Przez trzy dni wszystko kręciło się wokół exposé ministra spraw zagranicznych, wicepremiera Radosława Sikorskiego. Wystąpienia długo wyczekiwanego, raz już przełożonego z powodu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Atmosfera była jak przed ważnym meczem: dużo oczekiwań, jeszcze więcej komentarzy. I jedno pytanie - czy będzie ogień, czy tylko dym?
Był ogień. Ale kontrolowany.
Najmocniej wybrzmiało jedno: współpraca daje przewagę. Polska - mówił Radosław Sikorski - nie jest petentem, który grzecznie stoi pod drzwiami silniejszych. Jest liderem i architektem bezpiecznej Europy. W świecie „pomiędzy pokojem a wojną” - a to określenie wracało jak refren - naszą racją stanu jest mocne zakotwiczenie w Unii Europejskiej i NATO oraz podmiotowy sojusz z USA. Podmiotowy, czyli nie na kolanach. „Nie będziemy frajerami” - padło i zostało. W polityce zagranicznej to deklaracja, ale i zobowiązanie.
Kolejnym fundamentem jest Ukraina - jako sprawa o kluczowym znaczeniu dla żywotnych interesów Polski. Bez patosu, bez romantycznych westchnień. Twarde liczby zamiast sentymentalnych obrazków. Ukraińcy współtworzą nasz wzrost gospodarczy; w 2024 roku - według przywołanych danych - dołożyli do PKB niemal 100 miliardów złotych. Od 2022 roku założyli w Polsce 120 tysięcy firm. Do tego eksport zbrojeniowy i perspektywa udziału w odbudowie Ukrainy. To nie jest już opowieść o gościnności. To opowieść o wspólnym rachunku zysków i strat - i o tym, że można go zamknąć na plus.
Ton przemówienia był koncyliacyjny. Bez wojennego werbla, bez retoryki oblężonej twierdzy. I właśnie dlatego kontrast z opozycją był tak wyraźny. Manifestacyjna nieobecność liderów opozycji - prezesa Jarosława Kaczyńskiego, szefa klubu PiS Mariusza Błaszczaka, Mateusza Morawieckiego czy Sławomira Mentzena a także wielu posłów z tych ugrupowań - mówiła więcej, niż niejedna przemowa. Gdy już padły słowa sprzeciwu, usłyszeliśmy porównania Unii Europejskiej do III Rzeszy i oskarżenia, że Polska jest „świadomie, brutalnie i jednoznacznie likwidowana”. Mocne frazy, ciężkie jak żelazo. Problem w tym, że polityka zagraniczna nie unosi się na ciężarze metafor, lecz na lekkości zaufania.
I tu dochodzimy do sedna. W polityce międzynarodowej nie wygrywa ten, kto najgłośniej wykrzyczy słowo „suwerenność”. Wygrywa ten, kto potrafi przełożyć je na konkret: na bezpieczne granice, realne inwestycje, wpływy przy stole negocjacyjnym. Między peryferiami a centrum Europy nie ma przepaści geograficznej. Jest tylko jedna różnica - odwaga, by usiąść przy stole i wziąć odpowiedzialność za rachunek.
Pociąg jedzie dalej. Stacje mijają bez sentymentu. Świat też nie zwalnia. Pytanie nie brzmi, czy rachunek przyjdzie - bo przyjdzie na pewno. Pytanie brzmi, czy będziemy go współtworzyć, czy tylko zerkniemy na niego z pozycji komentatora. A komentator, jak wiadomo, rzadko ma wpływ na wynik meczu.
Pędził 169 km/h drogą krajową nr 22 [film]
To wszystko tłumaczy
BMW
19:26, 2026-02-27
Popisówka na jednym kole. I warto było szpanować?
Co napisali,to napisali
Ale
19:24, 2026-02-27
Czym zastąpić demokrację, czyli mała prowokacja...
Nie pitol tylko wypełnij ankietę bezpieczeństwa stary komuchu śmierdzący
Antek
18:54, 2026-02-27
Popisówka na jednym kole. I warto było szpanować?
0powiada kim są ci wspaniali,,mężczyźni"w swych wyjących maszynach 🤣
film,,Pilion&quo
17:24, 2026-02-27
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu faktypilskie.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz