnorodnych fotografii pana Stokłosy w mnogości sytuacji wielce pozytywnych jak dekorowanie kolejnymi medalami, otwierania klas językowych, wręczania przechodzonej teczki dla ulubionej pani. Coś się dzieje niedobrego. Cimoszewicz chory, Tusk opowiada głupoty, Miller odwołuje przyjazd do Piły. Jakieś fatum, pomór, zaraza. 16:35, 06.05.2019


Rąbany przez śniadkaRąbany przez śniadka

1 0

Turas bierze mnie od tyłu, a matka brała po 20 zeta 10:07, 01.05.2019

Odpowiedzi:5
Odpowiedz

od podopiecznych?od podopiecznych?

0 0

:( 22:17, 01.05.2019


ciekawa duupą do górciekawa duupą do gór

0 0

Czy to matka turasa i czy brała albo dawała za branie turasa od tyłu, bo nie rozumię? Za rąbanie to ja mogę dawać dwie dychy od mygły ukradzionej z lasu. I to trza szybko rąbać, żeby leśniczy nie wpadł ze zgraja gajowych. O ile taki rębacz umi jeszcze dodatkowo od razu spalić końcówki ze znakami tych z lasu, dostanie jeszcze piątaka. 18:49, 06.05.2019


MilenaMilena

0 0

Po kolejnej siódmej ciąży mam problem z obszernością i małą wrażliwością babskiego interesu przy bzykaniu. Dlatego też po poradzeniu się mojego ginekologa i przyjaciółek również charakteryzujących się rozmiarami rzędu piłka do basketu, postanowiłam poszukać jakiegoś, nawet śniadego, obrzezanego, do odtylcowego barabara. Moje kompele twierdzą, że tacy buhaje odtylcowi niedużo biorą a jak są śniadego albo asfaltowego koloru, tylko im daj nażreć się i dwie dychy, będą robić ci tłok czekoladowy do upocenia. 18:57, 06.05.2019


Mariusz na MaxaMariusz na Maxa

0 0

Baby kochają czekoladowy tłok. W ogóle lubieją brąz. 19:01, 06.05.2019


WhiteplummWhiteplumm

0 0

Matki potrzebując zarobić na synów nierobów duupą do góry leżących czasem nawet poświęcają się będąc emerytkami po utracie małżonka, idą w bój kierując robotą, którą powinien robić zdrowy młody wałkoń. I taka matka nie może liczyć na choćby 20 zeta za numer. A wydaje się w roku 52. Te numery, to leżenie odłogiem na ladach sklepowych, gdzie wszystko na sprzedaż jest a szczególnie honor nieroba. 20:54, 06.05.2019


domowe hodomowe ho

1 0

.. umierały, a ona po 20 zł 19:07, 07.05.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Janusz kopniętyJanusz kopnięty

1 0

Turas ma tłok zwyczajny, choć krępy i śniady. Dopiero po penetracji Jacka nabywa brąz koloru (zapachu nie licząc ;) 17:21, 10.05.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Barabasz i PiłatBarabasz i Piłat

0 0

Jak Marek Barabasz - rzecznik Farmutil - uwiadomił lud śmiłowski: Kto nas nie lubi temu śmierdzi, a kto nas lubi temu nie śmierdzi. Marek Barabasz zawarł ogólnoświatową myśl zgodnie z zasadami logiki formalnej. Ponieważ zaś określenie zapach jest kwantyfikatorem ogólnym a określenie smród szczególnym - mówiąc językiem zrozumiałym dla ludu śmiłowskiego smród jest podzbiorem właściwym zbioru zapachów, odkrycie Marka Barabasza zasługuje na uwagę.
Jednocześnie zwraca się uwagę na ryzyko penetracji w czasie zachorowania na choolerę. Wtedy stolec ma barwę białawą i może doprowadzić do sytuacji podobnej, jak u Majkela Dżeksona wskutek mycia mydłem Biały Jeleń, tłok turasa zyskałby barwę niepożądaną dla osoby sygnującej się "Janusz kopnięty". 20:13, 28.05.2019


żądza zemstyżądza zemsty

1 0

Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem dla redaktora, wydawcy, dziennikarza Mariusza Józefa Szalbierza (1962), byłoby usunięcie z tego portalu całego tego chamstwa, nienawiści, dziadostwa, dyktowanych, że użyję zwrotu w ulubionym języku wydawcy - politologa ( w transkrypcji alfabetu łacińskiego) żażdy miesti, pedalskiej miłości inaczej w siemii wydawcy i jego przyduupasów a zebranego pod wspólnym zawołaniem "Zapytaj - faktypilskie.pl". 11:40, 14.05.2019

Odpowiedzi:4
Odpowiedz

przegląd szambaprzegląd szamba

1 0

Mi się natomiast wydaje się, że to jest największe, szczytowe osiągnięcie Szalbierza w rozumieniu etosu typu Sekielski-Morozowski, Gembarowski, Zdunek, Utkin, Noska, Urban. 11:49, 14.05.2019


kreatywne dziennikarkreatywne dziennikar

1 0

Andrzej, Tomek i Renata
Morozowski i Sekielski, jeden oko, drugi ucho
Umawiają się z Renatą, by dokopać znów Kaczuchom.
Gadaj, że masz dość tyrana i porzucasz stare śmiecie.
Świruj tak, jak trenowałaś. Tyle zapamiętasz przecież!
Masz kamerę, masz mikrofon, ustaw wszystko w tajemnicy,
A gdy przyjdą chłopcy z pisu, masz pilota przy donicy,
Wciśnij rec, nie pomyl tylko, żeś jest tępa wszyscy wiemy.
Kiedy nagrasz swoje trele, Kaczorom dzioby *%#)!& teatr, wielki dramat. Tu Renata - Nasza Szkapa,
Tam Sekielski z Morozowskim trenują Flipa i Flapa.
Już zasuwa Renia z werwą, cieszy się, że ją wybrali.
Kocha przecież lewe sztuczki, w kantowaniu jest na fali.
Podpuścili ją cwaniacy, że to dla Ojczyzny miłej,
Że co dobre i szlachetne, ze Złotowa jest i z Piły.
Bo Naszkowski tajny agent, bo poseł Józef Skowyra,
Ciechanowski, Lech Kozaczko i Renia, wioskowa pyra.
W tym nastroju pełnym chwały zaprasza Mojzesowicza
Chętnie by zgrzeszyła z Wojtkiem, niech by nawet pękła prycza
Gdy kurrwiki gęstą strugą, jak z sieczkarni sypią z oczu.
Nie zawiedzie dziennikarzy, nie zostanie na uboczu.
Chuć, cóż znaczy w życiu mojem, kiedym pro publico bono
Dla Ojczyzny poświęciła swoją cześć i swoje łono?
Więc do rzeczy, do roboty. Mrugnie oczkiem, zaświruje
Ale gadkę tak ustawia, jak Sekielski instruuje.
Ten jak dynia rozdymany, jeszcze go ambicja zżera.
Michnik, to dla niego pikuś. On jest godzien oficera,
Co ze szklanką przy podłodze słucha, jak sąsiedzi ględzą,
Czy na władzę narzekają, szczają w zlew, czy bimber pędzą.
Renia płacze, wzdycha, rzęzi, że pieniędzy wciąż za mało,
Odda władzy wykonawczej umysł swój, duszę i ciało.
Choćby sekretarzem stanu, o urodzaj wciąż się modlę
Tylko Lepper spod Darłowa wekslami mnie straszy podle.
Co tu robić, radź kolego, jesteś przecież radcą stanu!
Ja mam werwę do rządzenia, służyć chcę każdemu panu.
Byle tylko przy korycie, niechby tylko parę złotych
Zrobię striptiz, zrobię szpagat, ale dajcie mi robotę.
Wojtek mądry, lecz za cienki. Prosi zatem Lipińskiego,
Ty masz wejścia u Kaczora, a więc załatw coś kolego.
Adaś zwija się i kręci, po siwiźnie swej się drapie
Co tu począć, co obiecać, co tu przyrzec grubej szkapie?
Chociaż była w koalicji, w coś innego dzisiaj gramy.
Chodzi o to, żeby dając, było tak, że nic nie damy.
Renia wszystko zniesie, ścierpi na fotel ministra dyba
Dla niej ważne, by nie szkapa, ale żeby była ryba.
Byle wyżej, byle więcej, niechby tydzień tam, na górze.
Chce być gwiazdą, dla rozgłosu zatańczy choćby przy rurze.
A w kibelku Morozowski siedzi w kącie jak ta mysza
Boi nawet się poruszyć, musi być grobowa cisza!
Co to będzie, gdy Lipiński odkryje mnie w tym salonie,
Kiedy zechce się wysikać, lub co gorsza siąść na tronie?
Taka praca, taka służba, choć ze strachu pełno w porach.
Muszę wstrzymać, muszę ścierpieć. Cel jest jeden: śmierć Kaczora.
Nie fizyczna, oczywiście, polityczna, ma się wiedzieć
Strach przemogę, ścisnę zadek i pokornie będę siedzieć.
Dla tej myśli, dla idei nie żal sterczeć w muszli glacą.
Czuję: Wiatr historią kręci, a ja jestem paparazzo.
Nic to, że tu brzydko pachnie. Bąki smrodne puszczam wkoło.
Kaczki trzeba wyrżnąć obie, będzie miło i wesoło.
Wyszedł Adam do Kaczora. Konsultuje wszystkie dane.
Premier na to: *%#)!& babsko, a w dodatku jest karane.
Takich w rządzie nie potrzeba. Ja nie zgadzam się i basta.
Nie po to zdobyłem władzę, by nią lekkomyślnie szastać!
U mnie musi być uczciwa sekretarka i sprzątaczka.
To jej powiedz. Ostatecznie.Tak postanowiła Kaczka.
Woła Andrzej do Tomasza podsłuchując stetoskopem
W izbie obok pochylony przy wannie, z głową za klopem:
Ot nieładnie, Tomek słuchaj, łap słuchawkę, dawaj ucho.
Renia ryczy, bo Kaczory wyrąbali ją na sucho.
Ale my stąd wyciągniemy co się da, jak burżuj z nędzy.
Dla Ojczyzny, dla splendoru, a szczególnie dla pieniędzy.
Wiemy dobrze, twarde boje, to nie czas na czułe słówka.
Tam Ojczyzna, tam też splendor, gdzie szefostwo i gotówka.
My są zwarci, my gotowi, dziennikarze obcych nacji:
Możemy świat opisywać, gotowiśmy do kreacji.
Tego uczył nas Sanhedryn, Karol Marks - jak świat oceniać.
Bo nie ważne - opisywać. Chodzi o to, żeby zmieniać.
Inny duch, inny obyczaj, czas Wodnika, nowej ery,
Dwaj żołnierze obcej armii z TeVaueN 24:
Lewą marsz! Kaczorom śmierć! Wojna na górze, to nasze sny.
Inni się wczoraj nachapali, za to Teraz Kuurwa My!

3 października 2006. Leman
11:57, 14.05.2019


Maciej felietonistaMaciej felietonista

1 0

No, Leman dałeś czadu! 12:09, 14.05.2019


EmanEman

0 0

Dałem, i ch..uj! 15:15, 24.05.2019


erratorerrator

0 0

*%#)!& w tekście jest: u r w i e m y. Serwer Szalbierza wszędzie widzi albo kuurwę, albo
3,14zdę, albo ()dolenie. itp. 12:01, 14.05.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

errator biserrator bis

0 0

Następny kwiat prymitywu u Szalbierza: *%#)!& - g ł u p i e babsko. 12:03, 14.05.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

sołtys Pierdziołeksołtys Pierdziołek

0 0

Nie wiadomo, czy żyje jeszcze Noska, wielki przewodnik Szalbierza w żurnalistyce miejscowej. Dla przypomnienia jego wielkich rozważań światowych podajemy na tym forum w temacie przeznaczonym do osrrywania Lemana, jego teorie czasu i miejsca, gdzie nie urodził się ktoś ważny.
2009-12-17 17:41:13 Jezus nie urodził się w Boże Narodzenie Jezus na pewno nie urodził się 25 grudnia, choć większość chrześcijan obchodzi ten dzień jako Boże Narodzenie. Przeciwko grudniowej dacie świadczy zapis Ewangelii, który mówi, że w tym czasie "byli w tej krainie pasterze w polu czuwający i trzymający nocne straże nad stadem swoim". Tymczasem wypas owiec obejmujący dni i noce kończył się w Judei jesienią wraz z nadejściem pory deszczowej. Grudzień nie był więc miesiącem, w którym pasterze pozostawaliby wraz z owcami na otwartym polu przez noc.

A tymczasem donoszą z Nowej Zelandii, że odnaleźli w zaroślach barana, który odłączył się od stada i spędził samotnie na rozległych pastwiskach 6 lat. Był tak obrośnięty runem, że nie mógł się ruszać. Tak więc, pora nie pora, zwierzak radę sobie da. Dlatego dywagacje Noski są jak to dywagacje, ględzeniem bez sensu, nie na temat.
Zresztą zatwardziałe komuchy nie mają zdolności moralnej i odpowiedniej wiedzy aby ubogacać nas prostaczków w obrazy świata, kiedy sam nauczyciel nie wie nic.
20:09, 19.05.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Mendowatość MarkaMendowatość Marka

0 0

Blog Marka Barabasza na portalu dzienniknowy.pl
2013-01-12 11:24:46
Skaza na sędziowskich charakterach
O prokuratorze wojskowym: "Ktoś, kto dwa lata uprawiał boks musi być lekko walnięty".

"Nie wiem jak się ta baba nazywa, przyleciała tutaj przez okno na wielkimi misiu. Leciała jak strzała" - to o pani prokurator.

O byłym prezesie sądu administracyjnego: "(...) podjął próbę samobójczą. Szkoda, że nieskuteczną, w tej sytuacji byłoby łatwiej".

Wysłałem te trzy wypowiedzi znajomemu psychologowi, nie podając ani ich autora, ani nie informując pod czyim adresem zostały wypowiedziane. Następnie wysłałem nagranie audio. Do słów sędziego doszedł więc chichot koleżanek ze składu orzekającego. Gdy mój znajomy, psycholog z prawie 20-letnim doświadczeniem, usłyszał, kto wypowiedział te słowa, niełatwo mu było w to uwierzyć. Cała trójka pełni zaszczytne funkcje sędziów Sądu Okręgowego w Poznaniu i przez lata swojej pracy wydała zapewne wiele wyroków w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej.

Nie wiem, czy coś mi za to grozi, ale nie będę określał Mariusza Sygreli mianem sędziego. Nie po tym, co usłyszałem. Powiem więcej, nie widziałbym go nawet w roli sędziego piłkarskiego rozgrywek szczebla okręgowego, nie mówiąc o boksie (cytat nr 1). Dlaczego? Bo prawdziwe oblicze człowieka poznajemy po jego zachowaniu w sytuacji, gdy ten nie wie, kto go obserwuje.

Kto może w naszym kraju zostać sędzią sądów powszechnych? Jakie kryteria trzeba spełniać, by wykonywać ten szczególny zawód? Otóż trzeba mieć nieskazitelny charakter. Oczywiście sama edukacja nie jest łatwa i wiąże się z wyrzeczeniami. Należy ukończyć studia prawnicze, a następnie aplikację sędziowską z trudnym egzaminem. Podobno odsiew jest duży. A więc zostają najlepsi. Tylko pod jakim względem najlepsi? No i co z tym nieskazitelnym charakterem? Kto to sprawdza i w jaki sposób?

Sędzią zapragnął zostać nauczyciel języka polskiego szkoły we Wrześni Mariusz Sygrela. Może nie od razu sędzią, ale prawnikiem. Praca w szkole prawdopodobnie nie odpowiadała jego ambicjom osobistym. Ukończył więc zaocznie prawo, a następnie aplikację. Trzeba obiektywnie stwierdzić, że Mariusz Sygrela ma pewne predyspozycje do wykonywania zawodu sędziego - jest niewątpliwie inteligentny, komunikatywny, stanowczy, posługuje się piękną polszczyzną, co wbrew pozorom nie jest powszechnie spotykaną cechą wśród sędziów. Jest też, jak sądzę, osobą o twardym charakterze. Panuje na sali sądowej niepodzielnie. Lubi pouczać. Co bardziej niezdecydowanego świadka potrafi obdarzyć złowrogim spojrzeniem znad okularów, a jak to nie pomoże, to posłać w jego kierunku zestaw mocno dyscyplinujących słów. Gładko ogolona głowa potęguje wrażenie. Myślę, że on bardzo lubi swoją pracę. Nie mam wątpliwości, że chce uchodzić za twardziela, za wszelką cenę wzbudzać respekt, niezależnie od tego, czy uzasadniają to okoliczności.

Sygrela podczas przerwy w rozprawie: "Trzeba na nich z ryjem, żeby wiedzieli, że się denerwujemy" - to pewnie pod adresem świadków lub stron procesu.

Rzeczywiście Mariusz Sygrela nie szczędzi "ryja" na sali sądowej. Dowiódł tego wielokrotnie. Pamiętam jak niewybrednie zjechał mojego redakcyjnego kolegę i byłego szefa, Zbyszka Noskę, który trochę wiercił się na ławce dla publiczności. Dla Sygreli nie miało znaczenia, że facet mógłby być jego ojcem, że należy mu się szacunek choćby z racji wieku. On po prostu nie szanuje ludzi. Więcej - on gardzi ludźmi...

"Tych cywilistów jest tam jak psów, a nas jest trzech karnych" - to bez cienia wątpliwości pod adresem sędziów wydziału cywilnego poznańskiego sądu. Nie są to tylko niesmaczne żarty, czy brak przyzwoitości. W ustach osoby wydającej wyroki w imieniu Państwa Polskiego to drwina, szyderstwo i pogarda dla innych ludzi. Sędzia nie ma prawa tak się wypowiadać w żadnej sytuacji. I nie chodzi tu tylko o aspekt moralny. Tu chodzi o to, że sędzia musi mieć bezwzględnie nieskazitelny charakter. A pan Sygrela najwyraźniej takiego charakteru nie posiada. Może sobie zgrywać twardego arbitra, pryncypialnego inkwizytora, ale nagrania pokazały, że to tylko maska, którą rzuca w kąt, gdy strony procesu wychodzą z sali.

Mariusz Sygrela chciał zapewne zaimponować swoim dwóm koleżankom ze składu orzekającego. Gdy wypowiadał zacytowane słowa, słyszały je tylko te dwie panie. Żadna z nich w żadnym momencie nie zaprotestowała. Nie padła nawet delikatna uwaga w stylu: "Mariusz przestań", "daj spokój", "nie wypada", etc. Wręcz przeciwnie, panie dobrze się bawiły rozweselane co rusz przez swojego kolegę. Cała trójka nie miała pojęcia, że za jakiś czas będzie mógł usłyszeć to każdy. Ale w żadnym stopniu ich to nie usprawiedliwia. Teraz muszą wysilić głowy, by wytłumaczyć się z tego przed prezesem sądu.

Zakładam, że prezes nie łyknie wykrętów w stylu, że była to prywatna rozmowa, *%#)!& żarty, itp. Tego typu tłumaczenia nie mogą przejść, bo na takie żarty może sobie pozwolić źle wychowany nastolatek, który po kilku piwach, albo na dopalaczach, nie potrafi w inny sposób błysnąć w mało wymagającym towarzystwie.

Jak potoczy się dalej kariera Mariusza Sygreli? Czy czeka go postępowanie dyscyplinarne? Czy zostanie odsunięty od procesu? Tak się stało w przypadku prokuratora Kiełka, który jednak, co warto podkreślić, dopuścił się raczej nadużyć formalnych niż moralnych. Zresztą od prokuratorów nie wymaga się aż tak krystalicznej postawy, jak od sędziów.

Póki co wydaje się, że Mariusz Sygrela ma zamkniętą drogę do awansu. Przynajmniej na kilka lat, bo sprawa przyschnie raczej nieprędko. Zresztą niewiadomo co będzie po ujawnieniu kolejnych nagrań. Słyszałem, że są już w rękach ekspertów od potwierdzania ich autentyczności i że są o wiele "mocniejsze" niż to, co do tej pory ujrzało światło dzienne.

Całkiem możliwe, że dziś sędziowska trójka zastanawia się nad tym, co jeszcze każde z nich chlapnęło podczas przerw w rozprawach. Mają więc panie sędziny i pan Sygrela w długie zimowe wieczory o czym myśleć...

Marek Barabasz
http://dzienniknowy.pl/blog/pokaz/1346.dhtml 12:04, 20.05.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

lmlm

1 0

Tu sędzia Sygrela miał rację mówiąc o pani prokurator: "Nie wiem jak się ta baba nazywa, przyleciała tutaj przez okno na wielkimi misiu. Leciała jak strzała".
W pewnej fazie sprawy 445/08 nastąpiły niezrozumiałe dla postępowania zagwozdki organizacyjno-logistyczne. Prokurator z Warszawy, referent, nie otrzymywał zawiadomień o kolejnych rozprawach. Żeby sprawa mogła się toczyć, prokurator musi być. Dlatego delegowano na łapu - capu prokuratora miejscowego z Poznania doraźnego, niezorientowanego, żeby tylko był i przytakiwał albo zgadzał się z czymś, o czym nie miał pojęcia. Sygrela natomiast był zainteresowany obecnością kompetentnej osoby, a nie figuranta. Dlatego z tej wypowiedzi można wyczuć nutę zawodu, że ktoś czuwa, aby Stokłosa znowu spał spokojnie jak Furuja z filmu "Zły śpi spokojnie". Barabasz jako wierny samuraj nie chciałby zostać roninem i pisze podłe teksty pod dyktando dyktatora. 20:55, 23.05.2019


Dżekson i wannaDżekson i wanna

1 0

Szalbierz jako redaktor naczelny Tygodnika Nowego opublikował w tygodniku dane osobowe prywatnego obywatela informując publikę czytającą prasę lokalną pilskiego grajdołu o nowościach. Doniósł, że ten obywatel zmienił dane personalne, co jest niesprzeczne z prawem (ustawa z dnia 15 listopada 1956 r. o zmianie imion i nazwisk - Dz. U. Nr 56, poz. 254).
Mając na uwadze tragikomiczne, wywołujące negatywne wrażenia brzmienie nazwiska Szalbierz, proponujemy aby i on skorzystał z dobrodziejstwa ustawy i zmienił, choćby na: Flaszkowski, Piwowczyk, Winiarski, Wódziński, Kacperski, lub dowolne inne. 15:57, 23.05.2019

Odpowiedzi:3
Odpowiedz

Toruń - IławaToruń - Iława

1 0

Mając w pamięci wędrówkę po piwo do wiejskiego sklepu w pół drogi, może by zmienił na Dżony Wędrowniczek, w konwencji łiskaczy Johnny Walker? 20:43, 23.05.2019


wódko, pozwól żyć!wódko, pozwól żyć!

0 0

I wszystko qquurwa wychlali chłopi, robole, gumisie. Nic nie zostało dla Mariusza, co cierpiał po łiskaczu 3 litry z kumplem w pół drogi. 15:11, 24.05.2019


CzosnekCzosnek

0 0

qquurwa - zalatuje Michnikiem. 15:13, 24.05.2019


Minion żydowskiMinion żydowski

0 0

Charakterystycznym przejawem funkcjonowania lupanarów był i jest podział ról społecznych, aby każdy mógł coś uściebutać dla siebie. I tak, Turas robi robotę odtylcową a matka redaktora stoi przy wyjściu z ochroniarzem XXXL wyciągając rękę po 20 zeta zgodnie z cennikiem najniższej kategorii. Turas bierze mnie od tyłu, a matka brała po 20 zeta. Turas po robocie wybiera spod glans penis porcje kupy. Jest to źródło skatolu, który dodawany w małych ilościach do perfum wzmacnia ich zapach. Jest to zjawisko synergii. Faktycznie odrażający smród kupy zawdzięcza kupa skatolowi. A Turas jeszcze zarabia na dobrym wyskrobku kupy ze skatolem spod glans penis, bo u Turasa z napletkiem chu...jowo. 15:07, 24.05.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

nieznanynieznany

0 0

Dobre.... 15:08, 24.05.2019


antropologia antropologia

0 0

Zięć redaktora na zdjęciu - zamieszczonym na fejsbuku 17 marca 2015 roku - przedstawiającym scenkę rodzajową, ma cerę wyjątkowo pasującą do tureckiego odłamu populacji światowej. Nos posiada on wybitnie haczykowaty jakby turecko-żydowski. 22:21, 14.06.2019


Monia989Monia989

0 0

Cześć Panowie :), chciałabym tą drogą poznać fajnego faceta na resztę życia.Ja 25 letnia szczupła blondynka po nieudanym związku,wiek nie gra roli, jesteś samotny ? Napisz do mnie na portalu :

http://randkierodate.pl/monika898 09:07, 31.05.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

ElektronElektron

0 0

Wstąpiłem do sklepu z akcesoriami do komputerów. Zauważyłem, że jest szeroka oferta różnych wiatraków - wentylatorów, które mogą pewnie być użyteczne do napędu odbytniczego wałka osadczego, co postulował ktoś z szerokiego kręgu rodzinnego i towarzyskiego zgromadzonego wokół komputera redakcyjnego o adresie IP 77.45.84.46. 21:49, 01.06.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

pozytonpozyton

0 0

Czy ten adres IP został przydzielony do komputera redakcji portalu i miesięcznika faktypilskie.pl?
Podobno spółka córka Asty, firma Emtel to zainstalowała. 21:53, 01.06.2019


Jacek vel RobertJacek vel Robert

1 1

Ale mnie turecki "żon" wygrzmocił! 21:00, 06.06.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

NYC paradeNYC parade

1 0

Jańcio przykurczu, Krecho 20 zł - fatery moje - z dópy mi sie jeszcze kopci, tak mnie turek dosiadł! 21:22, 14.06.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

przykurcz prąciaprzykurcz prącia

0 0

Dlaczegóż to Jańcio jest przykurcz? W tej sprawie powinien się wypowiedzieć znawca filmu polskiego, felietonista Maciej Szalbierz. Bo ogólnie wiadomo, że Franciszek Pieczka zagrał rolę Jańcio Wodnika, ale nie było objawów przykurczów, jak bywa u odmóżdżonych alkoholików, ochlapusów utleniających EtOH do zaćmienia. 20:10, 17.06.2019


margines marginesumargines marginesu

0 1

Zdradzony o świcie
Czwartek, 12 Kwiecień 2012 18:08

Odwiedziłem kolegę-muzyka, który wybudował sobie wiejski domek mniej więcej w połowie drogi między Toruniem a Iławą. Posiedzieliśmy do późnej nocy gawędząc przy pokaźnej butli Jacka Danielsa (3 l).

Bardzo wczesnym rankiem postanowiłem zrobić sobie spacer do najbliższej stacji kolejowej – pięć kilometrów przez las, pole i dwie wioski. W drugiej wsi wszedłem do sklepu po piwo. „Wypili wszystko, a nowa dostawa jeszcze nie dotarła. Uwierzy pan, że nie ostała się nawet jedna puszka ani butelka?” – tłumaczyła nieco zakłopotana ekspedientka.
W ten oto sposób zostałem zdradzony o świcie. Też 10 kwietnia, tyle że dwa lata później i przez dostawcę piwa.
Mariusz Szalbierz faktypilskie
http://www.faktypilskie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=9874:zdradzony-o-wicie&catid=54:felietony&Itemid=95


Flaszątko
Czwartek, 02 Sierpień 2012 09:56
Załóżmy taki scenariusz: jest impreza gdzieś na Zamościu, kończy się wódka i jako domownik lecę po jeszcze jedną połóweczkę. Na przykład do sklepu na Witosa.

Kiedy dłuższy czas nie wracam, zaniepokojeni biesiadnicy idą moim śladem. Znajdują mnie na bulwarach nad Gwdą. Leżę na ziemi i zamiast flaszki mam guza na głowie. Ocknąwszy się opowiadam, że ktoś zaszedł mnie od tyłu, trzasnął w łeb i ukradł reklamówkę z butelką. Brak wytęsknionego towaru rodzi sytuację stresową, więc ktoś dzwoni z informacją o nieszczęściu do lokalnej kablówki. Na miejsce tragedii przyjeżdża – dajmy na to – ekipa TV Asta.

- Czy wiecie, co to znaczy stracić ukochaną butelkę?– ryczę do kamery wycelowanej we mnie przez kolegę Kazia, a mój szloch jest transmitowany na pół Piły i jedną trzecią powiatu, także w wersji HD.

Mieszkańcy bliższych i dalszych dzielnic spontanicznie ruszają na poszukiwania. Na mieście - łącznie ze słupami ogłoszeniowymi Regionalnego Centrum Kultury - Fabryka Emocji - pojawiają się zdjęcia mojej zaginionej półlitrówki.

- Obiecuję, że temu, kto ukradł, nic się nie stanie. Jeszcze nawet mu zapłacę. Tylko niech odda mi moje flaszątko!!! – apeluję za pośrednictwem kamery kolegi Kazia.

Mojej butelki szuka już cała Piła: ludzie rozpierzchli się na rzeką, w parku, po zaułkach. Tylko jeden ciemny typ cały czas węszy blisko mnie, jakby nie miał do przeczesania przeszło stu kilometrów kwadratowych miasta, w tym 53 kilometrów lasów. W końcu bierze mnie na stronę i pyta, czy to przez próg, czy przez reklamówkę. Dla pewności odpowiadam, że przez jedno i drugie. A więc: wyrżnąłem się o próg, a flaszątko wypadło mi z reklamówki, bo folia była śliska.

Znów staję przed kamerą kolegi Kazia: - Przepraszam wszystkich, tak mi się jakoś skłamało – komunikuję przed połową Piły i jedną trzecią powiatu.

Aby złagodzić ból po stracie flaszątka, idę do kina na horror. Wieczorem siadam przy komputerze. Piszą już o mnie wszyscy (nawet fajnie wyszedłem na zdjęciach). Większość jednak, że z tą moją wersją o przyczynach destrukcji flaszątka coś jest nie tak. Że może jednak było zupełnie inaczej. Na przykład flaszątkiem trzasnąłem o próg specjalnie. A może nawet ukręciłem mu szyjkę. I że zakłamany jestem na wskroś.

A mnie przecież flaszątka naprawdę jest serdecznie żal! Nawet pogrzebik mu urządziłem, by innych tym nie kłopotać. A tylko kopidołek wie, jaka to mordęga grzebać samemu w ziemi przy tak okrutnym mrozie.

Mariusz Szalbierz
http://www.faktypilskie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=10842:flasztko&catid=54:felietony&Itemid=95




2006-01-25 09:32:27 Gumowe ucho IP: 83.16.217.54
W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54. W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54. I tak: 1). 4 stycznia 2006 o godz. 16:40:27 Janusz Lemanowicz wystąpił na stronie internetowej TN jako Janusz Lemanowicz, zarzucając nam podanie we wspomnianym artykule nieprawdy. Dwa tygodnie temu dowiedliśmy, że to nie my w swoim tekście, a właśnie J. L. w komentarzu do niego dopuścił się bezwstydnej manipulacji.
http://dzienniknowy.pl/aktualnosci/pokaz/1633.dhtml

2006-03-01 11:14:45 Szczęściarze
Redakcja rozdaje nagrody. 3.500 złotych trafiło do trójki szczęściarzy, uczestników konkursu TN „Kameleon 2005”. Jakiś czas temu redakcja TN ogłosiła konkurs pod nazwa „Kameleon 2005”. Czytelnicy wybierali w nim osobę, która – ich zdaniem – charakteryzuje się dużą zmiennością poglądów, postaw czy działań i do złudzenia przypomina w tym stworzenie zwane kameleonem. Po rozstrzygnięciu konkursu wśród czytelników rozlosowano trzy cenne nagrody w bonach towarowych do sieci sklepów PPH Farmutil. Nagroda główna o wartości 2000 złotych trafiła do Doroty Bujkiewicz z Lipki. Nagrodę drugą – 1000 złotych wylosowała Teresa Dąbrowska z Drawska. Trzecia zaś – 500 złotych – trafiła do Ignacego Iwińskiego z Hutki. Nagroda główna – 2000 złotych Dorota Bujkiewicz jest zaskoczona: - Ja i nagroda główna? Niemożliwe. A jednak. Dwa tysiące w bonach towarowych trafiło do Lipki, na stół pani Doroty. Dorota Bujkiewicz od 21 lat pracuje w zawodzie nauczycielskim. W szkole w Lipce jest wychowawczynią w zespole edukacyjno-terapeutycznym, pracuje z dziećmi o specyficznych potrzebach edukacyjnych. Ma w klasie siedmioro uczniów, do dwójki dojeżdża na nauczanie indywidualne. Pochodzi z Okonka. Kilka lat mieszkała w Potulicach Starych, a ostatnie 12 lat w Lipce. Ma dwoje dzieci, mąż pracuje w starostwie. Dorota Bujkiewicz kwituje odbiór nagrody i siada przy rozłożystym fikusie: - Jestem tak zaskoczona i zszokowana, że po prostu nie wiem, co powiedzieć. Tyle pieniędzy, taki fart. Wprost niewiarygodne. TN kupuję systematycznie co tydzień od przynajmniej sześciu lat. Lubię go, bo u was wszystkiego po trochu. Przeczytam, a później gram. Ale nigdy nie wygrałam tak dużo. Może znajomi mają rację, kiedy mówią, że mam szczęście? Właśnie rozpoczęliśmy remont, córka jest na studiach, a wiadomo, nikomu dziś się nie przelewa. Te pieniądze spadły nam jak z nieba. więcej w TN PS Wszystkim nagrodzonym właściciele TN i redakcja serdecznie gratulują i życzą, by szczęście nigdy ich nie opuszczało – tak w życiu, jak i w konkursach TN.
http://dzienniknowy.pl/aktualnosci/pokaz/1816.dhtml

2006-03-08 10:59:10 "Kameleon"’ przechodni
Mimo naszego publicznego zaproszenia, Janusz Lemanowicz, laureat konkursu ,,Kameleon’ 2005’’, nie zgłosił się do redakcji po odbiór okolicznościowej statuetki. Odczekawszy zatem w ubiegły czwartek studencki kwadrans, zwołaliśmy w trybie nadzwyczajnym kolegium redakcyjne, aby zadecydować o dalszym losie nagrody. Około połowy drugiej flaszki wykrystalizowały się w tym temacie dwie koncepcje. Wedle pierwszej, forsowanej przez red. Annę Czaplę, ,,Kameleon’’ miałby trafić na aukcję w Radiu ,,100’’, a uzyskane tym sposobem pieniądze przeznaczone byłyby na urozmaicenie diety kameleonów jemeńskich (Chamaeleo calyptratus), zamieszkujących stare ZOO w Poznaniu. Zwolennicy drugiej opcji chcieli pójść na łatwiznę i wysłać statuetkę pocztą, napotkali jednak na sprzeciw naszej bardzo skrupulatnej księgowej, która przypomniała, że odbiór każdej zakupionej przez redakcję nagrody musi zostać potwierdzony na stosownym kwicie. Negocjacyjny pas przerwała dopiero zmiana popitki na sok grejpfrutowy. Okazało się, że specyficzna aromatyczna goryczka zadziała odświeżająco także na nasze umysły, albowiem teraz już bardzo szybko - i to zdecydowaną większością głosów - postanowiliśmy o przekształceniu ,,Kameleona’’ w nagrodę przechodnią. Stara to prawda, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jakby nie było, zaoszczędziliśmy na Lemanowiczu stówę z hakiem. Nie licząc kawy, ciastek, lampki koniaku i symbolicznego terrarium na ewentualną przyszłą gametę naszego laureata.
http://dzienniknowy.pl/aktualnosci/pokaz/1853.dhtml

2006-02-01 13:37:05 Rachmistrz linijeczek
Ot, i zarwałem noc Januszowi Lemanowiczowi, potocznie zwanemu Mężem Swojej Żony (w skrócie: MSŻ). Lemanowicz, stały dyskutant internetowego forum Interakty-wna Piła, gdzie udziela się pod ksywą ,,Bakutilek’’, przysiadł dziarsko na gruczole krokowym wraz przyległościami i po drugiej w nocy zajął się moim ubiegło-tygodniowym felietonem. Oj, musiała Lemanowicza moja propozycja zgłoszenia go do konkursu na ,,Kameleona’’ nielicho przycisnąć, co tylko utwierdza mnie w słuszności wytypowanej kandydatury. Reakcję Lemanowicza jednak po części – mimo, jak twierdzi MSŻ, mojego jednocyfrowego IQ – rozumiem: chłop sam wpuścił się w maliny, występując w Internecie pod 13 postaciami (w tym nawet kilkoma ze sobą polemizującymi), posługując się jednym i tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.5 (notabene: ,,czwóreczkę’’ po właściwym adresie dodaliśmy tylko dla wyczucia czujności MSŻ) i teraz nie pozostało mu nic innego, jak tylko nadrabiać miną. W jego ,,polemice’’, zwartej konstrukcyjnie jak flaki z olejem, rozbawiła mnie jednak zupełnie inna rzecz. Otóż Lemanowicz zabrnął w przeświadczeniu o unikalności swej osoby tak daleko (pisze zresztą o sobie: ,,Jedno, co jest prawdziwe w wypowiedzi felietonisty (czyli mojej – M.Sz.) i co potwierdzam z całą stanowczością, to niezwykłość gamety, co się przełożyło na niezwykłość mojej osobowości niepospolitej, z górnej półki’’), iż uznał, że moje pisanie o nim (i red. Kunickiej także) uprawiamy li tylko dla wierszówki. W tym miejscu Mąż Swojej Żony wyliczył nawet skrupulatnie, że raz poświęciłem mu 46 ,,linijeczek’’, innym razem 143, a jeszcze innym 123 ,,linijeczki’’ felietonu, przy okazji nadmieniając, iż za każdym razem mój tekst był ,,nijaki, podły, mdły i niepoważny’’. Konkluzja ,,Bakutilka’’ jest taka, cytat: ,,istnienie osoby Janusza Lemanowicza zapewnia wierszówkowe powodzenie i szansę przetrwania miłośnikowi dup wszelkiej maści Mariuszowi Szalbierzowi’’. Panie Bakutilku, Gumowe Ucho, Agnieszko S., Zwolniony z Farmutilu, Obserwatorze z Osiedla, Młody Wolontariuszu – i jak tam dalej, Wolf na Pana szczekał, muszę Pana zmartwić. Otóż system wynagradzania w Tygodniku Nowym (i w wielu gazetach również) nie jest uzależniony od ilości napisanych tekstów. Ergo: poświęcając Panu ,,linijeczki’’ nie zapewniam sobie ,,wierszówkowego powodzenia’’, ani ,,szansy przetrwania’’. Zdradzę więcej: mogę leżeć – tu posłużę się Pana wykwintną stylistyką – do góry dupą, a nie jak Pan, przysiadać na swojej późnonocną porą, i w sensie finansowym nic mi nie ubywa. Pozostałym dziennikarzom TN zresztą też. I znów się Pan, Panie Lemanowicz, ,,linijeczkowo’’ naprodukował, umysłowo napocił, ludzi chamskim wypocinami naobrażał, o uciążliwościach związanych z nocnym uciskiem na wiadomy gruczoł nie wspominam – i cały misterny wywód po raz kolejny o kant kloaki rozbić! Moja darmowa rada: skoro nocne myślenie tak wyjątkowo Panu nie służy, idź Pan już lepiej kimać. PS Panie ,,Bakutilek’’, jeszcze prośba: daj Pan, z łaski swojej, przy okazji znać, ile linijek tym razem wymodziłem, bo osobiście nie opłaca mi się liczyć.
http://dzienniknowy.pl/aktualnosci/pokaz/1682.dhtml




Mariusz Szalbierz
Na marginesie
Specjalnie piszę na marginesie, albowiem jest to zbyt mały skrawek gazety, by moja twórczość mogła się spotkać z tyłkami moich antagonistów.
http://dzienniknowy.pl/strony/21.dhtml

22:54, 14.06.2019

Odpowiedzi:3
Odpowiedz

Seba C.Seba C.

0 0

Cytat z Szalbierza: "PS Panie ,,Bakutilek’’, jeszcze prośba: daj Pan, z łaski swojej, przy okazji znać, ile linijek tym razem wymodziłem, bo osobiście nie opłaca mi się liczyć.
http://dzienniknowy.pl/aktualnosci/pokaz/1682.dhtml

Ta suplika Szalbierza o policzenie wynika z jego nieumiejętności liczenia. Kiedy Szalbierz skraca ułamek zwykły 20/80 i wychodzi mu 1/5, to o czym tu rozmawiać, liczyć, rachować?

18:16, 27.06.2019


hydraulik z żabkąhydraulik z żabką

0 0

W takim bądź razie klasyfikacja Mariusza do ścieku śmieciowego dziennikarstwa jest właściwa. 18:18, 27.06.2019


:):)

0 0

wpis hejtera lemanowica przeniesiony do bluzgów 19:50, 01.07.2019


JanuszhejtJanuszhejt

1 0

a taka była ku rwa wolontariatka 21:52, 25.06.2019

Odpowiedzi:4
Odpowiedz

WielepWielep

0 0

Istnieje możliwość weryfikacji, o ile by tu szło o Stowarzyszenie Hospicjum Piła (SHP 1993 - 2007), wpisane na listę honorową zasłużonych dla miasta organizacji obywatelskich. Jeszcze w latach 90-tych był na terenie pilskiego środowiska dziennikarskiego wrażliwy redaktor Mariusz Szalbierz, który pisywał łzawe teksty pochwalne szczególnie podkreślając heroiczną postawę wolontariuszy, ochotników działających w SHP przez całe lata za dziękuję. Ta sytuacja zadziwień znikła, gdy okazało się, że szefowa SHP jest jednocześnie sekretarzem Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej i pierwszą wolontariuszką powołanego przez profesora Zolla "Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej". Nastąpił wybór drogi przez Mariusza dla komfortu leżenia do góry duupą. Ten ciąg kryminalnych wpisów jest konsekwencją inspirowanych przez dzienniknowy.pl, faktypilskie.pl działań znieważających ludzi, których po 12 latach od zakończenia działalności pomawia się w imię zasady: i co nam zrobicie!
Tu właśnie mógłby się wypowiedzieć sam Mariusz Szalbierz. 22:31, 26.06.2019


WątpliwościomierzWątpliwościomierz

0 0

On się nie wypowie. Podobnie nie wypowiedział się w sprawie wiatraka odbytowego z wałem osadczym, chociaż brutalny tekst wyszedł z redakcyjnego komputera wydawnictwa medialnego faktypilskie.pl IP 77.45.84.46. Ktoś się jednak wypowiedział. 18:09, 27.06.2019


WiegorzWiegorz

0 0

Ciekawe, co na to wolontariusze SHP? 18:10, 27.06.2019


OdkrycieOdkrycie

0 0

Czy to Mariusz Szalbierz odkrył na łamach swojego portalu faktypilskie.pl, że dwóch facetów idących obok siebie po ulicy, to pedreaści, geje, pedały, zboki? Bo tak nam się wydaje po lekturze z sierpnia 2013 roku. Mariusz Szalbierz zaproponował wtedy ludności miasta Piły, aby zorganizowali przemarsz, tak zwaną paradę dumy gejowskiej i lesbijskiej. O trans- i bis- , rozkraczewskich queerach, braminkach i gruzinkach, rosówkach i szantrapach nawet nie wspomnimy. Ustalił też datę tej orgii określonej niedwuznacznie jako "Lipcowe Rżnięcie w Pile" na dzień 18 lipca 2014 roku. Podał do publicznej wiadomości, że zaistniał, za jego staraniem, kontakt z pedałami pochodzenia pilskiego, mieszkających w Nowym Yorku. 18 lipca 2014 roku we wczesnych godzinach popołudniowych widziano Mariusza Szalbierza, przeżywającego gorycz kompletnej klapy jego inicjatywy. Siedział duupą do dołu - tym razem - na przystanku autobusowym komunikacji miejskiej przy ulicy, która nosiła kiedyś imię pederasty Karola Marksa, ze zwisłym nosem. Pewnie analizował przyczynę klęski organizacyjnej. Ale kiedy się przebywa w pozycji do góry duupą, można liczyć tylko na dechę Komorowskiego albo zaganiacza Biedronia w kompanii z Krzyśkiem. 21:01, 27.06.2019


MotylewskaMotylewska

0 0

Produkuje się tu stary hejter lemanowic o aparycji opasłego wieprza i mentalności lumpa. Jego po prostu trzeba przeczekać. Wielu chętnych postawi potem z radością ciepły klocek w miejscu gdzie go zakopią 19:41, 01.07.2019

Odpowiedzi:2
Odpowiedz

ortograf gramotnyortograf gramotny

0 0

jeśli sie roschodzi o tom aparycje przebija starego hejtera lemanowica zbigniew noska starszy jeszcze spaslak pszezytek komuny na dodatek posiadajacy koslawe giry, co jemu pozostalo po okresie dziecinstwa, bo musial byc otyly do obzydliwosci. 12:19, 02.07.2019


infoinfo

0 0

lemanowic, jeśli przyjmiemy pomyłkę w nazwisku i faktycznie chodzi o Lemanowicz, to on jako warszawiak będzie sobie spoczywał na Powązkach w alei zasłużonych.

Na marginesie imienia Szalbierza podajemy okoliczność, że starosta pilski ma obecnie aparycję rozdętego buhaja. Sam Szalbierz - według jego zdjęcia na portalu faktypilskie.pl - wygląda na zwiędłego bakłażana, możliwe, że jest chory na coś przenoszone drogą... 12:43, 02.07.2019


errator mnogierrator mnogi

0 0

2006-03-08 10:59:10 "Kameleon"’ przechodni
Mimo naszego publicznego zaproszenia, Janusz Lemanowicz, laureat konkursu ,,Kameleon’ 2005’’, nie zgłosił się do redakcji po odbiór okolicznościowej statuetki.

Zaprezentowany wyżej urywek większej całości zawiera błąd, który tą drogą pragniemy naprawić. Powinno być: Mimo naszego zaproszenia do domu publicznego* przy ulicy Roosevelta, Janusz Lemanowicz, laureat konkursu ,,Kameleon’2005’’, nie zgłosił się do redakcji po odbiór okolicznościowej statuetki.
_____________________
*dom publiczny - lupanar, burdel, agencja towarzyska.
W czerwcu 1976 Bronisław Frankowski jako przewodniczący ZW ZSMP w Pile na wiecu poparcia dla podwyżek cen i Piotra Jaroszewicza użył określenia "domy publiczne" dla poinformowania wiecuących o atakach e Ursusie i Radomiu na urzędy. To się zgadzało w rzeczywistością bo PRL to był jeden wielki burdel. 12:35, 02.07.2019

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

wawelewawele

1 0

narkotyki, pedalstwo, hejtowanie i wyciąganie kasy od umierających 12:58, 13.07.2019

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

wąchock pcimskiwąchock pcimski

0 0

wawele - Byłą taka grupa muzyczna a wcześniej papierosy z ustnikiem dłuższym niż sam papieros właściwy. 19:33, 14.07.2019


REKLAMA
© faktypilskie.pl | Prawa zastrzeżone