Gdyby człowiek tak długo bzykał jak "kowalik", od dwunastu godzin do 7 dni, to pewnie umarłby z głodu. Jego samiec robi tak, by uniemożliwić konkurentom dostęp do samicy. Z tego powodu są często połączone tylnymi częściami ciała (na zdjęciu). Teraz już wiecie dlaczego mówimy na niego "tramwajarz".
Wczesną wiosną kowaliki mają swój okres rozkoszy. W prawie każdym miejscu mego ogrodu uprawiają seks, aż miło.
W nasłonecznionych miejscach. Na kostce brukowej, na ścianie, na pniach drzew. I w każdym innym dogodnym miejscu.
Nie wstydzą się ogarnięte chucią wielką.
Gdyby Szopen żył, to też pewnie by tu był.
"Kowalik" "doktorek" to nazwa potoczna.
W rzeczywistości nazywa się "kowal bezskrzydły" z rodziny pluskwiaków.
Występuje w całej Polsce. Żywi się owocami, a także, sokami martwych owadów, których soki wysysa za pomocą kłujki.
Ma tak paskudny smak i zapach, że jest niejadalny dla innych zwierząt.
Tylko borsuki mają na niego ochotę.
Jest nieszkodliwy dla ludzi i roślin w ogrodzie.
A nawet pożyteczny, bo pomaga rozkładać martwą materię.
Więc kiedy go zobaczycie, nie zabijajcie go.
Niech sobie pobzyka do woli.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz