Zamknij

Maria Cichoń: "Uparta miłość" (1)

Maria Cichoń 10:47, 03.03.2026 Aktualizacja: 10:55, 03.03.2026
2 Maria Cichoń: "Uparta miłość" (1) fot. freepik

Oto czekająca na wydawcę powieść Marii Cichoń "Uparta miłość", opisująca dzieje rodziny w latach 1945-2000. Akcja toczy się także w Pile i okolicy.

Rozdział 1

Ach, życie, życie, jak ty nas rzeźbisz, jak po kawałku skrawasz – choć to przecież boli. A wszystko po to, byśmy stanęli kiedyś przed Stwórcą doskonale piękni i świecili tam pełnym blaskiem.

Tacy właśnie piękni, ukształtowani przez ciernie życia, byli Mirosława i Adam Zalewscy. Absolutnie się nie wybierają na tamtą stronę, cieszą się doskonałym zdrowiem, ludzką przychylnością i bożą przyjaźnią. Są jak te piękne wysokie drzewa wśród innych pękatych i powykrzywianych.

Dla Mirki najściślejszą Ojczyzną, ukochaną krainą dzieciństwa i młodości, zawsze będzie mały PGR w okolicach Szczecinka.

Tam osiedlili się jej rodzice po wojnie, gdy na Ziemie Odzyskane ciągnęły tysiące takich, co gdzie indziej nie mieli miejsca.

Właściwie to najpierw osiadł tam sam ojciec – Piotr Lis. Mama mieszkała jeszcze w Białośliwiu, a ślub był w sferze marzeń i pragnień.

Rodzinę Piotra wywieziono na roboty do Niemiec. Najpierw trafił tam ojciec, następnym transportem wyjechał Piotr z matką. Najmłodsza siostra - Rozalia - została, zaopiekowała się nią sąsiadka, ale i oni po roku zostali wywiezieni.

Nadszedł upragniony koniec wojny. Oblepione ludźmi pociągi jechały do Polski.

Wiozły tysiące młodych i starych, wesołych i ledwo żywych. Takim przeładowanym pociągiem wracał też do kraju Piotr z matką. Marzyli, by wrócić do swego domu, swoich stron – do malej wioski koło Pabianic, ale transport szedł na północ.

W pogodną lipcową noc pociąg miał dłuższy postój w Pile; strażnicy w wojskowych mundurach chodzili wzdłuż wagonów i krzyczeli, że kto chce może wysiadać.

Matka od dawna chorowała na nerki. W pociągu opuchła, nie mogła chodzić – na co było czekać? Piotr wyniósł tobołki, ludzie pomogli wysiąść matce.

Po trzech latach poniewierki, katorżniczej pracy, byli wolni, byli w swoim kraju! Na Koszycach znaleźli puste, nie bardzo obrabowane mieszkanie. Mieli zapas amerykańskich puszek i sucharów, a w sadach zaczynały dojrzewać papierówki. Tak bardzo chciało się żyć!

Tymczasem z matką było coraz gorzej. Piotr znalazł staruszka – niemieckiego lekarza, ten dał jakieś leki, zalecił też dietę opartą na mleku i warzywach. .Piotr, szukając tych produktów, często zapuszczał się na targowisko; wszystko tam można było kupić, tylko nie było za co.

Dogadał się z pewną energiczną handlarką, że odrobi – tak trafił do Białośliwia. Mąż tej pani, ranny w kampanii wrześniowej, przeżył wojnę, lecz teraz dogorywał w szpitalu. Ziemi było sporo, a do roboty tylko syn Józef i córka Lucyna.

Piotr pracował za żywność dla siebie i matki. Niestety ta najlepsza z matek, jedyna przyjaciółka, zmarła na początku października. Z Czerwonego Krzyża też były złe wiadomości – poszukiwanego ojca i siostry Rozalii nie udało się odnaleźć; czyli prawdopodobnie nie przeżyli.

Osierocony młodzieniec przystał do rodziny Bondosów, pracował do wiosny za wikt i opierunek; może szukałby czegoś innego, ale oczy i serce ciągnęła Lusia. A i on nie był jej obojętny.

Matka dziewczyny jednakże nie była rada rodzącemu się uczuciu, głównie dlatego, że parobek chudł w oczach, a z takiego na gospodarce pożytku nie ma. Jakoż faktycznie – wiosną to nie tylko pożytku nie było, ale trzeba było koło niego chodzić, gdyż rozchorował się na dobre. Diagnoza przygniotła i jego i ukochaną do ziemi: gruźlica!

Rad nierad musiał wyjechać na pół roku, by się leczyć. Nie bardzo wierzył, że Lucyna będzie na niego czekać, modlił się o to gorąco – lecz po kuracji jechał do Bondosów z duszą na ramieniu,

Nie przewidział, że w rodzinie tej, w czasie tego czasu, zajdzie aż tyle zmian.

Po śmierci męża Bondosowa nie bawiła się w żadne ceregiele, tylko wzięła sobie młodego chłopa, żeby miał kto pole obrabiać. Syn Józef uznał, że skoro jest w domu gospodarz, to on jest zbędny i wyjechał do Poznania, gdzie można było znaleźć zatrudnienie , no i ładną, miastową dziewczynę.

Lusia oczy wypłakiwała za ukochanym. I rzecz dziwna – mama teraz nie miała nic przeciw ewentualnemu związkowi. A zmiana frontu nastąpiła po tym, jak spostrzegła, że jej Zyguś dziwnym okiem spogląda na pasierbicę. Przyjechał niby tylko po parę nędznych rzeczy, jakie zostawił. O, jakże go obie witały!

- Żeby przez tyle czasu, słowa nie napisać, kto to słyszał! – utyskiwała niby matka skacząc koło gościa.

- A ta co się nabeczała, nawyglądała... I co teraz myśli robić, gdzie zamieszkać? – pytała nie zważając na znaki dawane przez córkę, żeby dała gościowi spokój.

- W szpitalu poznałem starszego, dobrego człowieka, namawiał mnie, żebym przyjechał do takiego majątku koło Szczecinka. Jest robota i mieszkania, jakie chcesz – odrzekł Piotr posilając się po podróży.

- E tam! Tak na łapu capu nie ma co wyjeżdżać, przecież u nas też i robota jest i pomieszkać jest gdzie. Pobędzie, odpocznie, namyśli się i wtedy coś postanowi. Przecież zaraz Wielkanoc, gdzie będzie jechał, jak samemu, wśród obcych świętować? – przemawiała mama Piotrowi do rozumu. A jej nowy mąż - Zygmunt Miłorząb, tylko kiwał głową, gdyż z natury był małomówny.

- Piotr niby gotowy był do wyjazdu, lecz wciąż coś stawało na przeszkodzie; najpierw święta, później pilne prace w polu, następnie sianokosy, żniwa – i tak zeszło do jesieni. A na zimę gdzie się pchać?

- Znów nadeszła wiosna i pewność, że nikt tylko Lucyna, na całe życie i postanowienie, żeby iść na swoje.

W piękną, kwietniową niedzielę młodzi wybrali się na daleki spacer. Pod lasem znaleźli pierwsze fiołki. Piotr narwał cały pęczek – ukląkł przed wybranką swego serca i zapytał: -Chcesz być moją żoną? – A ona zamiast odpowiedzi rozpłakała się i obsypała jego twarz pocałunkami. Latem wzięli ślub i wyjechali na swoje, czyli do tego zarekomendowanego majątku.

(Maria Cichoń)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

♥️♥️

0 1

Życzymy dużo miłości

13:03, 03.03.2026
Wyświetl odpowiedzi:1
Odpowiedz

dr. housedr. house

1 0

Dlaczego pisowski pajacu piszesz w liczbie mnogiej? Masz jakieś zaburzenia i rozdwojenie jaźni? Leczysz się na łeb gdzieś?

13:46, 03.03.2026


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu faktypilskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%